Bolek doczołgał się do domu z ranami postrzałowymi. Ktoś przywiązał go i użył jako tarczy. "Gołym okiem widzieliśmy dziurę w głowie"

Zakrwawiony, z ranami postrzałowymi i otartym futrem - w takim stanie do domu, w którym czasem był dokarmiany, doczołgał się bezdomny kot. Policja szuka sprawcy, który najwyraźniej przywiązał kota za szyję i strzelał do niego z wiatrówki.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasDo zdarzenia doszło w Głuchołazach w woj. opolskim. Kot - nazwany tymczasowo Bolek - został przewieziony do lecznicy w pobliskiej Nysie. Jak pisze współpracujące z przychodnią pogotowie adopcyjne Łapa , kot był w okropnym stanie. "Gołym okiem widzieliśmy dziurę w głowie, a w niej śrut z broni sportowej" - czytamy na profilu facebookowym organizacji. Po prześwietleniu okazało się, że kot miał łącznie 4 śruty w głowie, z których jeden uszkodził mu oko, jeden w brzuchu, dwa przy kręgosłupie i jeden w okolicy uda.

Zwierzę miało też starte futro na szyi, co pozwoliło lekarzom dojść do wniosku, że kota przywiązano.

"Jest nadzieja, że będzie widział"

Bolka operowano przez trzy godziny. - Obecnie kot czuje się dobrze - mówi w rozmowie z TVN24 Robert Ratajski, weterynarz, który opiekował się kotem. - Był na kontroli, czeka go kolejny zabieg. Jest nadzieja, że będzie widział, bo krwiak z oka ustępuje - dodaje.

Do lecznicy od razu wezwano policję, która bada teraz sprawę. Funkcjonariusze podejrzewają, że prawdopodobnie ta sama osoba zaledwie tydzień wcześniej strzelała do psa - zwierzę trafiło do tej samej lecznicy ze śrutem tej samej wielkości w ciele. Dodatkowo organizacja Ludzie Przeciw Myśliwym wyznaczyła nagrodę w wysokości 1000 zł dla osoby, która wskaże winowajcę. Ośrodek Łapa szuka z kolei domu dla Bolka, który po wszystkich tych przejściach nie może wrócić do bezpańskiego życia. Ponoć zgłosili się już pierwsi zainteresowani.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: