Gra o lasy. Skąd wziął się strach przed prywatyzacją lasów i dlaczego pytanie Dudy jest "kuriozalne"

Nocne głosowania, tajne noty dyplomatyczne i "skoki na kasę" - polityczne spory ws. Lasów Państwowych są pełne zawirowań. Jednak referendalne pytanie, zaproponowane przez prezydenta Andrzeja Dudę, wcale nie ochroni lasów przez prywatyzacją. Umocni za to przepisy, zgodnie z którymi np. Jacek Kurski kupił leśniczówkę za ułamek jej wartości.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasBył początek lat 90., a wraz z wieloma zmianami ustrojowymi pierwszy demokratycznie wybrany Sejm zajmował się m.in. nową formą zarządzania lasami. Uchwalono ustawę, która stworzyła wyjątkowy podmiot - Państwowe Gospodarstwo Leśne "Lasy Państwowe".

Nie ma on osobowości prawnej; choć zarządza państwowym terenem, to nie przekazuje do skarbu państwa ani swoich zysków, ani podatków. Wszystko, co dzieje się w Lasach, zależy od wewnętrznych decyzji. Są one oczywiście ograniczone ustawami - jednak te od początku dawały duże pole do działania.

Zakres tych możliwości poszerzono jeszcze bardziej w 1995 roku. Znowelizowane wtedy (i obowiązujące do dziś) przepisy pozwalały na sprzedaż terenów i nieruchomości leśnych - opisuje "Polityka" . Wystarczyło, by spełnione zostały ogólnikowe warunki (wystarczy uznać daną nieruchomość za "nieprzydatną").

Zniesiono m.in. ograniczenie, zgodnie z którym leśniczówki można było sprzedawać (i udzielać ulg) tylko osobom związanym z LP. Dzięki zmianom, które weszły w życie w 1997 roku, wystarczy, że mieszkają w nich co najmniej trzy lata.

Dom za 6 tys. zł? Żaden problem dla leśnika

Z nowego prawa skorzystał m.in. Jacek Kurski, który kupił leśniczówkę za 20 tys. zł . Później sam Kurski wycenił ją na 280 tys. zł i tłumaczył, że kupił budynek w opłakanym stanie i dużo zainwestował w remont. Nie był on jedynym, który korzystał z niskich cen i bonifikat na leśne nieruchomości. Do 2010 roku z blisko 50 tys. takich lokali należących do LP pozostało ok. 12 tys. - opisywała wtedy "Rzeczpospolita" .

Leśnicy argumentowali, że wyprzedają mieszkania i leśniczówki, bo lokatorzy nie płacą czynszu, a utrzymanie nieruchomości kosztuje zbyt wiele. Niezależnie od tego faktem jest, że wielu pracowników LP - w dużej części wysoko postawionych - zrobiło na tym świetne interesy.

Marian Pigan - jeszcze zanim został dyrektorem generalnym LP w 2008 roku - kupił działkę z 200-metrowym domem, garażem i budynkiem gospodarczym za... 6 tys. zł.

Argument o kosztach utrzymania nieruchomości wydaje się też o tyle nietrafiony, że Lasy Państwowe wydały w tym samym czasie setki milionów złotych na budowę kilkuset nowych mieszkań i domów.

Pieniądze lasów w kasie państwa? "Krok w stronę prywatyzacji"

Lasom nie brakowało na te inwestycje pieniędzy - są monopolistą na rynku drewna, a do tego nie płacą podatku dochodowego i (do zeszłego roku) nie przekazywały żadnych pieniędzy państwu.

W 2010 roku wielkie pieniądze, którymi zarządzają LP, postanowił wykorzystać ówczesny minister finansów Jacek Rostowski. Nie chodziło o prywatyzację lasów czy nawet ich opodatkowanie, a tylko o włączenie Lasów do jednostek sektora finansów publicznych.

Zamysłem było, aby LP lokowały swoje pieniądze na kontach resortu finansów, a nie w innych bankach. Umieszczenie miliardów złotych, które Lasy osiągały ze sprzedaży drewna, miały ułatwić obniżenie relacji długu publicznego do PKB.

Rostowski argumentował, że lasy dalej będą niezależną instytucją, a jedynie formalnie stałyby się częścią sektora finansów publicznych. Ta argumentacja nie trafiła do opozycji, a także koalicjanta Platformy - PSL.

Wtedy PiS zaczął straszyć prywatyzacją lasów - zdaniem partii proponowane przez Rostowskiego zmiany były pierwszym krokiem. Partia Jarosława Kaczyńskiego wystąpiła nawet z wnioskiem o referendum w tej sprawie, którego ostatecznie nie przegłosowano. Pomimo tego zmian nie wprowadzono.

"Skok na kasę Lasów Państwowych"

Temat Lasów Państwowych powrócił do Sejmu bliżej końca kadencji. Na początku 2014 roku Prawo i Sprawiedliwość alarmowało o "skoku na kasę" LP. PO zaoponowała (a później przegłosowała) projekt, zgodnie z którym Lasy od 2016 roku będą musiały przekazywać do budżetu państwa 2 proc. przychodów.

PiS znów widziało w tym krok w stronę prywatyzacji Lasów, a także atak na ich niezależność. Rząd argumentował, że Lasy - które w 2012 roku miały na swoich kontach ok. 3 mld zł, a w 2014 roku ich przychody wyniosły 8 mln zł - nie ucierpią na przekazaniu 2 proc. przychodów (które przełożą się na ok. 100-150 mln zł).

Opozycja argumentowała, że PO chce w ten sposób zniszczyć lasy i pozbawić LP środków potrzebnych na ich utrzymanie. Jednak jak wynika z najnowszego raportu NIK, wydatki na ochronę i hodowlę lasów stanowią tylko 13 proc. kosztów ponoszonych przez Lasy.

- To, że zdecydowaliśmy się sięgnąć po te środki, które Lasy gromadziły, wynika z najgłębszego przekonania, także leśników, że przez to, że LP funkcjonowały w takim aż przesadnie komfortowym kontekście finansowym, groziło coraz bardziej nieracjonalnym wydawaniem tych środków - mówił wtedy ówczesny premier Donald Tusk.

PiS za prywatyzacją, przeciw Platformie

Także wtedy Tusk zdecydował się zaproponować zmiany w konstytucji, które miały zagwarantować, że nie dojdzie do prywatyzacji lasów.

- Proponuję, abyśmy przeprowadzili drobną, ale istotną zmianę w konstytucji, z zapisem gwarantującym trwałość rozwiązania, jakim są Lasy Państwowe z wolnym wstępem dla wszystkich - powiedział Tusk .

- Leśnicy poczują się spokojni, a Jarosław Kaczyński być może przestanie kłamać na ten temat, jak to robi od kilku lat - stwierdził Tusk. Platforma zaproponowała, żeby wprowadzić do konstytucji zapisy bezpośrednio chroniące LP.

W konstytucji miał pojawić się zapis, że Lasy są "dobrem wspólnym i podlegają szczególnej ochronie" oraz że "stanowiące własność skarbu państwa nie podlegają przekształceniom własnościowym, z wyjątkiem przypadków określonych w ustawie, pod klauzulą spełniania celów publicznych lub celów zrównoważonej gospodarki leśnej".

Właśnie możliwość wprowadzania wyjątków na poziomie ustawy wzbudziła sprzeciw PiS. Platforma argumentowała, że chodzi o umożliwienie wykupu terenów na cele wojskowe lub pod drogi, jednak zdaniem opozycji była to zbyt szeroka furtka.

Swoją poprawkę zaproponowało też PiS. Zdaniem tej partii można było dopuścić do prywatyzacji, ale pod klauzulą przekazania skarbowi państwa gruntów o powierzchni co najmniej trzykrotnie większej niż prywatyzowane.

Jednak ten zapis także był niedoskonały - teoretycznie mogłoby dochodzić do sytuacji, w których cenne tereny leśne są rekompensowane trzykrotnie większymi, ale mniej wartościowymi nieużytkami.

"Lasy uratowane"

Po pracy w sejmowej komisji poprawkami zajął się Sejm. Aby zmienić konstytucję, potrzebna była większość - 2/3 - głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Choć za zmianami głosowali wszyscy posłowie Platformy, a także PSL, SLD, Twojego Ruchu, to poprawki do konstytucji odrzucono pięcioma głosami (przeciw byli posłowie PiS i Solidarnej Polski).

Głosowanie odbyło się tuż przed pierwszą w nocy, a Prawo i Sprawiedliwość obwieściło, że udało się obronić Lasy Państwowe przed groźbą prywatyzacji, którą chciano zalegalizować chyłkiem, w nocnym głosowaniu.

Niemieckie lasy w spotach Dudy

Temat Lasów wzbudził dużo emocji w styczniu, gdy demaskatorski portal Wikileaks opublikował tajną korespondencję amerykańskich dyplomatów. Jeden z listów dotyczył rzekomej wypowiedzi Bronisława Komorowskiego z 2009 roku.

Komorowski miał powiedzieć, że premier Tusk jest "zdeterminowany, aby zdobyć środki na pokrycie odszkodowań za mienie skonfiskowane w trakcie II wojny światowej poprzez sprzedaż mienia państwowego, w tym lasów".

Ta rzekoma wypowiedź, dotycząca działań, do których nigdy nie doszło, stała się dla prawicowych mediów i polityków ostatecznym dowodem, że Platforma chce sprywatyzować polskie lasy.

Temat wracał później w kampanii prezydenckiej w mediach i spotach wyborczych Andrzeja Dudy. Pokazywały one rodzinę, która wybiera się do lasu, ale na miejscu okazuje się, że jest on ogrodzony płotem. Nie pozostawiał też wątpliwości, kto las wykupił - na tabliczce "zakaz wstępu" jest napis w języku polskim i niemieckim.

 

"Kuriozalne" pytanie w referendum Dudy

Krótko po wygranych wyborach Andrzej Duda zaproponował referendum, w którym jedno z pytań dotyczy Lasów Państwowych. Czyli realizuje wyborczą obietnicę zablokowania prywatyzacji lasów? Wręcz przeciwnie.

Zaproponowane przez prezydenta pytanie brzmi: "Czy jest Pan/Pani za utrzymaniem dotychczasowego systemu funkcjonowania Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe?".

Zatem odpowiadając twierdząco na to pytanie, wcale nie blokuje się możliwości prywatyzacji - zgodnie z obowiązującym prawem można sprzedawać mienie LP. Zwracał na to uwagę m.in. senator Marek Borowski.

"Dotychczasowy system opisany jest w ustawie o lasach, a tam art. 38 wymienia sześć (!) dopuszczalnych i wcale nieskomplikowanych sposobów sprzedaży lub przekazania lasów w prywatne ręce" - napisał Borowski.

Senator nazwał pytanie o Lasy "kuriozalnym" i stwierdził, że "ktoś tu panu prezydentowi źle doradził".

Paradowska o kolejnym referendum: To są kpiny. Niepoważne. I nikt nie udaje, że chodzi o głosy obywateli

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: