5 faktów czy 5 mitów? Grzegorz Miecugow o "Szkle kontaktowym" na dziesięciolecie programu

Oglądały je "wykształciuchy", zdjąć z anteny chciał je Jarosław Kaczyński, a podczas jego trwania na ekranach telewizorów wyświetlono dziesiątki tysięcy SMS-ów od widzów. "Szkło kontaktowe" obchodzi dziesiąte urodziny. Przez ten czas program wzbudzał emocje i prowokował wiele przeciwstawnych opinii. W rozmowie z portalem Gazeta.pl Grzegorz Miecugow obala lub potwierdza pięć z nich.

Teza 1. "Szkło kontaktowe" jest proplatformerskie

Grzegorz Miecugow: Przypięto nam taką łatkę, Gazeta.pl ma ten sam problem. Parę tygodni temu był telefon, zresztą nie po raz pierwszy, z uwagą, że to Platforma jest przy władzy od 7 lat, a my ciągle rozmawiamy o Prawie i Sprawiedliwości. Popatrzyłem wtedy w scenariusz - 21 punktów i ani jednego o PiS. Większość polityków PiS-u nie lubi żartów, a już żartów z siebie na maksa nie lubi. Im bardziej na lewo, tym chętniej się z samych siebie śmieją.

Teza 2. "Szkło kontaktowe" miało największą oglądalność za rządów PiS, kiedy Jarosław Kaczyński postulował likwidację programu

Grzegorz Miecugow: Częściowo jest to prawda, ale wtedy w ogóle temperatura polityczna była taka wysoka, że wszystkie nasze programy miały lepszą widownię. Naprawdę rekordową widownię mieliśmy w sierpniu 2008 roku, kiedy troszeczkę zbieraliśmy plon tego, że wszystkie inne programy były na wakacjach, a my jedni szliśmy na żywo i odnosiliśmy się do rzeczywistości. I to rzeczywistości, w której w ogóle nie było polityki.

Teza 3. Czyli nie jest tak, że bez polityki w "Szkle..." nie mielibyście o czym mówić?

Grzegorz Miecugow: Nie. Sierpień 2008 roku był dla nas pierwszym miesiącem bez komentowania świata polityki. Bałem się tego okresu i przygotowałem sobie cykl wakacyjny - 20 wierszy Wojtka Młynarskiego, które nie straciły ważności od czasów PRL-u. Nagraliśmy to z różnymi aktorami i puściliśmy, ale gdyby ich nie było, to i tak miałbym o czym rozmawiać. Wtedy się przekonałem, że nie polityka nas ustawia.

Mamy ambicję bycia programem informacyjnym. Chcę opowiedzieć ludziom, co się danego dnia zdarzyło, i robię hierarchię ważności - do pierwszej części idą rzeczy, które uznam za najważniejsze, do drugiej inne ważne, a na końcu "michałki". Politycy się pojawiają, ale gdyby ich nie było, to nic by się nie stało.

Teza 4. Na antenę wpuszczani są tylko zwolennicy PO

Grzegorz Miecugow: Telefon nie jest cenzurowany. Nie pytamy przed wejściem na antenę o temat rozmowy, bo nawet jeśli ktoś zadeklaruje, że chce rozmawiać o kredytach we frankach, to potem może zacząć bluzgać na panią premier. I co my mu zrobimy? Nie wyłączymy go w trakcie, bo wyjdziemy na cenzorów.

Mam w ogóle problem z telefonami krytycznymi. Chcę pilnować dyscypliny, bo minuta to minuta, powinniśmy trzymać się konwencji, ale gdy ktoś zaczyna nas krytykować, to mam problem, żeby powiedzieć mu: "czas minął, proszę kończyć".

Jedyna cenzura, jaka jest przy telefonach, to koleżanki i jeden kolega, którzy starają się usłyszeć, czy rozmówca jest trzeźwy czy nie.

Teza 5. "Szkło..." oglądają głównie osoby starsze

Grzegorz Miecugow: Cała stacja ma trochę starszą widownię niż docelowa grupa komercyjna 16-49 lat. Zawsze mówiliśmy naszym reklamodawcom, że nasza grupa to widzowie w wieku 19-59 lat.

Oczywiście, jest trochę młodych widzów. Dziś dostałem pozdrowienia od pani Dominiki, która ogląda "Szkło" od samego początku, i to jest połowa jej życia, bo ma dopiero 20 lat. Po tym, kto dzwoni, widać jednak rzeczywiście, że oglądają nas przede wszystkim osoby starsze.

I na koniec pytanie: Jaki SMS od widza najbardziej zapadł panu w pamięć?

Grzegorz Miecugow: Ciągle są takie SMS-y. Mnie najbardziej rozbawił SMS krótki, ale treściwy: "mamo, wiem, że oglądasz, zamknęłaś mnie na balkonie". Albo "mamo, jak będziesz szła do kuchni, to zrób mi kanapkę". Takie całkowicie prywatne śmieszą mnie bardziej od politycznych.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: