Marsz Niepodległości był spokojny jak nigdy i ksenofobiczny jak zawsze

- Lewackie media skręcają się ze złości, że na marszu nie było bójek - grzmiał ze sceny jeden z organizatorów Marszu Niepodległości. Za brak incydentów należą się pochwały. Ale to nie zmienia tego, że na marszu wzywano do ksenofobii i nienawiści.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasNa Marszu Niepodległości były pojedyncze rodziny z dziećmi, były osoby starsze; była minuta ciszy dla poległych żołnierzy i okrzyki "chwała bohaterom". To wszystko stanowiło jednak niewielką część całego wydarzenia.

Marsz - organizowany zresztą przez środowiska narodowe - zdominowały nacjonalistyczne i ksenofobiczne hasła oraz wyzwiska pod adresem różnych "wrogów narodu" (na tyle, na ile dało się je usłyszeć między wybuchami petard).

Było spokojniej niż w poprzednich latach

Policja nie otrzymała sygnałów o poszkodowanych lub rannych - to najważniejsza informacja związana z bezpieczeństwem w czasie marszu.

Warszawskie Biuro Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego poinformowało, że marsz był "o wiele spokojniejszy niż rok temu", choć dochodziło do drobnych incydentów - odpalano race i zrzucano je z mostu Poniatowskiego na Wisłostradę.

Dodatkowo, uszkodzony został samochód TVP, a Pomnik Wdzięczności Żołnierzom Armii Radzieckiej w Parku Skaryszewskim został oblany czerwoną farbą.

Przypomnijmy - w ubiegłym roku zatrzymano około 200 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Bojówkarze rzucali w policjantów m.in. racami, kostką brukową i butelkami. Stołeczny ratusz wycenił straty na 90 tys. zł.

To zasługa organizatorów marszu i dobrze zorganizowanej straży, mającej niełatwe zadanie panowania nad wielkim tłumem, a także policji, która była niewidoczna i m.in. dzięki temu uniknięto starć chuliganów i funkcjonariuszy.

Swieto NiepodleglosciSwieto Niepodleglosci Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Ksenofobiczne hasła

Marsz środowisk narodowych szedł w tym roku pod hasłem "Polska dla Polaków, Polacy dla Polski". Na transparentach niesiono jednak znacznie więcej haseł, m.in.: "Śmierć wrogom ojczyzny", "Wróg u bram", "Stop islamizacji Polski" czy dosyć oryginalne "Wolimy kotleta od Mahometa".

Uczestnicy byli jeszcze bardziej swobodni, gdy przyszło do wykrzykiwania haseł. "Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę", "Zawsze i wszędzie, policja je*ana będzie" - to tylko część z nich.

Frekwencja

Na razie trudno mówić o dokładnej frekwencji. Według różnych szacunków w marszu uczestniczyło od 35 do nawet 100 tysięcy osób. Policjanci na podstawie wideo ze śmigłowców ocenili, że w pochodzie szło około 70 tysięcy osób. To tyle samo ile w ubiegłym roku.

Kontrowersyjni goście

Jeszcze przed marszem pojawiła się informacja o gościach zaproszonych przez organizatorów. Rano delegacja złożona m.in. z przedstawicieli neofaszystowskiej włoskiej organizacji Forza Nuova i skrajnie prawicowego węgierskiego Jobbiku odwiedziła Sejm.

Po marszu goście wygłaszali przemówienia na scenie ustawionej na błoniach Stadionu Narodowego. Był tam m.in. burmistrz węgierskiego Asotthalom Laszlo Toroczkai. Toroczkai zasłynął klipem skierowanym do uchodźców, nakręconym w stylu taniego kina akcji. Mówi w nim m.in.: "Ci, którzy chcą wedrzeć się na Węgry nielegalnie, mogą szybko skończyć w więzieniu".

Kryzys migracyjny stanowił najważniejszy wątek w przemówieniach gości, jednak nie był jedyny. Przedstawiciel szwedzkich środowisk narodowych przeszedł płynnie od uchodźców do "lobby gejowskiego", a Włoch mówił z kolei o żydowskich wpływach i ideologii gender.

Uderzał fakt, że bezpośrednio po reprezentancie Forza Nuova, która jest organizacją o charakterze neofaszystowskim i należy do koalicji partii faszystowskich założonej przez Alessandrę Mussolini, przemawiał porucznik Jan Nowicki, żołnierz Armii Krajowej.

Paranoje narodowców: "Mamy prawo się bać"

- Lewacka i islamska agresja, wymierzona w wartości chrześcijańskie i narodowe, tworzy w nas obawę. I mamy prawo się bać - mówił tuż po zakończeniu Marszu Niepodległości ks. Jacek Międlar.

W wystąpieniach na błoniach Stadionu Narodowego, duchowny zapewniał, że "nie można pozwolić, by ten strach przerodził się w nienawiść". - My chcemy dialogu, ale nikt nie chce z nami rozmawiać - mówił ks. Międlar.

- My nie chcemy walczyć młotem nienawiści, ale mieczem Ewangelii - zakończył ks. Międlar. To szlachetne wezwanie. Jednak praktyka wygląda zupełnie inaczej: na marszu nie było może bitwy z policją, była za to nienawiść, rasizm i ksenofobia.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: