Rzeź Ormian. 100 lat temu zamordowano do półtora miliona tureckich Ormian [ANALIZA]

Dziś obchodzona jest setna rocznica ludobójstwa Ormian. Pojawiła się szansa na zakończenie ormiańskiej żałoby. 100 lat temu na skutek polityki chylącego się ku upadkowi Imperium Osmańskiego, zamordowano między 800 tys. a półtora miliona tureckich Ormian.

Od lat stosunki dyplomatyczne pomiędzy Ankarą a Erywaniem są zamrożone, a granica na rzece Araks pozostaje zamknięta od 1993 roku. Głównym punktem zapalnym we wzajemnych relacjach (poza tureckim poparciem dla Azerbejdżanu w konflikcie o Górski Karabach) jest kwestia interpretacji rzezi Ormian z 1915 roku.

Strona armeńska jednoznacznie przedstawia te wydarzenia jako ludobójstwo i aktywnie zabiega na arenie międzynarodowej o uznanie takiej kwalifikacji przez inne państwa. Turcja uznaje z kolei poległych Ormian za ofiary I wojny światowej i wewnętrznego konfliktu, w którym ucierpieli również Turcy. Stąd też użycie terminu genocyd ciągle budzi kontrowersje - około dwudziestu państw (w tym Polska w 2005 roku) uznało dotychczas rzeź Ormian za ludobójstwo. Nie zaskakuje więc, że im bliżej oficjalnych obchodów Dnia Ludobójstwa, tym stosunki pomiędzy skonfliktowanymi państwami są bardziej napięte.

Użyteczni celebryci

Oba państwa uruchomiły ogromne machiny propagandowe, przy pomocy których próbują forsować własną interpretację wydarzeń. Turcja, chcąc odwrócić uwagę świata i sprawić, aby jak najmniej osób trafiło na ormiańskie uroczystości, zaplanowała na ten sam dzień obchody bitwy pod Gallipoli. Prezydent Recep Tayyip Erdogan odpiera również ataki światowych mediów.

Starania Ankary wypadają jednak mizernie przy zabiegach strony armeńskiej. Największą przysługę Armenii wyświadczyła ostatnio amerykańska celebrytka ormiańskiego pochodzenia, Kim Kardashian. Mimo że jej przodkowie wyemigrowali do USA jeszcze przed ludobójstwem, a sama gwiazda nie zajmuje się na co dzień polityką, jej obecność w Armenii sprawiła, że o ludobójstwie dowiedziało się wiele osób.

Również fakt reprezentowania strony armeńskiej przed Trybunałem Praw Człowieka przez jedną z najbardziej znanych prawniczek - Amal Clooney, oraz zapowiadana wizyta jej męża George'a podczas uroczystości w Muzeum Ludobójstwa mogą sprawić, że o tragicznych wydarzeniach z 1915 roku będą miały okazję usłyszeć również osoby niezainteresowane Kaukazem.

Ci z kolei, którzy śledzą politykę międzynarodową, zauważą podczas erywańskich uroczystości w pierwszym rzędzie Władimira Putina. Ormiańską narrację legitymizuje także ostatnia wypowiedź papieża Franciszka, czy konkurs Eurowizji, na którym reprezentujący wszystkie kontynenty Ormianie zaśpiewają Face the shadow (Zmierz się z cieniem). Strona turecka nie jest w stanie przeciwdziałać tak zmasowanej akcji informacyjnej na rzecz uznania ludobójstwa Ormian i wygrała jedynie bitwę o zmianę tytułu piosenki (poprzednio: Don't deny - Nie zaprzeczaj).

Wszystkiemu winni są Turcy

Rocznica ludobójstwa ma ogromne znaczenie dla samych Ormian - zarówno dla obywateli Armenii, jak i dla diaspory. Żywe jest przekonanie, że brak powszechnego uznania i potępienia genocydu, doprowadziły do innych tragedii (w tym do Holocaustu) oraz sprawiają, iż ludobójstwo trwa do dziś. Wielu Ormian doszukuje się udziału władz tureckich w prześladowaniach chrześcijan na Bliskim Wschodzie i obarcza ich odpowiedzialnością za śmierć zamieszkującej te obszary ludności ormiańskiej (na przykład w syryjskim Kessab).

W przejściach podziemnych obok Uniwersytetu Państwowego w Erywaniu straszą graffiti gloryfikujące działalność atakującej tureckie placówki dyplomatyczne terrorystycznej grupy ASALA. Codzienność wypełnia jednak dużo bardziej banalny nacjonalizm: w supermarketach można kupić koszulki z napisem Armenian Genocide (co osobie z zewnątrz może się wydawać niezręcznością), samochody mają zaklejone tylne szyby niezapominajkami (symbolem obchodów rocznicy rzezi Ormian), a Erywań przyozdobiony jest napisami "Pamiętam i wymagam".

Czego domagają się Ormianie? Przede wszystkim jednoznacznego przyznania się Turków do ludobójstwa. Zeszłoroczne przeprosiny ówczesnego premiera, a obecnego prezydenta Erdogana spotkały się z negatywnym przyjęciem (nie nazwał on wydarzeń z początku XX wieku ludobójstwem) - Armenia dała do zrozumienia, że nie jest zainteresowana półśrodkami. Wielu Ormian oczekuje również ukarania Ankary i wymuszenia na niej nie tylko finansowych reparacji, ale też zmiany granic i zwrotu Armenii terenów niegdyś zamieszkiwanych przez Ormian na wschodzie dzisiejszej Turcji.

Panormiańska kanonizacja

Tak zdecydowana postawa i wyczuwalna niechęć nie pozostawia pola do dialogu i nie pozwala na osadzenie wydarzeń z 1915 roku w szerszym kontekście (w żadnym razie nie mam na myśli usprawiedliwienia). Nie zaskakuje, że Turcy nie chcą się zgodzić na narrację, która przedstawia ich w negatywnym świetle. Jak pisał Nick Danforth na łamach Al-Jazeery, unikalne doświadczenie Holocaustu wpłynęło na potoczne wyobrażenie o ludobójstwie, dzieląc ludzi jednoznacznie na dobrych i złych, sprawców i ofiary.

Uznanie, że wydarzenia sprzed stu lat nie były czarno-białe i próba osadzenia ich w szerszym kontekście nie umniejszają tragedii i zła, które zostało wyrządzone; zdecydowanie ułatwiają za to porozumienie pomiędzy skonfliktowanymi stronami. Temu miało służyć powołanie Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych, czy oddzielenie prac historyków polskich i ukraińskich od politycznych stosunków dwustronnych.

Gloryfikacja ASALi, budowanie niechętnej i agresywnej postawy wobec Turków oraz formułowanie roszczeń terytorialnych przez Ormian na pewno nie zachęcają Turcji do uznania ludobójstwa i nie stworzą korzystnego klimatu politycznego w regionie. Tymczasem to przede wszystkim Armenii powinno zależeć na ociepleniu relacji z sąsiadem - ze względu na swoje geopolityczne położenie i naglącą potrzebę dywersyfikacji partnerów.

Nad Hrazdanem pojawiła się jednak dość nieoczekiwana i nie do końca uświadamiana przez wiele środowisk szansa na przełom w postrzeganiu ludobójstwa i jego mitotwórczego działania: Katolikos Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego podjął decyzję o kanonizacji ofiar rzezi Ormian. Jednocześnie wyniesionych na ołtarze zostanie około półtora miliona osób. Stanie się tak, mimo że przeprowadzenie śledztwa kanonizacyjnego (które dowodziłoby, iż ludzie ci zginęli za chrześcijaństwo, byli prawi, czy żyli zgodnie z wymaganiami religii) jest niemożliwe.

Zgodnie z myślą teologiczną, "święci dostępują najwyższej chwały u boku Stwórcy", a wyniesienie na ołtarze tak wielkiej grupy, w oparciu o jej tożsamość narodową, stanowi niewątpliwie apogeum nacjonalistycznej narracji. Wraz z ogłoszeniem kogoś świętym, przestaje się go opłakiwać. Jest to zatem szansa na zakończenie stuletniej żałoby Ormian - czy 25 kwietnia obetrą oni łzy i rozpoczną pragmatyczny polityczny dialog? Nie wiadomo, ale kościół przynajmniej ułatwia im to zadanie, dając podstawę do wykonania politycznej wolty.

Ewa Polak jest antropolożką polityki na terenach byłego ZSRR, badaczką terenową. Analityczka w Analytical Centre on Globalization and Regional Cooperation w Erywaniu.

Zobacz wideo

Artykuł pochodzi ze strony internetowej dwumiesięcznika "Nowa Europa Wschodnia"

Dwumiesięcznik 'Nowa Europa Wschodnia'Dwumiesięcznik "Nowa Europa Wschodnia" Nowa Europa Wschodnia

Rzeź Ormian z 1915 r. Masowe egzekucje, przymusowe deportacje, marsze śmierci

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: