Policjantom dawał wybór: łapówka albo śmierć. Był czas, gdy niemal każdy, kto brał kokainę, kupił ją od Escobara

Rany od kul na jego nodze i torsie pulsują bólem. Został przy nim już tylko wierny ochroniarz Alvaro ?El Limon? Agudelo. Policjanci są tuż-tuż. Zawsze mówił, że jeśli zostanie otoczony, nie da się złapać, tylko wpakuje sobie kulę w ucho. A Pablo Escobar przez całe życie robił wszystko, by spotkał go taki finał.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasŻeby zostać gwiazdą, trzeba być w czymś dobrym. Pablo Escobar był nie tylko dobry. Był geniuszem. Umiał genialnie zarabiać pieniądze na handlu narkotykami, zabijać, przekupywać, zastraszać i korumpować.

Książkę o porwaniach, których dokonał Escobar ("Raport z pewnego porwania"), napisał sam Gabriel Garcia Marquez. W filmie "Escobar: Raj utracony" bandytę zagrał sam Benicio del Toro. W serialu "Breaking Bad" syn głównego bohatera czyta książkę o Escobarze. W słynnej grze "Grand Theft Auto: Vice City" lotnisko nosi nazwę... Escobar International Airport. Mało? Kilka tygodni temu Netflix ruszył z serią "Narcos". W Escobara wcielił się znany z kultowych w Ameryce Łacińskiej "Elitarnych" brazylijski aktor Wagner Moura:

A słynny brazylijsko-amerykański zespół metalowy Soulfy nagrał o narkobaronie piosenkę "Plata o Plomo" (uwaga, bardzo ostrą):

 

Policjantom mówił: "Kasa lub kula"

"Plata o plomo" znaczy kolokwialnie: "Bierz łapówkę albo kula w łeb". Escobar wynajduje tę prostą i skuteczną metodę unikania sprawiedliwości, gdy jako 27-latek zostaje wraz z kolegami aresztowany za posiadanie 18 kg pasty kokainowej. Z początku Pablo próbuje przekupić sędziów w Medellin. Bez skutku. Po miesiącach sądowych przepychanek przekupuje policjantów, którzy go aresztowali. Sprawa upada, a młody przestępca wypracowuje sobie sposób, w który od tej pory będzie postępował ze stróżami prawa.

Gdy raz skorumpujesz policjanta, to masz go w ręku. Escobar miał. Przez prawie dwie dekady swojej działalności był praktycznie bezkarny. Gdy policjant odmawiał przyjęcia łapówki, Escobar spełniał groźbę. A że odmawiali, to z rąk bezwzględnego bandyty i jego kamratów zginęło kilkuset stróżów prawa i urzędników aparatu sprawiedliwości Kolumbii. Ci, którzy nie odmawiali, mogli żyć. Więc brali - sędziowie, urzędnicy i policjanci. Escobar miał z czego płacić.

Kontrolujący w latach 80. niemal 80 proc. przemytu kokainy do Stanów Zjednoczonych Kolumbijczyk był najbogatszym gangsterem w historii. Po prostu nie wiedział, co robić z pieniędzmi. Płacił zresztą swoim cynglom z kartelu za każdego zabitego policjanta. Jego majątek wynosił - według różnych szacunków - od 30 do 50 mld dol. Ale do fortuny piął się ze społecznych nizin.

Zaczynał jako złodziej na ulicy

Urodzony 1 grudnia 1949 r. jako trzecie z siedmiorga dzieci rolnika Abela de Jesusa Dariego Escobara i nauczycielki Hermildy Gavirii, Pablo Emilio Escobar Gaviria zaczyna swoją kryminalną karierę już jako nastolatek na ulicach Medellin. Jest ulicznym złodziejem, sprzedaje papierosy z przemytu i fałszywe bilety na loterię, kradnie samochody. Na początku lat 70. ma dwa etaty - ochroniarza i złodzieja. Swoje pierwsze 100 tys. dol. zarabia - podobno, nie wszystkie wydarzenia z jego życia udało się potwierdzić - na okupie za porwanego członka kartelu narkotykowego Medellin. Dorabia się pokaźnych pieniędzy, pracując dla szmuglera kontrabandy Alvaro Prieto.

Ale naprawdę poprawia stan swojego konta, gdy wchodzi w narkobiznes. Trudno o lepsze do tego miejsce niż jego ojczysty kraj i trudno o lepszy czas niż lata 80. W latach 60. i 70. zwiększenie zapotrzebowania na narkotyki - najpierw marihuanę, a potem kokainę - na świecie wytworzyło ogromny rynek zbytu. Narkobaronów było w tamtym czasie zaledwie kilku, a o późniejszych potężnych kartelach nikt jeszcze nie słyszał.

Zbudował potężny kartel narkotykowy

Potęga Escobara zaczyna się od dwupiętrowego domu w Medellin, w którym importowany z Peru surowiec - kokainowa pasta - przerabiany jest na narkotyk. Później laboratoria w dżungli będą pracowały dla Escobara, wytwarzając przedmiot pożądania amerykańskich narkomanów kosztem 1,5 tys. dol. za kilogram. Na ulicach miast Stanów Zjednoczonych towar idzie za 50 tys. dol. za kilogram. Kolumbijska kokaina przebojem zdobywa rynek.

Zyski Escobar inwestuje w rozbudowę sieci dystrybucji m.in. w Kalifornii, na Florydzie, ale też w innych stanach USA, a także w szlaki przemytnicze. Przez cztery lata, od 1978 do 1982 r., za główny szlak jego kartelu - Medellin - służy pewna wyspa na Bahamach, gdzie dzięki współpracy z innym gangsterem Carlosem Lehderem ma do dyspozycji pas startowy, port, hotel, dom, łodzie i chłodnię na kokainę.

Pablo Escobar na zdjęciu policyjnym z początków przestępczej karieryPablo Escobar na zdjęciu policyjnym z początków przestępczej kariery fot. Carcel Otto Judicial Medellin

Najbogatszy gangster w historii

Przemyt na olbrzymią skalę przynosi dochody również na olbrzymią skalę. W szczytowym okresie działalności kartel z Medellin zarabia 60 mln dol. dziennie. Tak, dobrze przeczytaliście. Sześćdziesiąt milionów dolarów dziennie. W 1989 r. "Forbes" szacuje majątek Escobara na 30 mld dol. (Za: Celebrity Net Worth ). Kontrolowana przez niego przestępcza machina kontroluje 80 proc. światowego rynku kokainy (Meade, Teresa A. - 2008. A history of modern Latin America, 1800-2000). A jego brat pisze po latach (oczywiście tylko on wie, czy to prawda), że kartel z Medellin wydawał tygodniowo tysiąc dolarów na gumki, którymi wiązano pliki banknotów.

O bogactwie kolumbijskiego króla kokainy krążą tak niesamowite historie, że wydaje się niemożliwe, żeby były prawdą. A jednak są całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę nieprzebrane bogactwa, jakimi rozporządzał. Roberto, brat Pabla, pisze w swojej książce "Historia księgowego" m.in., że 10 proc. majątku rocznie spisywano na straty, m.in. przez szczury, które zakradały się do magazynów z gotówką i ją niszczyły. A gdy zabrakło raz drewna, by ogrzać dom, czuły tata Pablo spalił rzekomo 2 mln dol., by jego córce nie było zimno.

Jak Escobar przemycał kokainę?

A przecież wwożenie kokainy na terytorium USA w wykonaniu Escobara zaczęło się niezbyt efektownie: od jednego małego samolociku, w którego kołach przewożony był narkotyk. Później, gdy gangster dysponował już flotą 15 nowoczesnych samolotów, sześcioma śmigłowcami i dwiema małymi łodziami podwodnymi, ustawił starą maszynę przy wejściu do swojego rancza, hacjendy Napoles:

U szczytu potęgi kartelu z Medellin każdy dzień oznacza wpuszczenie na amerykański rynek kilkunastu ton kokainy. Największy przemycony ładunek, zmiksowany z pastą rybną i przewieziony łodzią, waży, według wspomnień brata gangstera, 23 tony. Miesięcznie z Kolumbii do USA za sprawą siatki Escobara trafia ponad 70 ton kokainy. Zaopatruje też Meksyk, Wenezuelę i Hiszpanię. A co ze śledczymi, którzy takiemu bandycie jak Kolumbijczyk powinni deptać po piętach? Przez długi czas, by zapewnić kartelowi nietykalność, wystarczała prosta recepta autorstwa samego Escobara, którą przytoczył niegdyś "The Independent" : "To proste: przekupujesz kogoś tu, przekupujesz kogoś tam, i płacisz zaprzyjaźnionemu bankierowi, by pomógł ci odzyskać pieniądze".

Za pieniędzmi idzie sława. Escobar staje się celebrytą. Ma piękną kochankę - dziennikarkę Virginię Vallejo (po latach dostarczy bezcennych zeznań w kilku procesach). Oczywiście oprócz kochanki ma jeszcze żonę i dwójkę dzieci, ale kto bogatemu zabroni? Zwłaszcza że próba zabronienia czegokolwiek Pablowi Escobarowi może skończyć się bardzo, bardzo źle. Jak przypomina Vox , w 1977 r. przekonał się o tym jego rywal z kartelu Fabio Restrepo. Podwładni pechowego gangstera usłyszeli po jego śmierci, że teraz ich nowym szefem jest Pablo. Inne opcje nie wchodziły w grę.

Escobar oskarżany był też o powiązania z lewicową partyzantką, a wręcz zlecenie jej szturmu na kolumbijski sąd najwyższy w 1985 r. Powód? Prawnicy rozpatrywali precedensową sprawę możliwości ekstradycji przestępców z Kolumbii do USA. Zginęła połowa sędziów. Zgadnijcie, jaki zapadł potem wyrok. No właśnie.

Równolegle ten bezwzględny morderca dba o swój image tak skutecznie, że zyskuje miano lokalnego Robin Hooda. W kartelu Medellin nikt nie wydałby Escobara, nawet gdyby chciał. A lider za narkodolary kupował lojalność szaraków: fundował szpitale, szkoły, parki, kościoły, stadiony, rozdawał pieniądze biednym. A oni go kryli.

Koniec

Miarka przebrała się po zamordowaniu kandydata na prezydenta Kolumbii Luisa Carlosa Galana. O zabójstwo obwiniano właśnie Escobara. Rząd ruszył do rozprawy z kartelem z Medellin. Jak się wydawało - skutecznie. W 1991 r. po negocjacjach bandyta się poddał. Umowa zakładała, że narkobaron zakończy przestępczą działalność, a w zamian otrzyma łagodniejszy wyrok - pięć lat - i nie zostanie wydany do USA. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie miejsce, gdzie miał siedzieć.

Więzienie La Catedral w Medellin zostało zbudowane... specjalnie dla niego. W luksusowym zamknięciu Escobar żył całkiem wygodnie i, oczywiście, ani myślał przestać pomnażać swoją fortunę. Rząd chciał przenieść przestępcę do zwykłego więzienia, ale w niecały rok po dobrowolnym osadzeniu w La Catedral Escobar uciekł. Ale tym razem miało mu nie pójść tak łatwo. Rząd w Bogocie od trzech lat miał bowiem potężnego sojusznika. W jego "zwerbowaniu", chcąc nie chcąc, pomógł sam bandyta.

Wojna

Jest 27 listopada 1989 r. Boeing 727-21 linii Avianca (lot 203) startuje z Bogoty do Cali. W piątej minucie lotu eksploduje walizka, którą wniósł na pokład mężczyzna w garniturze. Od tego wybuchu zapalają się opary paliwa w jednym ze zbiorników - akurat pustym. Potężna eksplozja dosłownie rozrywa samolot. Giną wszyscy pasażerowie i załoga - 107 osób - i trzy osoby na ziemi, na które spadły szczątki.

Zamach zaplanował Pablo Escobar, by wyeliminować kandydata w wyborach prezydenckich 1990 r. Cesara Gavirię Trujillo - pisze w swojej książce "Zabić Pablo: polowanie na największego przestępcę świata" słynny reportażysta Mark Bowden, autor "Helikoptera w ogniu". I może mieć rację - w 1994 amerykański sąd uznał za winnego zamachu 29-letniego Dandeny'ego Munoza-Mosquerę , znanego głównie jako najgroźniejszy zabójca na usługach gangu z Medellin - pisze "New York Times".

Cesara Gavirii Trujillo akurat nie było jednak na pokładzie - czemu zawdzięcza i życie, i sukces: niedługo potem zostaje prezydentem Kolumbii. Na pokładzie samolotu było za to dwóch innych pasażerów. Ich cechą wspólną były paszporty - Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Waszyngton zareagował. W 1992 r. Amerykanie wytrenowali tzw. Search Bloc - specjalną jednostkę kolumbijskiej policji, która otrzymała jedno zadanie - znaleźć Escobara. Równolegle szyki zwierają jego przestępczy wrogowie. Za pieniądze rywalizujących z Medellin gangów, m.in. równie krwawego kartelu Cali, i byłych wspólników, a także prawicowych paramilitarnych Carlosa Castano, powstaje grupa Los Pepes (dosłownie Ludzie Prześladowani przez Pabla Escobara). Ci ostatni wypowiadają kartelowi Medellin prawdziwą wojnę, w której padło około 300 trupów - głównie członków kartelu i rodziny jego przywódcy. Powoli wokół bandyty zaciska się pętla.

Śmierć

2 grudnia 1993 r. Search Bloc namierza Escobara w Medellin. Wywiązuje się krwawa walka. Policjanci osaczają rannego Escobara. Pada strzał...

I tu wersje są dwie. Albo Escobar zabił się sam, albo zrobili to policjanci. Bracia bandyty, Roberto i Fernando, twierdzą, że skoro zginął od strzału w ucho, to popełnił samobójstwo, tak jak zawsze zapowiadał. Nigdy jednak nie dowiedziono, kto wystrzelił ostatnią kulę.

Policjanci sfotografowali się nad martwym ciałem Pablo EscobaraPolicjanci sfotografowali się nad martwym ciałem Pablo Escobara Steve Murphy/Wikimedia Commons/public domain

Kartel z Medellin traci na znaczeniu, rynek kolumbijskiej kokainy opanowują - na krótko - rywale z Cali. Na pogrzeb prawdopodobnie najpotężniejszego człowieka w Kolumbii przychodzą tłumy - 25 tys. osób, w tym wielu, którzy zetknęli się tylko z lepszą stroną Escobara - ubodzy z Medellin, których wspomagał.

Podczas pisania tego tekstu korzystałem z dostępnych w sieci fragmentów książek dotyczących Pabla Escobara, m.in. "Killing Pablo" Marka Bowdena, a także z danych statystycznych i informacji dostępnych w Wikipedii.

 

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: