Spędził pół roku w kolonii karnej pod kontrolą DRL: "Nakładali nam kamizelki kuloodporne i strzelali"

- Jak popili, nakładali więźniom kamizelki kuloodporne, a potem w nich strzelali - wspomina Andriej, były więzień. Opowiedział rosyjskiemu portalowi o tym, jak rebelianci z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej zajęli kolonię karną w Horłiwce pod Donieckiem.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasKijów stracił kontrolę nad Horłiwką koło Doniecka w kwietniu 2014 roku. Od tamtego czasu, jak twierdzą rebelianci, jest częścią tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Jednak w kolonii karnej Kalinin niedaleko Horłiwki "deenerowcy" pojawili się dopiero pół roku później, we wrześniu.

Andriej (imię zmienione) pamięta, że przyjechali dwadzieścia minut przed północą. Dokładnie we wtorek, 16 września. Pojawili się, bo zadzwonił do nich naczelnik - Siergiej Barabasz i powiedział: "Bunt w kolonii". - Przyjechali prosto z frontu, powalili całą kolonię na kolana - mówił rosyjskiemu portalowi Mediazona , który założyła Natalia Tokłonnikowa z Pussy Riot.

Podczas ostrzału kilka pocisków artyleryjskich trafiło w budynki więzienia. Andriej: - Jeden spadł zaraz koło stołówki, dobrze, że nie było jeszcze pory obiadowej. Drugi - koło garaży. Wszystkie szyby poleciały. Podczas ostrzału nie było rannych. Dopiero gdy oni weszli na teren, były ofiary.

"Nakładali więźniom kamizelki kuloodporne, potem strzelali"

- Byłem wtedy w środku. Powybijali mi wszystkie zęby. Leżałem, a oni stali nade mną i strzelali tuż obok mojej głowy. Jednego zabili, dwóch zranili. Jeszcze innemu odrąbali rękę. W budynku obok, gdzie siedzieli gruźlicy, wyciągali ich na zewnątrz, stawiali twarzami do płotu, pytali, gdzie mają telefony komórkowe, a potem strzelali w plecy. A jak popili, nakładali więźniom kamizelki kuloodporne, a potem w nich strzelali - mówi Andriej.

Od tamtego czasu przyjeżdżali coraz częściej. - Gdy bili się o Debalcewe, poustawiali u nas GRAD-y i inne maszyny. Przez jakiś czas ostrzeliwali ukraińskie pozycje z naszego więzienia - wspomina Andriej. - Potem przyjeżdżali obserwatorzy OBWE i potwierdzili, że spadały tu 120-milimetrowe pociski.

"Gdybyśmy się sprzeciwili, to by nas zastrzelili"

Andriej pamięta też, jak przyjechali rosyjscy wojskowi: - Rozkazali nam remontować sprzęt. Gdybyśmy się sprzeciwili, to by nas zastrzelili. Nie traktowali nas jak więźniów, tylko jak jeńców wojennych.

W końcu, w marcu tego roku, otrzymał zwolnienie z więzienia. Andriej: - Dostałem pismo i poszedłem. Szedłem przez Artemiwsk, w punktach kontrolnych pytali mnie, czy mam pieniądze, to mnie podwiozą. Mówiłem, że sam sobie poradzę. Przesłuchali mnie dopiero w ostatnim punkcie kontrolnym.

Dotarł do Kramatorska, który jest pod kontrolą Kijowa. Andriej: - Przyjechałem tutaj, wszystko żyje, a tam - tylko śmierć. O 21 Horłiwka już całkiem pusta. Ale teraz deenerowcy lepiej odnoszą się do mieszkańców. Po Debalcewem wiedzieli, że będą musieli dokądś wrócić.

"I tak nie ma pracy, a gdy walczysz, masz zarobek"

Nie wszyscy więźniowie, po tym jak otrzymali zwolnienie, udali się na "ukraińską stronę", wielu z nich poszło walczyć. Szczególnie ci, którzy nie mają rodzin i nie mają do czego wracać. - I tak nie ma pracy, a gdy walczysz, masz zarobek. Mały, osiem tysięcy rosyjskich rubli [około 540 złotych], ale w mieście nie zarobisz więcej.

Za kogo idą walczyć? Andriej mówi, że przed tym, jak do kolonii przyszli deenerowcy, to połowa więźniów była za Ukrainą, a połowa za DRL. - Po tym, jak nas potraktowali, wszystko się zmieniło. Już większość w kolonii rozumie, że nam lepiej z Kijowem, mimo że mieszkańcy Horłiwki w większości wspierają DRL.

O wojnie na Ukrainie i mocarstwowej polityce Władimira Putina przeczytaj też w książkach >>

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: