Prysznice chłodzą turystów przed Muzeum Auschwitz. Izraelskie media o skojarzeniach z komorami gazowymi

Zraszacze pojawiły się przy wejściu do dawnego obozu koncentracyjnego. Miały one zapewnić chłodzenie w upalne dni, jednak nie spodobały się wielu zwiedzającym. ?Może niech jeszcze podadzą mydło? - piszą oburzeni internauci, którym prysznice jednoznacznie skojarzyły się z komorami gazowymi.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasZdjęcie zraszaczy opublikował jeden z izraelskich turystów, który odwiedził muzeum w Oświęcimiu. Fotografia szybko trafiła do największych izraelskich portali, takich jak Haaretz, Ynet, Nana 10 czy Jerusalem Post.

"Zobaczyłem zraszacze, gdy wyszliśmy z autokaru. Byłem w szoku. Zrobiło mi się niedobrze" - opisał Meir Bolka w rozmowie z Ynet. W punkcie informacyjnym poinformował, że instalacja przypomina komory gazowe i usłyszał przeprosiny od obsługi. "W takich miejscach powinno się zwracać szczególną uwagę na skojarzenia, jakie mogą wywołać podobne rzeczy" - ocenił.

"Dobrze, że nie udostępnili pieców do suszenia"

Komentarze internautów są mieszane - wielu uważa, że reakcja turysty była przesadzona, jednak te najwyżej oceniane wpisy odnoszą się do sprawy krytycznie. "Może niech jeszcze podadzą mydło?", "Należy zawiadomić ministra spraw zagranicznych", "Dobrze, że nie udostępnili pieców do suszenia ubrań" - pisali. Jeden z komentujących żartował: "Nie dajcie się znów na to nabrać".

Niechętne komentarze pojawiły się także wśród polskich turystów, z którymi rozmawiała reporterka TOK FM. "Niesmaczne. Budzi zbyt mocne skojarzenia (...) Widziałem kilka osób, które przyłożyły rękę do tych dysz i wąchały ją" - powiedziała jedna z osób.

Muzeum tłumaczy na swoim Facebooku, że zraszacze zostały zainstalowane z powodu fali upałów. "Są umieszczone tam, gdzie nasi goście stoją w kolejce do kas. To miejsce nasłonecznione, nie można tam skryć się w cieniu" - czytamy. Pracownicy zapewniają, że usuną zraszacze, gdy skończą się upały. "Zdrowie i bezpieczeństwo naszych gości to nasz priorytet" - dodają.

"Mówili Żydom, że przyszli tylko do kąpieli"

1942 roku w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau wybudowano cztery "główne" gazowe i kilka tymczasowych. W każdej z wielkich komór można było jednorazowo uśmiercić nawet do 2 tys. ludzi.

Mechanizm działania komór gazowych opisał komendant obozu Rudolf Hoess: "W rozbieralni więźniowie zatrudnieni w Sonderkommando mówili Żydom w ich języku ojczystym, że przyszli oni tylko do kąpieli i odwszenia (). Po rozebraniu się Żydzi szli do komory gazowej, zaopatrzonej w natryski i rury wodociągowe, co sprawiało całkowite wrażenie łaźni. Najpierw wchodziły kobiety z dziećmi, później mężczyźni. () Potem drzwi szybko zaśrubowywano, a czekający już dezynfektorzy natychmiast wrzucali przez otwory w suficie cyklon, który specjalnymi przewodami opadał aż do podłogi. To powodowało natychmiastowe rozchodzenie się gazu. Przez wziernik w drzwiach można było widzieć, jak osoby stojące najbliżej przewodów wrzutowych natychmiast padały martwe. Blisko jedna trzecia ofiar umierała od razu. Inni zaczynali się tłoczyć, krzyczeć i chwytać powietrze. Wkrótce krzyk obracał się w rzężenie, a po paru minutach wszyscy leżeli".

Żydzi uznawani za niezdolnych do pracy byli mordowani bezpośrednio po przywiezieniu do obozu.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: