Przeciwnicy myśliwych uderzają w Kukiza. "Jedna z najbardziej bezsensownych i barbarzyńskich tradycji łowieckich"

Paweł Kukiz nie ukrywa swojego zamiłowania do myślistwa. Muzyk jest wiceprezesem klubu strzeleckiego i posiada "kilka sztuk broni". Front Antyłowiecki uważa jednak, że polowanie na ptaki, które ma preferować Kukiz, to jedna z "najbardziej barbarzyńskich tradycji łowieckich".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas"Bardzo lubię muzykę pana Pawła, jednak odnośnie tego czym lubi zajmować się w czasie wolnym mam spore wątpliwości co do jego osoby. Tak - Paweł Kukiz jest myśliwym w Kole Łowieckim Nr 3 'Cyranka' w Brzegu" - czytamy na stronie Front Antyłowiecki.

Kukiz niejednokrotnie mówił o swoim hobby. - Na pewno nie powieszę broni na kołku, podobnie jak to uczynił pan Komorowski. Dla mnie powieszenie takiej broni oznacza, że ten myśliwy nie jest myśliwym, tylko jest "mięsiarzem". Ja więcej zbieram wnyków w lesie, niż strzeliłem w życiu kaczek - mówił w rozmowie z RMF FM. Jednocześnie dodał, że do zwierząt nie strzelał już od kilku lat. - Nigdy nie strzeliłem grubej zwierzyny, zwierzyny płowej. Zdarzyło mi się kilka polowań na kaczki - oświadczył.

Barbarzyńska tradycja

Zdaniem Frontu Antyłowieckiego właśnie polowania na ptaki są "jedną z najbardziej bezsensownych i barbarzyńskich tradycji łowieckich".

Okrutne metody polowań

Ekolodzy już od kilku lat walczą o wykreślenie ptaków z listy zwierząt łownych. Zdaniem przedstawicieli kampanii "Niech Żyją" - głównego orędownika zmian prawnych w tej sprawie - myśliwym brakuje wiedzy na temat gatunków ptaków i często strzelają do rzadkich gatunków.

Przede wszystkim jednak chodzi o okrucieństwo tego rodzaju łowiectwa. "Polowania na ptaki dopuszczają metody okrutne, wiążące się z wielkim cierpieniem zwierząt, często konających przez wiele godzin, dni, a w przypadku zatrucia ołowianym śrutem nawet tygodni i miesięcy" - czytamy na stronie "Niech Żyją" .

Ustrzelony lis

Paweł Kukiz już po wyborach prezydenckich umieścił na swojej facebookowej stronie zdjęcie, do którego pozuje ubrany w czapkę z lisa i z bronią w rękach. "Podobno nie będzie już programów Lisa w TVP" - żartował.

Kilka sztuk broni i tysiąc sztuk amunicji

Wbrew pozorom muzyk swoje hobby traktuje bardzo poważnie. Jego zdaniem myśliwi, których jest w Polsce 116 tys., mogą być przydatni w czasie wojny. "Co najmniej połowa z nich świetnie posługuje się bronią, dobrze zna lasy, wie, jak się poruszać w terenie, no i umie podejść po cichu zwierzynę, a więc i wroga" - mówił w wywiadzie z "Do Rzeczy".

"Sam mam w domu kilka sztuk broni. W ostatnim czasie zamówiłem tysiąc sztuk amunicji. Podczas wojny na pewno nastąpiłaby destabilizacja gospodarcza, więc karabin się przyda, aby upolować zwierzynę i przetrwać z rodziną" - dodał.

Myśliwi tworzą prawo

Wśród polityków myśliwych jest znacznie więcej. W ubiegłym miesiącu pisaliśmy o tym, jak sejmowi łowczy sami napisali sobie prawo . Na siedem osób pracujących nad zmianami w regulacjach dotyczących polowań sześć zajmuje się lub zajmowało w przeszłości myślistwem.

Członkowie komisji zignorowali opinie rzecznika praw dziecka, naukowców i aktywistów na temat obecności dzieci poniżej 16. roku życia na polowaniach. Co więcej, twierdzili nawet, że taki zapis "godziłby w Polski Związek Łowiecki, wielowiekową tradycję", a także... "zdrowy rozsądek".

Inne kwestie, postulowane między innymi przez rolników i właścicieli ziemi, na których urządzane są polowania, również zostały zignorowane.

Obietnica Komorowskiego

Myśliwymi są też politycy "z pierwszej ligi" - Waldemar Pawlak, Elżbieta Radziszewska, Janusz Palikot, Jan Szyszko, Stanisław Żelichowski czy - chyba najbardziej znany polski myśliwy - Bronisław Komorowski.

Ten ostatni przed wyborami w 2010 roku obiecał odstawienie strzelby. Sztab wyborczy uznał, że Komorowski swoim kontrowersyjnym hobby nie zyska przychylności wyborców. Po złożeniu obietnicy wielu spekulowało, że prezydent i tak jeździ na polowania, ale potajemnie.

On sam twierdził, że uczestniczy w polowaniach wyłącznie z aparatem fotograficznym. - Wciąż poluję z moimi synami, zięciem, uczestniczę w różnych "sytuacjach". Na szczęście nie musi to polegać na strzelaniu. Ale to jest trochę jak picie piwa bezalkoholowego - mówił niedługo przed wyborami w TVN24.

Po przegranych wyborach był już z przyrzeczenia zwolniony, jednak na antenie TOK FM wyznał: - Czuję się absolutnie wyswobodzony w zakresie realizacji hobby. Ale zmiana nastąpiła głęboka. I tęsknię raczej za tym, by pochodzić po lesie z synami albo przyjaciółmi. Nie jestem już krwiożerczy.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: