Brat lwa Cecila jednak żyje? Naukowcy, by uciąć spekulacje, zrobili zdjęcia Jericho [ZDJĘCIE]

?Kłusownicy zastrzelili Jericho, młodszego brata najbardziej znanego lwa w kraju, Cecila? - podała w sobotę w mediach społecznościowych organizacja chroniąca dziką przyrodę Zimbabwe. Wygląda na to, że nie była to prawda.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasNaukowcy monitorujący zwierzęta w parku narodowym Hwange w Zimbabwe, gdzie mieszkał lew Cecil, zaprzeczyli informacjom podawanym przez lokalną organizację chroniącą przyrodę, jakoby kłusownicy mieli zabić brata Cecila, Jericho. Najpierw prześledzili informacje z nadajnika Jericho, które pokazywały, że lew się porusza. Potem, kiedy nie ustawały sprzeczne doniesienia o śmierci młodszego lwa, a zatroskani internauci bezustannie zadawali pytania o jego los, postanowili zrobić lwu zdjęcia.

Udało się to dzisiaj. Dyrektor WildCRU, organizacji działającej na rzecz środowiska w Afryce, powiedział, że lew na pewno "żyje i ma się dobrze". Dodał też, że Jericho tak właściwie nie jest bratem Cecila, ale jego bardzo bliskim przyjacielem. "Lwy często tworzą więzi nazywane 'koalicjami' z innymi, niespokrewnionymi z nimi lwami, tak aby zwiększyć swoje szanse w konkurowaniu z innymi samcami o terytorium i stado", napisał w komunikacie na stronie internetowej.

W serwisach informacyjnych podawano, że po śmierci Cecila Jericho zaopiekował się jego młodymi.

Cecila zabił amerykański dentysta

Lew Cecil, znany ze swojej charakterystycznej czarnej grzywy, przyciągał do Zimbabwe tysiące turystów. Lew był też objęty programem badań uniwersytetu w Oksfordzie. Podejrzewa się, że zwierzę zostało wywabione z Parku Narodowego Hwange, a następnie ranione przez amerykańskiego myśliwego i dentystę Waltera Palmera z kuszy i dobite strzałem z broni palnej po ok. 40 godzinach. Zwierzęciu odcięto łeb, a następnie obdarto je ze skóry. Palmer przyznał się do zabicia lwa, ale twierdzi, że nie wiedział, iż zwierzę jest chronione.

"Bardzo żałuję, ale nie wiedziałem, że był lokalnym ulubieńcem" - oświadczył Palmer w jedynym jak dotąd publicznym oświadczeniu w tej sprawie. Zapewniał, że był przekonany, że polowanie jest legalne. Za prawo do polowania zapłacił organizatorom 50 tys. dolarów.

Władze Zimbabwe utrzymują jednak, że polowanie było nielegalne, i zapowiedziały w piątek, że wystąpią z formalnym wnioskiem do USA o ekstradycję Palmera.

Sprawa wywołała powszechne oburzenie, a Palmer stał się znienawidzoną postacią. Mężczyzna zamknął swój gabinet dentystyczny, pod którym ludzie zaczęli składać maskotki lwów i innych dzikich zwierząt, a także zostawiać kartki z wiadomościami.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: