Tusk ujawnia kulisy brukselskiego szczytu. "Merkel i Tsipras chcieli wyjść". I ostrzega: "Sytuacja przypomina 1968 rok"

?O 7 rano w poniedziałek oboje protagonistów - Tsipras i Merkel - chciało przerwania szczytu? - mówi Donald Tusk w rozmowie z "Rzeczpospolitą", ujawniając kulisy szczytu w Brukseli, na którym ważyły się losy Grecji.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasPrzywódcy Grecji i Niemiec chcieli zerwania rozmów, bo nie zgadzali się co do "proporcji wirtualnych przecież pieniędzy w przyszłym funduszu prywatyzacyjnym na inwestycje i na obsługę zadłużenia".

Dlaczego kanclerz Merkel i premier Tsipras nie wyszli z sali? "Chyba coś bliskiego iluminacji nastąpiło. Jakby oboje zrozumieli: rzeczywiście jesteśmy już zbyt blisko kompromisu, żeby wychodzić z tego pokoju. Przecież praktycznie mamy porozumienia, został tylko jeden szczegół" - powiedział Tusk w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Przewodniczący Rady Europejskiej jest zadowolony z porozumienia. I odpiera oskarżenia krytyków unijnej taktyki wobec Grecji. "Słyszę o upokorzeniu Ciprasa [pisownia oryginalna - red.] i że to on jest przegranym. Przecież to absurd. Premier Grecji wynegocjował 80 mld euro pomocy dla swojego kraju. I to na całkiem łagodnych warunkach" - uważa były polski premier w wywiadzie dla "Rz".

Grecka lekcja z rewolucją w tle

Zdaniem Tuska grecki kryzys i przepychanki wokół pomocy dla Aten pokazały bardzo niebezpieczne zjawisko polityczne. Najlepiej widać to było podczas debaty w Parlamencie Europejskim po greckim referendum.

Jak ocenił szefa Rady Europejskiej, występujący w PE premier Grecji "używał w swoim przemówieniu nieco antyniemieckiej retoryki".

"A reakcja skrajnej lewicy i prawicy była entuzjastyczna. To wyglądało jak antyniemiecka demonstracja. Po raz pierwszy zobaczyłem, że radykałowie z tymi emocjami to jest prawie połowa izby. Największe wrażenie robi na mnie taktyczny sojusz tych obozów politycznych" - przyznał Tusk.

Według polskiego polityka to bardzo niebezpieczny i ważny moment dla europejskiej wspólnoty. "Rosja jest ważnym, ale nie najważniejszym zagrożeniem. Najważniejsze jest, co czujemy my sami. Sytuacja przypomina 1968 roku w Europie. Jest trochę taki nastrój... może nie rewolucji, ale powszechnego zniecierpliwienia. Kiedy zniecierpliwienie przestaje mieć wymiar indywidualny, a staje się powszechne, to jest to wstęp do rewolucji".

Nastroje, o których mówił Tusk w rozmowie z "Rz", zyskują poklask, bo sprzyja temu trudna sytuacja ekonomiczno-społeczna, "np. bezrobocie młodych".

"Dyskusja o Grecji zamienia się w protest przeciwko surowości fiskalnej, europejskim wartościom i przeciw Niemcom. Jako historyk wiem, że największe tragedie w Europie były poprzedzane sojuszem radykałów z różnych stron" - stwierdził przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: