Wielkanoc nie każdy spędzi w domu. Osiem osób opowiedziało nam, dlaczego na święta nie wraca do rodziny

Wielkanoc to dla Polaków przede wszystkim rodzinne święto. Jest to także czas powrotu do domów - jednak nie dla każdego. Powody, dla których nie każdy wróci do domu, są różne: koszty podróży, praca, brak magii, którą ma dla niektórych Boże Narodzenie.

W 2014 roku - tak samo jak 20 lat wcześniej - ponad 60 proc. badanych przez CBOS przyznało, że Wielkanoc to dla nich przede wszystkim rodzinne święta.

Dla nieco ponad 40 proc. to miła tradycja oraz przeżycie religijne. O tym, że większość Polaków wraca w tym czasie do domów, łatwo przekonać się, widząc zatłoczone pociągi i opustoszałe ulice wielkich miast. Jednak co z tymi, którzy nie wracają do rodziny? Poznajcie ich historie.

Agnieszka, 35 lat, pracuje w dużej, międzynarodowej korporacji kosmetycznej

Pracuję w Warszawie, pochodzę z Nowego Sącza. W piątek wyjdę z pracy po godz. 19, bo jednak nie mamy wolnego. Zanim zwlokłabym się z łóżka w sobotę i dojechała do Nowego Sącza, to byłby wieczór. Potem niedziela z mamą i w poniedziałek cały dzień powrotu. Mnie się po prostu nie opłaca - szkoda mi i czasu, i pieniędzy. We wtorek mój szef ustawił nam zebranie na 9 rano. Nie ma opcji, żeby się nie pojawić.

CytatCytat Fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta

Mama pogodziła się z tym, że przyjeżdżam tylko na Boże Narodzenie. Ostatnio wigilię zaczęłyśmy o 22, bo dopiero wtedy dojechałam po pracy, z której i tak się zwolniłam wcześniej. Pierwszy dzień świąt spędziłyśmy na oglądaniu telewizji, w drugi dzień wracałam do Warszawy.

Nie jestem szczególnie religijna, mama też nie. Bez żalu spędzę ten czas w Warszawie. W sobotę czynna jest moja siłownia, w niedzielę i poniedziałek pójdę do kina.

Anna, 27 lat, emigrantka, mieszka w Indonezji

Mieszkam teraz na drugim końcu świata, w Indonezji, i przez najbliższe kilka miesięcy nie planuję wracać do Polski. Tutaj mam swoją drugą, przyszywaną rodzinę i partnera.

Zastanawiałam się, czy gdyby nie przeszkoda finansowa, to zdecydowałabym się na powrót do domu na Wielkanoc, ale myślę, że nie. Od początku planowałam, że te święta spędzę z dala od rodziny. Nie czuję potrzeby, żeby ze względu na Wielkanoc zmieniać moje plany.

cytat - Wielkanoccytat - Wielkanoc Anna

To nie jest moja pierwsza Wielkanoc z dala od domu. Podczas studiów często wyjeżdżałam z przyjaciółmi w okolicach Wielkanocy, ale także innych świąt - kiedy się studiuje i pracuje, to jedyny czas, kiedy można sobie pozwolić na dłuższy wyjazd.

Myślę, że bardziej przeżywałam święta poza domem dwa lata temu, kiedy to był mój pierwszy raz w Indonezji. Malowałam pisanki, uczestniczyłam przez cały tydzień w liturgii, próbowałam jakoś odtworzyć to, co mam w domu, ale też nie miałam z kim tego dzielić, moi współlokatorzy nie obchodzili świąt w ten sposób.

Jestem jedyną katoliczką w moim otoczeniu, więc też nie mam wielkiej presji otoczenia na szczególne świętowanie. Sama też staram się nie stwarzać tej presji. Wielkanoc jest traktowana jako przedłużony weekend, a ja obchodzę ją w mojej głowie, sercu, na ile okoliczności pozwolą, uczestniczę w liturgii.

Dla mnie Wielkanoc była świętowaniem bardziej duchowym niż rodzinnym. Jedno z piękniejszych wspomnień mam z liturgii Męki Pańskiej w kościele Dominikanów na Służewiu, która zawsze ma przepiękną oprawę i scholę wyposażoną bogato w głosy. To wspomnienie wraca do mnie przy okazji kolejnych świąt.

Martyna, 26 lat, pracuje jako freelancerka w Madrycie

Bilety do Polski są w tym okresie drogie. Gdyby ceny były niższe i nie wiązałoby się to z tyloma problemami, to wróciłabym do kraju. Poza tym z mojej rodziny tylko dziadkowie będą na święta w domu, zarówno mama, jak i tata wyjeżdżają na wakacje. W zeszłym roku też nie spędzałam Wielkanocy z rodziną, ponieważ było to tuż po mojej przeprowadzce do Hiszpanii. Miałam wtedy wrażenie, że te święta nie są aż tak ważne jak Boże Narodzenie.

CytatCytat Gazeta.pl

Nie chciało mi się lecieć do kraju specjalnie na tak krótki czas, tym bardziej że w Polsce i Hiszpanii dni wolne nie są w tym samym czasie. Rok temu się tym nie przejmowałam, ale teraz, drugi raz z rzędu, czuję się gorzej. Tym bardziej że tutaj do Świąt Wielkanocnych przywiązuje się jeszcze mniejszą wagę.

Brakuje mi polskich tradycji i potraw. Nie ma śmigusa-dyngusa, nie ma uroczystego śniadania - a to mój ulubiony posiłek tego dnia. W Hiszpanii głównym posiłkiem na Wielkanoc jest lunch. Teraz jedynym przejawem wielkanocnych tradycji w moim mieszkaniu jest zasiana rzeżucha.

Karolina, 26 lat, pracuje w dużej korporacji w Niemczech

Już drugi rok z rzędu nie spędzam Wielkanocy z rodziną, na co składa się kilka przyczyn. Po pierwsze, nie czuję nastroju tych świąt. Nie mają magii Bożego Narodzenia, na które czeka się cały rok. Poza tym kolejny raz jestem na tyle daleko od rodziny, że jedną trzecią świąt spędziłabym w podróży. Zamiast świątecznego spokoju wiązałoby się to ze świąteczną irytacją.

CytatCytat Fot. Jakub Orzechowski

Moja rodzina rozumie (a przynajmniej mówi, że rozumie), że Wielkanoc wolę spędzić w inny sposób, a z nimi spotkam się przed świątecznym weekendem albo po nim. Na spokojnie, bez zamieszania i trochę poza tradycją.

Wiktoria, 24 lata, pracuje w mediach

Pochodzę z Warszawy, całą rodzinę mam na miejscu, jednak od jakiegoś czasu nie spędzamy świąt w uroczystej formie. Kilka lat temu przestałam chodzić na święcenie koszyczka. Upolitycznione kazania stawały się dla mnie coraz bardziej nie do zaakceptowania. Ostatecznie nie chciałabym być osobą, której nie podoba się polski Kościół, a jednocześnie chodzi "święcić jajka", bo taka jest tradycja.

CytatCytat JACEK MARCZEWSKI

Kolejne święta Wielkiego Tygodnia są dla mojej najbliższej rodziny raczej chwilą odpoczynku, a dla mnie - w związku z pracą w mediach - to dni jak wszystkie inne. Jeśli uda się wygospodarować wolne popołudnie, zapewne spotkam się z najbliższymi na obiedzie w miłej knajpce. Jednak absolutnie nie robi mi różnicy, czy będzie to w sobotę, niedzielę czy poniedziałek.

Katarzyna, 25 lat, pracuje jako PR menedżerka w teatrze

Wielkanoc spędzam poza domem ze względów praktycznych. Moja rodzina wyjeżdża do dziadków na Podkarpacie, a ja aktualnie pracuję w Kaliszu, więc podróż w obie strony to 24 godziny.

CytatCytat Fot. Jakub Orzechowski

Jednak ze względu m.in. na moje poglądy nie smuci mnie to i nie przywiązuję do Świąt Wielkanocnych wielkiej wagi. Jestem ateistką i nie jem mięsa, więc chętniej spędzę miły weekend ze znajomymi, którzy do świąt mają podobny stosunek. O wiele lepiej czuję się z przyjaciółmi niż z rodziną (nie mam tu na myśli tej najbliższej, ale odległą rodzinę, widywaną raz do roku albo rzadziej).

Joanna, 23 lata, studiuje na uniwersytecie i pracuje w restauracji

Nie jadę do domu, bo już nie bardzo wiem, gdzie mój dom jest. W Warszawie mieszkam, studiuję i pracuję od trzech lat, w rodzinnym Białymstoku byłam ostatnio jakieś pół roku temu.

CytatCytat Gazeta.pl

Po trosze to wynika z masy obowiązków - studiuję dziennie dwa dość wymagające kierunki - a po trosze pewnie ze zmęczenia własną rodziną. W każdym razie nie jestem w stanie wyjechać na święta ze względu na pracę, ale też nie jest to dla mnie wielki dramat.

Mariusz, 28 lat, doktorant

Mam rodzinę patchworkową, część jej mieszka tu, gdzie ja, we Wrocławiu, a część w Katowicach. Moje relacje z tą wrocławską częścią są na tyle skomplikowane, że nawet nie myślę o spędzaniu z nimi świąt. W tym roku chciałem jechać do mamy do Katowic, jednak okazało się, że mam pracę do zrobienia w święta. W Katowicach na pewno się bym za to nie zabrał, popadam tam w kompletne rozleniwienie. Nigdzie się nie spieszę, odpoczywam, spotykam z przyjaciółmi z liceum. I z tym mi się głównie kojarzy Wielkanoc.

CytatCytat Gazeta.pl

Jeszcze 10 lat temu mojej mamie chciało się organizować te wszystkie wielkanocne śniadania i obiady. Teraz jest już na emeryturze i wyluzowała. Zawsze była indywidualistką, nie zależy jej, żeby zbierać całą rodzinę przy stole. Zresztą, nie zawsze się na tym dobrze wychodzi. Kiedyś czytałem artykuł o panu, który przez lata się starał, żeby na święta przyjechała do niego cała rozsiana po świecie rodzina. I kiedy wreszcie udało mu się to osiągnąć, uświadomił sobie, że przecież te dwie ciotki nie rozmawiają ze sobą od 15 lat, a tamten kuzyn wyemigrował, żeby uciec od toksycznego ojca... Ale na przykład u mojej dziewczyny Wielkanoc obchodzi się z pompą. Zjeżdżają się wszyscy krewni, panuje odświętna, czasem trochę niezręczna atmosfera. Co roku powtarzają się te same małe, rytualne konflikty - o kwestie obyczajowe, o ułożenie serwetek... To zupełnie różne od tego, jak u mnie spędza się Wielkanoc, ale też fajne. Byłem u nich na święta dwa razy i chętnie bym się wybrał ponownie.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: