Monika Kuszyńska: "Tak, mam swoją historię. Mocną. Uciekanie od niej byłoby absurdem"

Już wiadomo, że na tegorocznej Eurowizji będzie nas reprezentowała Monika Kuszyńska, która zaśpiewa piosenkę "In The Name of Love". - Zdawałam sobie sprawę, że pojawią się różne komentarze, także kontrowersyjne. Cóż, mam taką, a nie inną, mocną historię i tego nie zmienię. Nie zamierzam też od niej uciekać - mówi nam artystka.

Że będzie brała na litość i że na pewno nie wygra - takie komentarze pojawiły się zaraz po ogłoszeniu, że Monika Kuszyńska będzie reprezentowała Polskę w Konkursie Piosenki Eurowizji 23 maja w Wiedniu. Każdy, kto prowadzi działalność publiczną, jest narażony na różne komentarze. Ja również - mówi nam piosenkarka. Jak zamierza wystąpić? Czy się stresuje? Tak, przyznaje, że miała obawy, czy sobie poradzi. Zastanawiała się, czy nie jest zbyt spokojna ani mało kolorowa na taki festiwal. - Show nie zrobię, ale postaram się zaśpiewać najlepiej, jak potrafię - zapowiada w rozmowie z nami.

Monika Kuszyńska od wypadku w 2006 roku jest sparaliżowana od pasa w dół i porusza się na wózku inwalidzkim. Wcześniej, przez sześć lat, była wokalistką Varius Manx. Wraz z zespołem wypromowała takie przeboje jak "Moje Eldorado" i "Maj". Piosenka "In The Name of Love" jest również zapowiedzią drugiego solowego albumu artystki, którego premiera planowana jest na jesień. Muzykę napisał Kuba Raczyński, mąż i menedżer Moniki, a słowa są jej autorstwa.

Angelika Swoboda, Gazeta.pl: Jaka była twoja pierwsza myśl, gdy się dowiedziałaś, że wystąpisz na Eurowizji?

Monika Kuszyńska: O Jezu!

A druga?

- Druga była obawa, czy sobie poradzę, czy sprostam. Że jestem zbyt stonowana, zbyt spokojna i zbyt mało kolorowa na Eurowizję. Wiesz, miałam dokładnie takie same rozterki jak parę lat temu, gdy podjęłam decyzję o powrocie na scenę. Jak mnie przyjmą ludzie? Czy mi się uda? Czy będę miała dość siły?

Ale trzecia myśl już była radosna?

- Tak, potem dotarło do mnie, że to dla mnie ogromne wyróżnienie. I że nie powinnam się bać, bo przecież poradziłam sobie w bardzo trudnej sytuacji, a mój występ na Eurowizji nie jest przecież sprawą życia czy śmierci. Choć oczywiście będę się starała zaśpiewać i wystąpić najlepiej, jak potrafię.

Niektórzy komentują twój udział w Eurowizji głównie w kontekście twojego kalectwa. Mówią, że może będziesz chciała zagrać na współczuciu, litości.

- Wiedziałam, że tak będzie. Zdawałam sobie sprawę, że pojawią się różne komentarze, także kontrowersyjne. Ale każdy, kto prowadzi działalność publiczną, jest na nie narażony, i ja również. Na szczęście przez lata nabrałam do tego dystansu i przestały mnie one dotykać. Niektórzy są po prostu smutni i sfrustrowani, no i tyle. Żyją cudzym życiem zamiast swoim. Nie czują się szczęśliwi.

Z drugiej strony mam taką, a nie inną, mocną historię i tego nie zmienię. Nie zamierzam też od niej uciekać, bo to moja historia, moje życie i moje doświadczenia, które mnie ukształtowały, również artystycznie. Uciekanie od tego byłoby absurdem. Owszem, poruszam się na wózku, ale to tylko narzędzie, które mi służy do przemieszczania się. Wózek nie jest mną! W środku się nie zmieniłam. Wciąż jestem tą samą dziewczyną, która stara się żyć pełnią życia i spełniać marzenia.

Jakie?

- Nie mam konkretnych marzeń, Eurowizja też nie była w sferze marzeń. Chcę się czuć kochana, szczęśliwa i spełniona, a taka się właśnie czuję. Ogromną radość sprawia mi to, że ludzie przychodzą na moje koncerty, że mnie słuchają, że podoba im się to, co robię. To jest ważne dla każdego artysty. I uważam, że pokonując swoje słabości w bardzo trudnej sytuacji, w jakiej się znalazłam, odniosłam sukces. Wygrałam. Ja chcę żyć. Po prostu.

I wygrać Eurowizję? Mnie się ta piosenka podoba, uważam, że niesamowicie stopniuje napięcie i emocje.

- Właśnie taki był nasz zamysł. Chcieliśmy przekazać jakieś emocje, przesłanie, dobrą nowinę. Tak, ta piosenka niesie dobrą nowinę. Mówi, że trzeba się podnosić i spełniać marzenia, niezależnie od tego, co niesie nam życie. Zresztą to jest przesłanie, którego ja sama bardzo potrzebowałam, gdy znalazłam się na rozdrożu. Szukałam wtedy wsparcia, inspiracji i świadectwa konkretnych osób, którym się udało. Chciałam z tego czerpać. Dzisiaj we wszystkim, co robię, staram się dawać to wsparcie innym, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji.

Wiesz, ja wierzę w tę piosenkę. Ona ma w sobie emocje, a przecież Eurowizja to przede wszystkim emocje.

 

Masz już pomysł na swój występ?

- Właśnie go planujemy i obmyślamy. Nie oszukujmy się, ja nie jestem sceniczna i na pewno show nie zrobię. Początkowo rozważaliśmy jakiś balet, ale zarzuciliśmy ten pomysł. Po prostu zaśpiewam. Tak jak mówiłam, postaram się to zrobić najlepiej, jak potrafię, i skupić na sobie uwagę.

Z całego serca trzymam za ciebie kciuki. Dużo gratulacji dziś dostajesz?

- Sporo (śmiech). Dzwonią znajomi, ale nie tylko. Piszą fani, dostaję maile z gratulacjami z całej Europy. Bardzo, bardzo dziękuję. Postaram się nas godnie reprezentować.

Więcej o: