"Nie byliśmy na to przygotowani - wrzucili nas w sam środek wojny" - wspomina żołnierz, który walczył w Karbali [WYWIAD]

Najkrwawsza bitwa Polaków od czasu II wojny światowej - tak mówi się o starciu polskich i bułgarskich żołnierzy w irackiej Karbali. Film o tej bitwie wchodzi do kin już dziś, a my rozmawiamy z plutonowym Jackiem Musiałem, który walczył z irackimi rebeliantami w Karbali. - Nie ma co udawać, że strzelaliśmy obok, by wystraszyć - mówi Musiał.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasAneta Bańkowska: Przez lata bitwa w Karbali była owiana wojskową tajemnicą - oficjalnie ani polscy, ani bułgarscy żołnierze nie brali w niej udziału. Dlaczego?

Plutonowy Jacek Musiał: Wszyscy, którzy brali udział w bitwie, musieli podpisać klauzulę poufności opiewającą na pięć lat. Dlaczego to wyszło tak późno? W końcu minął czas ciszy i trzeba było powiedzieć, że my podczas misji, która miała pełnić funkcję jedynie stabilizacyjną, uczestniczyliśmy w ciężkich walkach.

Prawdę mówiąc, nie byliśmy na to przygotowani - wrzucili nas w sam środek wojny. Trudno powiedzieć, co nas uratowało: szkolenie, hart ducha czy może po prostu nasza polska waleczność. Ale cieszę się, że to wszystko powychodziło, że wreszcie zaczęło się o tym mówić.

No właśnie, zanim opowie pan o samej bitwie. Jak wyglądała sytuacja w mieście jeszcze przed rozpoczęciem walk?

- Druga zmiana w Iraku miała być tylko misją stabilizacyjną. Dotąd wszędzie, gdzie pojawiał się polski żołnierz, ludzie go lubili - ale niestety, to nie Kosowo czy Jugosławia. Każdego dnia było widać, że wrogość do nas narastała: ktoś ostrzelał konwój, którym jechaliśmy, i musieliśmy odpowiedzieć ogniem, gdzieś przy drodze wybuchła mina czy bomba ukryta w zwłokach osiołka. W końcu doszło do tego, co nieuniknione.

Sama bitwa zaczęła się właściwie od zamachów podczas obchodów dni Aszura - trzech samobójców wysadziło się wśród ludności cywilnej. Jadąc na City Hall, nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Pierwszej nocy miałem QRF, czyli dobowy dyżur w siłach szybkiego reagowania. Dostaliśmy rozkaz, żeby kogoś przywieźć - a przynajmniej tak nam mówiono. Nikt nas nie uprzedził, że wjedziemy akurat w ciężkie walki, mieliśmy po prostu kogoś zabrać i wracać do bazy.

Dlatego nie zabraliśmy dodatkowej amunicji, jedzenia czy zapasu wody. Miało to potrwać maksymalnie godzinę, a zajęło ponad dobę, zanim zostaliśmy zmienieni.

Ilu żołnierzy stacjonowało w Karbali podczas całej bitwy?

- W mieście było 30 Bułgarów, nas tyle samo, może trochę więcej. Między 50 a 60 osób. Na City Hallu siły wroga były przeważające, ale całe szczęście się udało.

Na początku bitwy mieliśmy łączność z bazą w Camp Lima - to było blisko, jakieś 10, 12 kilometrów. Przekazaliśmy informację, że ostrzał jest silny, że mają nad nami przewagę; w bazie przyjmowali te wiadomości, ale z jakichś przyczyn nie przysłali nam wsparcia.

A na opanowanie City Hallu nie mogliśmy pozwolić - ratusz jest położony niemal w środku miasta, od niego wychodzą drogi niemal w każdą stronę. Z budynku można też było obserwować, co dzieje się w całym mieście. Gdyby rebelianci go zdobyli, mieliby świetną bazę wypadową.

Polscy żołnierze w IrakuPolscy żołnierze w Iraku Fot. Bruno Fidrych / AG Fot. Bruno Fidrych / AG

Czyli nie mieliście wyboru.

- Każdy musiał strzelać do ludzi, żeby ratować życie. Nie ma co udawać, że strzelaliśmy obok, by wystraszyć - wszyscy wiedzieliśmy, co się stanie, jeśli nas złapią. Każdy chciał cało wrócić do domu. To była regularna bitwa z ciężkim sprzętem, ręcznymi granatnikami przeciwpancernymi... Wszyscy mówią, że to największa bitwa polskiego żołnierza po II wojnie światowej i myślę, że nie jest to przesada.

Na misji byłem celowniczym KMPK, obsługiwałem ciężki karabin maszynowy zamontowany na wieżyczce honkera. Moim zadaniem było obserwowanie okolicy podczas patroli; w razie czego mogłem przeprowadzić ostrzał i dać innym żołnierzom szansę na ucieczkę lub zajęcie pozycji obronnych.

Na City Hall przyjechaliśmy w nocy; tuż za bramą ktoś zaczął krzyczeć: "Dawajcie amunicję na pierwszą linię!". "Jaka, kurwa, pierwsza linia, przecież przyjechaliśmy tu po jakiegoś gościa" - to jedyne, co zdążyłem pomyśleć. W tym momencie zaczęły przelatywać nam nad głowami smugacze, czyli zielone pociski smugowe. Wszyscy byli w szoku, nie wiedzieli zupełnie, o co chodzi.

Polscy żołnierze w IrakuPolscy żołnierze w Iraku Fot. Bruno Fidrych / AG Fot. Bruno Fidrych / AG

Ci, którzy byli w honkerze, padli na ziemię. Wszędzie ciemno, zero światła, więc próbowałem strzelać do okien, tam, gdzie widziałem błyski. Po krótkiej chwili stwierdziliśmy, że trzeba opuścić honkera i uciekać pod mur. Krzyknąłem, żeby biegli, sam miałem ich osłaniać.

Odczepiłem z jarzma karabinu i zacząłem biec - to znaczy próbowałem. Jak tylko wybiegłem z honkera, poczułem, że po kimś biegnę. Zatrzymałem się, patrzę, a tam nasz tłumacz, Arab, leży na ziemi. Krzyczę - "Tłumacz, spier***!"; on na to: "Nigdzie nie idę". Próbowałem go przekonać, ale on upierał się, żeby zostać.

Zacząłem biec w stronę City Hallu w tym momencie, gdy wybuchł granat z RPG; nie dostałem odłamkami, ale sam podmuch mnie odrzucił. Dobiegłem do ściany; w głowie mówiłem cały czas: "Kurwa, co ja tu robię, jutro jadę do domu". Ale przez lata szkolenia zawsze chciałem być żołnierzem; to mnie zmobilizowało, zaczęliśmy jakoś działać, rozstawiać pozycje. To była pierwsza noc.

W kolejnej też pan wracał i walczył?

- Nie, drugiego dnia wieczorem zostaliśmy zluzowani przez inny pluton. Tę noc mogliśmy odpoczywać, potem, już trzeciej nocy, wyjechaliśmy na patrol dookoła Karbali, by bojownicy nie mogli się do niej przedostać. Po tych trzech dniach sytuacja się uspokoiła.

Tak jak pan mówił, to miała być tylko misja stabilizacyjna - a nagle żołnierze musieli wziąć udział w regularnej bitwie. Jak to znieśli?

- To nie tylko kwestia City Hallu, ale całej drugiej zmiany, która mierzyła się na patrolach z ostrzałem i zasadzkami. Ci na patrolach byli pod stałą presją, nie wszyscy dawali radę. Niektórzy wracali do domu po kilku miesiącach, bo nigdy wcześniej nie mieli z czymś takim do czynienia.

Stres narastał, po takich przeżyciach każdy miał w sobie te obrazy. Prędzej czy później one wychodziły, PTSD dotknęło wielu z nas. Ja też to miałem, nawet o tym nie wiedząc.

Za bitwę w Karbali bardzo długo nie przyznawano żadnych nagród i pochwał. Dopiero po nagłośnieniu sprawy niektórzy żołnierze je dostali.

Polscy żołnierze w IrakuPolscy żołnierze w Iraku Fot. Bruno Fidrych / AG Fot. Bruno Fidrych / AG

O ile wiem, nie ma żadnego medalu za bitwę o City Hall. Pewnie niektórzy dostali jakiś dyplom; tego nie wiem, sam nie zostałem wyróżniony. Wielu żołnierzy nie dostało nawet zaproszenia na uroczystości organizowane przez 17. Wielkopolską Brygadę Zmechanizowaną z Międzyrzecza, z którą wyjeżdżaliśmy do Iraku. Po prostu o nas zapomnieli. Dopiero dzięki książce i filmowi zaczęło się na ten temat więcej mówić, wcześniej dowódcy wyższego szczebla mieli nas gdzieś.

A przecież po przyjeździe z misji, gdy opowiadaliśmy kolegom o walkach, nikt w to nie wierzył.

*Plutonowy Jacek Musiał, członek oddziału Quick Reaction Force, który bronił ratusza (City Hall) w Karbali, dziś w stanie spoczynku.

Bitwa o ratusz w Karbali rozegrała się między 4 a 6 kwietnia 2004 roku. Polskie oddziały z misji stabilizacyjnej zostały skierowane do ratusza na prośbę miejscowej policji.

Po serii zamachów na ludność cywilną siły rebeliantów przeprowadziły atak na pozycje polskich i bułgarskich żołnierzy w ratuszu. Siły stabilizacyjne nie poniosły strat, a atak odparto. Zginęło ponad 80 rebeliantów. Pomimo stosunkowo dużej skali bitwy w Polsce przez długi czas prawie o niej nie informowano.

"Tego filmu nie powstydziliby się Amerykanie"

Wchodząca dziś do kin "Karbala" to oparty na prawdziwych wydarzeniach film wojenny. Film jeszcze przed premierą zebrał pozytywne recenzje krytyków.

"Tego filmu nie powstydziliby się Amerykanie". Co warto wiedzieć o filmie "Karbala" przed wybraniem się do kina?>>>

Przeczytaj o dramatycznych wydarzeniach w Iraku. E-book dostępny na publio.pl>>

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!