Swietłana Dawydowa na wolności. Nie jest winna zdrady Rosji. Prokuratura przeprasza

Swietłana Dawydowa - Rosjanka, matka siedmiorga dzieci - od miesiąca jest oczyszczona z zarzutów o zdradę państwa. Teraz otrzymała oficjalne przeprosiny od rosyjskiej Prokuratury Generalnej ?za krzywdy, których doświadczyła?.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Rosyjska Prokuratura Generalna przeprosiła Swietłanę Dawydową za krzywdy, których doświadczyła w związku z oskarżeniem jej o zdradę państwa - podaje rosyjska telewizja Dożdż . Pismo z przeprosinami opublikowała sama Dawydowa na swoim blogu na platformie organizacji Otwarta Rosja. Śledztwo w jej sprawie zostało umorzone 13 marca w związku z brakiem dowodów.

"Od momentu, gdy oczyszczono mnie z zarzutów, minął miesiąc. W tym czasie zdążyłam przeczytać o sobie różne materiały w prasie" - pisze Dawydowa. Zaznacza, że była nazywana "wspólniczką banderowców", "szpiegiem", "zdrajcą", "mormonką". "Teraz państwo przeprasza mnie za szkody mi wyrządzone w rezultacie śledztwa. Te przeprosiny są również za to, że przez cały ten czas obrzucano błotem mnie i moja rodzinę" - czytamy na blogu .

Więzienie Lefortowo za zdradę państwa

37-letnia Rosjanka w kwietniu 2014 r. poinformowała ambasadę Ukrainy, że jednostka wojskowa w jej mieście - Wiaźmie w obwodzie smoleńskim - w której znajduje się m.in. oddział wywiadu wojskowego GRU, opustoszała, a żołnierze zapewne trafią na Ukrainę.

Osiem miesięcy po telefonie do Ukraińców, 21 stycznia rano, do domu Dawydowej weszło FSB. Agenci skonfiskowali komputery, aresztowali kobietę, a jej mężowi wręczyli pismo z informacją, że Dawydowa jest oskarżona o zdradę. Dawydową osadzono w areszcie moskiewskiego więzienia Lefortowo - miejscu, gdzie trafiają ludzie podejrzani o poważne przestępstwa przeciwko państwu.

40 tys. podpisów za uwolnieniem Dawydowej

3 lutego do administracji Władimira Putina trafiła petycja wzywająca do uwolnienia Dawydowej. "Nie możemy mówić o aspektach prawnych tej sprawy, interpretować czy oceniać czyny Swietłany (...), ale poza literą prawa jest także człowieczeństwo i miłosierdzie" - napisali autorzy petycji, którą opublikowano na stronie opozycyjnej "Nowej Gaziety".

Za uwolnieniem Dawydowej wstawiło się swoimi podpisami 40 tys. ludzi. Rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow potwierdził wówczas, że petycja wpłynęła. Skutek był błyskawiczny - Dawydowa wyszła z aresztu. Mimo to matce siedmiorga dzieci - w tym dwumiesięcznego malucha, którego karmi piersią - groziło 20 lat więzienia za zdradę państwa.

Dowód na udział Rosji w wojnie?

Dawydowa, która od początku konfliktu na Ukrainie nie kryła swoich pacyfistycznych przekonań, w rozmowie z Ukraińcami powiedziała też, że usłyszała w autobusie rozmowę telefoniczną mężczyzny - według jej przypuszczeń żołnierza z jednostki w Wiaźmie. Relacjonował on swojemu rozmówcy, że wraz z kolegami zostaną przeniesieni do Moskwy, po cywilnemu, w ramach przygotowań do pewnego zadania. Dawydowa dodała, że - jak przypuszcza - jednostka zostanie wysłana do Doniecka - podaje Bloomberg.

Przydzielony jej z urzędu prawnik, Andrej Stebenew, ujawnił w wywiadzie dla moskiewskiego radia, że w aktach sprawy jego klientki znajduje się dokument rosyjskiego Sztabu Generalnego. Stwierdza on, że informacja, którą kobieta przekazała Ukraińcom, jest prawdziwa i "mogłaby być użyta przeciw Rosji, potencjalnie zagrażając skuteczności środków podjętych w celu zabezpieczenia granicy rosyjsko-ukraińskiej". Lepszym dowodem na to, że rosyjskie wojsko jest zaangażowane w konflikt na Ukrainie, byłoby, jak podkreśla Bloomberg, chyba tylko oficjalne przyznanie tego przez Kreml.

Kobieta, która ostrzegła, że Rosja wysyła wojsko do Doniecka, oskarżona o zdradę

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: