Wybuch w Charkowie. Pod mikrobus dowódcy ochotniczego batalionu podłożono minę

Przed południem polskiego czasu w Charkowie nastąpił wybuch. Spowodowała go mina magnetyczna podłożona pod mikrobus należący do dowódcy jednego z ukraińskich batalionów ochotniczych. Ucierpiał właściciel pojazdu oraz jego żona - podaje Radio Swoboda.

Poszkodowany to Andrij Janholenko, dowódca ochotniczego batalionu "Słobożanszczyna". Mężczyzna ma rany rwane przedramienia i złamaną rękę. W ciałach zarówno jego, jak i jego żony Inny, utkwiły odłamki. Para trafiła do szpitala - podaje Radio Swoboda .

Żona przeszła operację

- Obrażenia Andrija Janholenki nie są bardzo poważne. W ciężkim stanie jest jego żona, która przeszła operację - powiedziała rzecznik charkowskiej prokuratury obwodowej.

Brat poszkodowanego dowódcy podał, że pod mikrobus podłożono aż dwie miny magnetyczne, jednak druga nie wybuchła. Dodał, że jego brat i szwagierka wsiedli do pojazdu, a kiedy przejechali około 500 m, nastąpił wybuch. Zdaniem mężczyzny sprawcami zdarzenia są "prorosyjskie siły w Charkowie".

Pirotechnicy sprawdzą "metalowy przedmiot"

Informacji o drugiej minie pod mikrobusem nie potwierdziła jeszcze prokuratura. Poinformowano jedynie, że funkcjonariusze faktycznie znaleźli na miejscu wybuchu "metalowy przedmiot", który zostanie sprawdzony przez pirotechników.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: