Jacek Olszewski: "Agata pomaga mi z góry. A potem ja spijam śmietankę"

- Czy jestem szczęśliwy? Jestem bardzo szczęśliwy - mówi Jacek Olszewski. Mąż siatkarki Agaty Mróz, która zmarła siedem lat temu, opowiada nam, jak wygląda dziś jego życie. I jak to jest być ojcem Liliany, która jest jego oczkiem w głowie.

Dziś Jacek Olszewski ma 41 lat. Pracuje w firmie produkującej sprzęt medyczny i działa w Fundacji Kropla Życia im. Agaty Mróz-Olszewskiej, która organizuje akcje krwiodawcze w całej Polsce. Pomaganie innym sprawia, że nie stracił sensu życia. Jest uśmiechnięty, bezpośredni i szczery. - Moimi działaniami kieruje ktoś tam na górze, może Agata? To nie jest przypadek, że spotykam ludzi, którzy mają coś do oddania innym, a chwilę później trafiam na rodzinę potrzebującą pomocy. Ktoś to planuje, a ja jestem tylko pośrednikiem. A potem spijam śmietankę i słyszę, że Jacek coś załatwił - śmieje się Olszewski.

Ale jeszcze więcej radości sprawia mu córka Liliana. Mówi, że bycie ojcem to najcudowniejsze, co go spotkało (opowiada też o tym w książce "Lekcja miłości" Magdaleny Łyczko).

- Liliana jest taka jak ja, gdy byłem mały. Trzeba się za nią sporo nabiegać i zawsze wybiera najtrudniejszą drogę, nie tę na skróty. Poza tym ona ma w sobie coś, co potrafi ludzi rozbroić. Patrzą na nią ze łzami w oczach, ale to nie są łzy smutku, tylko radości. - Często ludzie zaczepiają mnie na ulicy. Mówią, że ich inspiruję. To miłe - przyznaje.

Wzrusza się, gdy mała mówi: "Tatusiu, kocham cię najmocniej na świecie". Ale twierdzi, że choć i on kocha córkę równie mocno, nie rozpieszcza jej. Uczy ją szacunku do pieniędzy i do innych ludzi. - Chyba napiszę kiedyś poradnik dla asertywnych mam - żartuje.

Skąd wie, jak wychowywać dziecko? - Intuicja - mówi krótko. A receptę na życie ma prostą. - Po prostu mam świadomość kruchości życia i staram się nie marnować czasu. I nie narzekać.

Więcej o: