PiS jeszcze nie objęło władzy, a już ma problem. I nie zgadniecie, kogo za to wini

Awanturę wokół unijnego szczytu można sprowadzić do dwóch słów: wina Tuska (a przynajmniej tak wynika ze słów polityków PiS). Nowy rząd jeszcze nie objął władzy, a już zdążył zablokować staremu możliwość działania. I, co gorsza, to właśnie on będzie musiał teraz wziąć za to odpowiedzialność.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas12 listopada o godz. 14:30 rozpocznie się unijny szczyt na Malcie. Podczas nieformalnego posiedzenia Rada Europejska będzie dyskutować o uchodźcach i przyszłości całej strefy Schengen; nie jest też wykluczone, że tego dnia zapadną wiążące decyzje ws. kryzysu migracyjnego. Ale jeśli tak się stanie, udziału w ich podjęciu nie będzie miała Polska.

Przepisy są jasne: nasz kraj podczas spotkania RE mogą reprezentować albo premier, albo prezydent. I nikt inny: nie minister, nie ambasador, nie dyplomata. Problem w tym, że 12 listopada rządzący muszą być obecni w Sejmie podczas dymisji gabinetu Ewy Kopacz i powołania nowych ministrów. Nie ma możliwości, by Andrzej Duda lub premier zdołali dolecieć na Maltę na czas.

Chcemy się dowiedzieć, co w tej sytuacji ma zamiar zrobić nowy rząd. Po kilku godzinach od napisania artykułu PiS zadeklarował, że złoży wniosek o przerwę w pierwszym posiedzeniu Sejmu, by premier Ewa Kopacz mogła wziąć udział w szczycie UE, a jednocześnie miała możliwość złożenia dymisji na posiedzeniu izby.

A jak wyglądał proces uzyskiwania informacji na temat szczytu? Było więcej chaosu niż konkretnych informacji.

Wina Tuska

Na początku dzwoniliśmy do wiceministra spraw zagranicznych Rafała Trzaskowskiego. - Jestem skonfundowany tą datą. To przekracza moje rozumowanie polskiej polityki - słyszeliśmy. Gdyby Andrzej Duda wybrał inny termin pierwszego posiedzenia Sejmu, Polskę na szczycie mogłaby reprezentować jeszcze Ewa Kopacz. Złośliwość prezydenta? Okazuje się, że nie.

- Tusk robi to pod Angelę Merkel, a nie pod wszystkich. Działa on na złość swojemu państwu - odbijał piłeczkę Witold Waszczykowski, prawdopodobny kandydat na szefa MSZ w rządzie PiS.

- Gdzie on żyje? Na księżycu, że nie ma asystenta i nie zna kalendarza politycznego w Polsce? Tusk nie jest politykiem z Grecji, czy Portugalii i powinien znać daty formowania się nowego rządu. Dlatego Tusk mógł zwołać szczyt przed ósmym listopada albo poczekać na decyzję prezydenta o desygnowaniu premiera - przekonywał.

Od Annasza do Kajfasza

Czy rzeczywiście? Donald Tusk zwołał spotkanie Rady na trzy dni przed decyzją Andrzeja Dudy. Ale, jak przekonuje Kopacz, termin nieformalnego szczytu był znany już od kwietnia.

By wyjaśnić sprawę, zadzwoniliśmy do Kancelarii Prezydenta. Ta odesłała nas do Pałacu Prezydenckiego... gdzie kazano nam ponownie dzwonić do kancelarii.

Na Wiejskiej znów nie dowiedzieliśmy się żadnych konkretów: osoby odpowiedzialne za kalendarz prezydenta Andrzeja Dudy są w tej chwili nieosiągalne. Swoje pytania wysłaliśmy też mejlem.

Zamiast Polski - inne państwo?

- Czy polski fotel na szczycie na Malcie pozostanie pusty? - zapytaliśmy Trzaskowskiego. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że jest jeszcze jedno rozwiązanie: - Być może będziemy musieli poprosić inne państwo, które nas będzie reprezentowało na szczycie - powiedział nam. - To nie jest nic nadzwyczajnego. Wielką Brytanię będzie reprezentować Irlandia - dodał.

- Jakie państwo za nas pojedzie? - Trudno powiedzieć jakie, najpierw trzeba skontaktować się z tym państwem, żeby móc ogłosić to w mediach - odpowiedział.

Krótko przed godz. 15 premier Ewa Kopacz zaapelowała do prezydenta, by to on reprezentował Polskę na Malcie. Gdyby Andrzej Duda podjął taką decyzję, tego dnia nie mogłoby się odbyć zaprzysiężenie nowego Sejmu. Kilka godzin później prezydencki minister Krzysztof Szczerski oświadczył, że Duda na szczyt nie pojedzie.

Kancelaria: Premier może podać się dymisji w każdej chwili >>>

"Kto przyjaźni się z Kopaczową"

O "zaprzyjaźnionym państwie", które mogłoby polecieć na Maltę za Polskę, mówił wcześniej Waszczykowski. - Zaprzyjaźnione, czyli które? - dopytywaliśmy. - Nie wiem, kto się przyjaźni z Tuskiem i Kopaczową - mówił. Polityk dodał, że to gabinet Ewy Kopacz podejmie decyzję, czy Polska zwróci się do innego państwa z prośbą o reprezentowanie.

Co na to Prawo i Sprawiedliwość? Partia przecież wielokrotnie apelowała do ustępującego rządu, by nie brał już na siebie żadnych kluczowych decyzji. - Pani rzecznik jest teraz na spotkaniu - poinformował asystent, który odebrał telefon Elżbiety Witek.

Piechociński leci na ratunek

Do gry w sprawie reprezentanta Polski na unijnym szczycie włączyła się również szefowa Kancelarii Prezydenta, która zaproponowała wysłanie Janusza Piechocińskiego. Małgorzata Sadurska uznała, że skoro jest on wicepremierem, a 12 listopada nie musi być w Sejmie (bo nie został wybrany na posła), może polecieć na Maltę.

- Na Boga, niech oni przeczytają traktat! - łapał się za głowę Trzaskowski. I przypomniał, że kandydatura Piechocińskiego jest wykluczona: - Zgodnie z traktatem kraj członkowski na posiedzeniu Rady Europejskiej może reprezentować tylko premier lub prezydent.

Wicepremier już się pakuje? - Komentowanie tego działa na niekorzyść państwa - uciął Piechociński. I rzucił słuchawką.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: