Rumuni wściekli na swój rząd - premier ustąpił po tragedii. Ale korupcja od dawna trawi ten kraj

Protesty po tragicznym pożarze, w którym zginęło 31 osób, zmusiły do odejścia premiera Victora Pontę, który rządził krajem od 3 lat. Gdyby nie korupcja, być może do tragedii by nie doszło.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasDla wielu obserwatorów z zewnątrz wydawać się może, że reakcja społeczeństwa Rumunii na tragiczną śmierć dwudziestu siedmiu osób w pożarze klubu muzycznego była nieproporcjonalnie radykalna. W końcu pożar to, na pierwszy rzut oka, wydarzenie czysto losowe. Protestujący wskazują jednak na szerszy problem: szalejącą korupcję.

Okazuje się jednak, że tragedia wcale nie była nieunikniona. W nocy 30 października 2015 roku w klubie Kolektiv w Buchareszcie wybuchł pożar zaprószony przez muzyków metalowych z zespołu Goodbye To Gravity. Dla efektu scenicznego grupa odpaliła na scenie teoretycznie bezpieczne efekty pirotechniczne - niestety, okazało się, że właściciel klubu zignorował zalecenia inspekcji budowlanej i wygłuszył klubu wysoce łatwopalną pianką poliuretanową. Pianka zapaliła się praktycznie natychmiastowo od iskier zimnych ogni. Ponadto do klubu wpuszczono zbyt wiele osób i nie było w nim wystarczająco wielu wyjść ewakuacyjnych ani gaśnic.

Winą za tę tragedię można by obarczyć samych tylko właścicieli klubu i ich chciwość, gdyby tylko był to odizolowany incydent. Tymczasem niedługo po pożarze trzech innych przedsiębiorców z branży klubowej przyznało się do podobnych zaniedbań. A to tylko kilka z długiej listy przypadków pokazujących, że z państwem w Rumunii dzieje się bardzo źle.

 

Korupcja zabija

Jeśli, jak twierdzą niektórzy, państwo istnieje w Polsce jedynie teoretycznie, to trudno znaleźć przymiotnik, który mógłby oddać stan rumuńskiego państwa. Od 1989 roku, kiedy to naród odsunął od władzy komunistycznego dyktatora Nicolae Ceausescu w wyniku krótkiej, acz dość krwawej rewolucji, Rumunia regularnie boryka się z protestami i skandalami korupcyjnymi. Po obaleniu Ceausescu Front Ocalenia Narodowego (FSN), organizacja powołana do zarządzania krajem do czasu wyborów, postanowiła skorzystać ze swojej uprzywilejowanej pozycji i wbrew wcześniejszym zapewnieniom ogłosiła, że wystawi swoje listy w wyborach do parlamentu. W kraju ponownie zawrzało. Protesty jednak brutalnie spacyfikowano, FSN wygrał wybory znaczącą - ponad 65 proc. głosów w obu izbach - przewagą, i tajemnicą poliszynela było, że wśród wybrańców ludu znaleźli się byli aparatczycy i oficerowie tajnej policji Securitate.

Rządy się zmieniały, ale jedno pozostawało bez zmian: korupcja. W ciągu 26 lat od upadku komunizmu Rumunia była świadkiem 40 skandali korupcyjnych z udziałem władz różnych szczebli. W 2001 roku na przykład wybuchł skandal z udziałem posła Mirona Mitrei, który przyjął łapówkę wartą 118 tysięcy euro za ustawienie konkursu na stanowisko szefa Państwowego Inspektoratu Budowlanego. W 2003 Dan Voiculescu, senator i założyciel Partii Konserwatywnej brał udział w szemranej prywatyzacji. Według prokuratury, Rumunia straciła na niej 60 milionów euro. W 2009 Sorin Apostu, prezydent miasta Cluj-Napoca przyjął 45 tysiący euro łapówki w zamian za lukratywny kontrakt na usługi komunalne. Przykłady można mnożyć - transfery nieruchomości, pieniądze przechodzące z rąk wielkiego biznesu do kieszeni urzędników, mniejsze i większe nadużycia władzy - ale najlepiej skalę problemu oddaje fakt, że, jak mówi raport Komisji Europejskiej z 2014 roku, 93 proc. obywateli uważa, że korupcja to problem powszechny, a 25 proc., przyznaje, że miało z nią bezpośrednią styczność.

Victor Ponta, doktor bez doktoratu

Jeśli chodzi o korupcję, rządy Victora Ponty, ustępującego premiera Rumunii i lidera szerokiej koalicji partii od prawa do lewa, nie są wyjątkiem. Ponta ma wątpliwy zaszczyt bycia pierwszym w historii Rumunii premierem, któremu prokuratura postawiła oficjalne zarzuty m.in. pranie brudnych pieniędzy i oszustwa podatkowe. Zarzuca mu się także całkowity brak poszanowania dla procedur demokratycznych, a także to, że jego dysertacja doktorska jest plagiatem.

W 2012 roku w wyborach parlamentarnych większość miejsc w parlamencie zagarnęła koalicja Unia Socjalno Liberalna (USL). W jej składzie znalazły się partie, które trudno posądzać o jakiekolwiek ideologiczne pokrewieństwo: lewicowe Partia Socjalno Demokratyczna (PSD) i Narodowy Związek na Rzecz Postępu Rumunii (UNPR), liberalna gospodarczo Partia Narodowo Liberalna (PNL) oraz Partia Konserwatywna (PC). Porozumienie ponad podziałami dla dobra kraju? Raczej solidarny pęd do stołków. Po wyborach zmontowany przez Pontę gabinet zajął się umacnianiem pozycji rządu: przeniósł kontrolę nad Rumuńskim Instytutem Kultury w ręce Senatu i fałszował głosy w referendum w sprawie ustąpienia urzędującego prezydenta. Do tej pory pomimo skandali Ponta kurczowo trzymał się premierowskiego fotela - jak podaje agencja Reuters, w obliczu oficjalnego oskarżenia nadal był popierany przez szefową swojej partii, on sam zaś zarzuty prokuratury odrzucał jako "kompletnie nieprofesjonalne".

Odpowiedzialność za śmierć 31 osób w klubie Colectiv spoczywa na długim łańcuchu osób i instytucji: na właścicielach klubu, którzy dla zysku zignorowali przepisy, na inspekcji budowlanej, która przymknęła na to oko, na aparacie państwa, który grał w polityczne gierki zamiast zająć się realnymi problemami i wreszcie na głowie państwa, która w tych gierkach przodowała. Dopiero rzeczywista tragedia pokazała zwykłym obywatelom jak niebezpieczne konsekwencje niesie za sobą rozkład aparatu państwa, a Victor Ponta stał się najjaskrawszym przykładem tego rozkładu.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: