Przywiązała psa do klamki i pojechała na libację. Na pięć dni. "Na początku wył. Potem już tylko się ruszał"

Sąsiedzi słyszeli, jak zamknięty w mieszkaniu pies wyje i szczeka. Gdy w bloku nagle zapadła cisza, zaniepokojeni wezwali straż miejską. Po wejściu do lokalu okazało się, że kobieta zostawiła zwierzę przywiązane do drzwi. Nie miało dostępu ani do jedzenia, ani wody.

- Kobieta pojechała z córką na libację w okolice Radomia - tłumaczył w rozmowie z portalem tvn24.pl Jacek Hojniak z krynickiej straży miejskiej. Sąsiedzi zaniepokojeni tym, co działo się w mieszkaniu, zadzwonili po pomoc. W obecności współwłaściciela lokalu i asyście policji administrator budynku otworzył drzwi. Jeszcze przed przyjazdem policjantów czworonogowi starali się pomóc strażnicy. - Na początku podawaliśmy psu wodę. Wlewaliśmy ją przez dziurę między progiem a drzwiami. Było słychać, że ją pije - relacjonował Hojniak.

Po otwarciu drzwi przedstawiciele służb znaleźli w mieszkaniu także klatkę z królikiem. Wezwany weterynarz stwierdził, że zwierzęta były wygłodniałe i odwodnione.

Psa i królika przewieziono na obserwację do krynickiego schroniska dla zwierząt. Sprawę przekazano do komisariatu policji w Krynicy-Zdroju w związku podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez właścicielkę zwierząt - czytamy na profilu krynickiej SM na Facebooku.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

.

Więcej o: