350 złotych za fryzjera i katastrofa. Reklamacja? "Przecież tak pani chciała"

- Za kolor i strzyżenie zapłaciłam tyle, co w u najlepszego stylisty w mieście - pani Halina żali się na fryzjera. - Nigdy tam nie wrócę - zapewnia. Inni klienci wracać chcą, by źle wykonaną usługę reklamować. Ale czasem to nie takie proste. - Przecież tak miało być - słyszą.

Pani Halinie, 60-letniej właścicielce warszawskiej kawiarni, do gustu nie przypadł kolor. - Miał być blond, a to jest żółty - mówi. I jeszcze ta cena. 350 złotych! Drogo, bo w koszt usługi wliczone było także mycie, maseczka regenerujące włos oraz czesanie. Jednym słowem - full serwis. Ale pani Haliny żaden full nie interesuje, bo efekt, jak sama przyznała, jest zerowy. - Null - kończy. I dodaje: - Fryzjer jak saper, myli się tylko raz.

Sprawa wisi na włosku od kilku dni, a fryzjerską aferą żyje cała ulica Dolna, bo fryzjerka jest sąsiadką Haliny, więc reklamacja nie wchodzi w grę: - Nie chcę wchodzić na wojenną ścieżkę z Kryśką.

Pytanie tylko, jaką wojenną ścieżkę, skoro reklamować może każdy, bo takie prawo konsumenta. Okazuje się jednak, że żalenie się na usługi to spory problem, bo jak tu reklamować złą fryzurę, skoro sami do końca nie wiemy, czym zła fryzura jest?

UOKiK radzi, co robić

- Pytanie stare jak świat - komentuje Agnieszka Majchrzak, główny specjalista z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. I wyjaśnia: - Nieudanym zabiegiem będzie trwała, która spaliła włosy. Albo za krótkie cięcie, jeżeli umawialiśmy się na 2, a nie na 12 centymetrów. Inny kolor, czyli gdy zamiast czarnego mamy pomarańczowy.

Co wtedy robić? Klientom przysługuje prawo do naprawy nieudanej fryzury czy obniżenia ceny, możemy też poprosić o przyznanie rabatu. To wszystko jest możliwe, jeśli wada jest istotna. Czyli jaka?

Taka, gdy faktycznie fryzjerka włosy spali, a nie np. wyprostuje. Wtedy możemy wręcz domagać się odszkodowania, bo w związku z wadliwym wykonaniem usługi narażeni zostaliśmy na dodatkowe koszty, np. skorzystanie z usług innego przedsiębiorcy. Warto jednak pamiętać, że konieczne są rachunki, aby udowodnić poniesioną szkodę i wystąpić o odszkodowanie.

Ale co robić, gdy klient chce wyglądać wzorowo, wręcz modelowo nawet, jak pan czy pani z okładki ulubionego pisma? Majchrzak przyznaje, że i w takim przypadku możemy upominać się o reklamację. Czyli? Gdy np. fryzjer mówił, że wykona dokładnie takie loki jak na zdjęciu, a wyszły inne.

- Reklamujemy efekt, a nie odczucie, że źle wyglądam - kwituje specjalistka z UOKIK.

Co jednak, gdy fryzjer reklamacji przyjąć nie chce? Gdy pada magiczne i jakby odwieczne: - Przecież tak miało być.

Złe światło było

Blanka wspomina, że choć często jest z fryzury niezadowolona, to jedną wizytę z cyklu "Tak miało być" pamięta do dziś: - Kiedyś fryzjerka przekonywała mnie, że zrobiła mi ciemny blond, a że ja widzę inny, jest winą złego oświetlenia. - Blanka przyznaje, że odpuściła, bo rozmowa nie miała żadnego sensu. - Słowo przeciwko słowu - kończy.

To odwieczny spór na linii klient-usługodawca. Do tego jeden z najtrudniejszych do rozwiązania. Co robić? - Niekoniecznie trzeba drzeć koty - mówi Majchrzak. - Warto skorzystać z pomocy rzeczników konsumentów, którzy nieodpłatnie udzielą nam m.in. informacji prawnej.

Kotów drzeć nie chciał pan Paweł: - Fryzjer wpierw analizował kształt mojej głowy, potem opowiedział mi o konstrukcji włosa. Pomyślałem - specjalista! Gdy jednak okazało się, że jestem niezadowolony, stylista stwierdził, że sam jestem sobie winien, przecież zgodziłem się na taką stylizację, więc o reklamacji nawet nie ma mowy! Zgłupiałem i wyszedłem.

Ciemny brąz, praktykantka i policja

- W salonie fryzjerskim poprosiłam o zrobienie odrostów, co nie było zbyt trudne - mówi Sylwia. Piekło zaczęło się, kiedy zajęła się mną praktykantka. Mój ciemny blond został ciemnym brązem o poświacie burakowej. Z godziny na godzinę było gorzej, a efekt przeszedł wyobrażenia wszystkich. Dosłownie! Powiedziałam, że jestem niezadowolona i nie zapłacę. Zostałam zwyzywana od naciągaczek, właścicielka zaczęła mnie szarpać i na koniec wezwała męża, który siłą chciał wyciągnąć ode mnie pieniądze.

Jak się cała heca skończyła? Sandra:- Na komisariacie. A, i postępowanie zostało umorzone.

UOKiK przypomina, że najlepszym rozwiązaniem jest zapobiegliwość. Czyli? Rozmowa: - Najlepiej uzgodnić przed zabiegiem, czego od fryzjera oczekujemy. Najlepiej szczegółowo. Jeżeli chcemy przyciąć końcówki, to ustalmy, ile centymetrów dokładnie, a nie na tzw. oko.

Dlaczego? By fryzjer nie mógł powiedzieć, że tak miało przecież być. Na oko.

Więcej o: