Katastrofa samolotu w Tajpej. Zahaczył o most, co najmniej 31 osób nie żyje

Katastrofa w Tajpej. Samolot z 53 pasażerami na pokładzie rozbił się w stolicy Tajwanu, zahaczając o most i wpadając do rzeki. Lokalne władze podają informację o co najmniej 31 ofiarach śmiertelnych. ?Mayday, mayday! Zerwanie płomienia silnika? - tak według Reutersa brzmiały ostatnie słowa pilotów.

Do wypadku doszło zaraz po starcie samolotu. Na nagraniach widać, że maszyna leci w dół, zahacza o drogę szybkiego ruchu i wpada do rzeki Keelung. Na zdjęciach publikowanych w tajwańskich mediach widać, że samolot leży w wodzie około 100 metrów od brzegu.

Po wypadku tajwańska agencja informacyjna podawała, że dziesięć osób czeka na pomoc medyczną. Liczba ofiar śmiertelnych wciąż nie jest znana, a w mediach pojawiają się różne doniesienia. Lokalne władze podają informację o 31 ofiarach śmiertelnych. Doniesienia o ofiarach wciąż nie są ostateczne, poszukiwanych jest jeszcze 12 pasażerów. Samolot wciąż znajduje się w wodzie, a jego przód jest na tyle uszkodzony, że ekipa ratunkowa nie zdołała jeszcze dotrzeć do znajdujących się tam siedzeń - i najprawdopodobniej kolejnych ciał.

Trzech pilotów

Samolot miał stracić kontakt z kontrolą lotów o godz. 10.53 lokalnego czasu, zaledwie kilka minut po starcie. Maszynę zidentyfikowano jako wyprodukowany we Francji samolot turbośmigłowy ATR 72. Na pokładzie było 53 pasażerów i pięciu członków załogi, w tym trzech pilotów. Pilot, który siedział za sterami, miał na koncie prawie 5 tys. godzin lotów, drugi pilot miał prawie 7 tys. godzin doświadczenia. Trzeci z nich dopiero się szkolił.

Reuters podał też, że ostatnie słowa skierowane przez pilota maszyny do kontrolera lotów brzmiały: "Mayday, mayday! Zerwanie płomienia silnika". Agencja zwraca uwagę, że zerwanie płomienia następuje wtedy, gdy przerywany jest dopływ paliwa bądź występują problemy ze spalaniem - grozi to uszkodzeniem napędu. Dwusilnikowe samoloty (takie jak ten, który rozbił się w Tajpej) mają zwykle możliwość dalszego lotu w przypadku awarii jednego z silników. Tym razem tak się jednak nie stało.

Media donoszą, że pilot w ostatnich chwilach desperacko próbował tak pokierować spadającym samolotem, żeby nie uderzyć w apartamentowce i biurowce, pomiędzy którymi przelatywał zanim wpadł do rzeki.

Według Channel NewsAsia odnaleziono już czarne skrzynki samolotu, ale przyczyna katastrofy wciąż nie jest znana. Prezes linii lotniczych Transasia, do których należał samolot, podczas konferencji prasowej przeprosił pasażerów i załogę samolotu.

Moment uderzenia samolotu w most zarejestrowało kilka kamer samochodowych.

Zobacz wideo
Zobacz wideo
Zobacz wideo

Samolot - spadając - zahaczył o taksówkę. Jak podaje The Guardian, jej kierowca jest ranny i trafił do szpitala, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

 

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: