Panika na imprezie studentów. Jedna osoba nie żyje. "To musiało się tak skończyć"

Jedna osoba zginęła, a 15 zostało rannych po tym, jak doszło do wybuchu paniki na imprezie Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy. Do zdarzenia doszło w środę w nocy na studenckiej imprezie, na której bawiło się 1200 studentów. Zebraliśmy dla Was najważniejsze informacje dotyczące tej tragedii.

W studenckich otrzęsinach na kampusie Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego uczestniczyło 1200 osób.

Panika wybuchła po północy, kiedy to w przejściu między dwoma budynkami zgromadziło się mnóstwo osób.

Świadkowie zdarzenia mówią o wielkim ścisku, duchocie i panice, która ogarnęła stłoczony w tym łączniku tłum. Jeden z uczestników zdarzenia, cytowany przez TVN 24, powiedział, że "ścisk był tak wielki, że w pewnym momencie zabrakło miejsca. Dodatkowo z gorąca i braku powietrza kilka osób zemdlało".

Zdezorientowany tłum nie wiedział, co robić

Gazeta.pl dotarła do świadków i uczestników tragicznych wydarzeń w Bydgoszczy. Usłyszeliśmy, że ta impreza "musiała się tak skończyć".

Student, który opuścił imprezę na kilkanaście minut przed północą, powiedział nam, że otrzęsiny były zorganizowane w innym miejscu niż zwykle. - Udostępnili nam dwie sale w różnych budynkach, a przejście między nimi stanowił wąski łącznik.

W portalach społecznościowych pojawiły się plotki o tym, że ochroniarze, którzy próbowali kontrolować sytuację, rozpuścili w powietrzu gaz pieprzowy.

"Ludzie napierają z jednej i z drugiej strony, żeby się przepchnąć. Do tego wchodzi ochrona, rozpycha ludzi na ściany i krzyczy, żeby się rozejść, bo kogoś zdeptano. Z jednej strony ochrona przepycha ludzi, a z drugiej używa gazu pieprzowego. Ktoś krzyczy przez mikrofon, żeby się rozejść, bo ludzie walczą o życie. Tłum jest zdezorientowany i nie wie, w którą stronę się udać" - pisał jeden ze świadków. Policja weryfikuje tę informację. Wszczęte zostało śledztwo.

Nieznana przyczyna śmierci

Na miejscu zdarzenia pojawiło się 12 karetek, dwa zastępy strażaków i policyjne radiowozy. Do szpitali trafiło łącznie 11 osób. Dwie z nich są w stanie ciężkim. Jedna dziewczyna zmarła.

- Była reanimowana, odkąd ją tam znaleźli. Lekarzom nie udało się jej uratować. Jeszcze nie wiemy, czy zmarła w wyniku stratowania, czy była inna przyczyna jej śmierci - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl Przemysław Słomski z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Według niego na imprezie, na którą uczelnia wyraziła zgodę, było "więcej osób, niż przewidywano". Szacuje się, że przyszło 1200 studentów.

Rektor uczelni Antoni Bukaluk odpowiadał na konferencji prasowej: - Wyraziliśmy zgodę, jak co roku, na imprezę samorządu studenckiego inaugurującą rok akademicki - mówił rektor. - Impreza rozpoczęła się wczoraj o godz. 20. Odbywała się w holu obiektu przy ulicy Kaliskiego 7. O godz. 1 w nocy z nieustalonych jeszcze przyczyn w łączniku zrobił się tłok. Organizatorzy, czyli samorząd studencki, poprosili ochronę o interwencję. Podczas interwencji ustalono, że kilka osób przewróciło się. W tym jedna nie wykazywała oznak życia. Podjęto od razu akcję reanimacyjną przez służbę medyczną i ochronę - dodał

MSW i prokuratura zajmują się sprawą

"W tym momencie dziewięć osób przebywa w bydgoskich szpitalach" - powiedziała w czwartek przed południem dziennikarzom rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak. Jak podkreśliła, policja zabezpiecza dowody, przesłuchiwani są świadkowie, organizatorzy imprezy oraz przedstawiciele firmy ochroniarskiej. Poinformowała, że sprawa jest badana także pod kątem przepisów ustawy o imprezach masowych, wyjaśniane jest m.in. to, czy była to impreza odpłatna, czy nie.

Jak poinformował w czwartek zastępca prokuratora rejonowego Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ Adam Lis, śledztwo prowadzone jest pod kątem sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, a także w związku ze spowodowaniem śmierci uczestnika zdarzenia.

"Prokurator przeprowadzał oględziny miejsca zdarzenia. Zlecone zostało też przeprowadzenie sekcji zwłok osoby, która zmarła dziś w nocy w szpitalu. Prokuratura ustala tożsamość wszystkich osób pokrzywdzonych w tej sprawie. Wiemy, że do szpitali trafiło łącznie 11 osób" - powiedział.

W internecie pojawiła się relacja jednego ze studentów UTP, który był na miejscu zdarzenia:

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: