"Cyborgi" na ostrzelanym przystanku. Bici, kopani, poniżani. AI: To naruszenie praw człowieka [WIDEO]

Separatyści z samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej przyprowadzili ukraińskich "cyborgów", schwytanych podczas walk o lotnisko, pod ostrzelany przystanek trolejbusowy, gdzie zginęło dziś 13 osób. Jeden z jeńców był bity, kopany i poniżany. Amnesty Inetrnational stwierdziło, że poniżanie jeńców wojennych narusza międzynarodowe prawa człowieka.

"Po co tu przyjechaliście, pederaści, to nie wasza ziemia!" - krzyczy jeden z mieszkańców w stronę jeńca. Inni zaczynają go bić, kopać i opluwać, aż upada na mokry chodnik. Skuty mężczyzna jest prowadzony przez separatystów na miejsce dzisiejszej tragedii - przystanku trolejbusowego, na który spadł dziś pocisk z moździerza. Według BBC, zginęło tam 13 osób. Szef ukraińskiego rządu Arsenij Jaceniuk stwierdził, że "za ostrzał odpowiada Rosja". Z kolei separatyści obwiniają o tragedię ukraińskie wojsko.

Na nagraniu widzimy domniemanego Micaka, prowadzonego przez separatystów pomiędzy ludźmi w cywilu. Zajście kręci rosyjska telewizja Rossija 1. "Zobacz co narobiliście. Dlaczego milczysz" - krzyczą do jeńca, mijając spalony samochód i jedną z ofiar, która leży bezpośrednio na drodze. Według internetowej telewizji separatystów Noworossija TV, która opublikowała nagranie, poniżanym "cyborgiem" jest pułkownik 93. ukraińskiej brygady zmechanizowanej Ołeh Micak.

Amnesty International wydała raport w sprawie ostrzelanego autobusu, w którym pada stwierdzenie, że bicie i poniżanie jeńców wojennych narusza międzynarodowe prawa człowieka.

 

Zacharczenko do jeńców: "Dlaczego strzelacie w miasto"

Za Micakiem pod przystanek separatyści przyprowadzili cały korowód jeńców. "Ukraińscy żołnierze na kolanach prosili o wybaczenie mieszkańców Doniecka" - pisze prorządowa gazeta "Zwiezda" . Z ich relacji wynika, że ich przemarszowi przyglądał się przywódca DRL - Aleksand Zacharczenko i pytał ich dlaczego ostrzeliwują miasto.

 

- Nie ma żadnego zawieszenia broni. Będziemy walczyć, przysięgam! - powiedział Zacharczenko korespondentowi amerykańskiego portalu Mashable Christopherowi Millerowi . Miller umieścił w sieci nagranie z przemarszu jeńców i zdjęcie Zacharczenki:

OBWE sprawdza skąd nadleciał pocisk

Doniesienia o ostrzale przystanku w Doniecku pojawiły się dziś rano. Pociski z moździerza uderzyły w przystanek, trolejbus i przejeżdżające samochody. Witryny pobliskich sklepów zostały zniszczone w wyniku eksplozji. Pojawiały się doniesienia o sześciu ofiarach, jednak lokalne władze i BBC wspominają o 13 ofiarach.

Obecni na miejscu obserwatorzy OBWE potwierdzili dotąd siedem ofiar. - Zobaczyliśmy siedem ciał obok środka transportu, na który spadł pocisk - powiedział na briefingu w Kijowie wiceszef specjalnej misji obserwacyjnej OBWE na Ukrainie Alexander Hug. Zastrzegł jednak, że misja na razie "nie poczyniła wniosków". Obserwatorzy twierdzą, że pocisk wybuchł pośrodku jezdni i nadleciał z północnego zachodu, co miałoby świadczyć o tym, że został wystrzelony z ukraińskich pozycji w pobliżu donieckiego lotniska - twierdzi Miller.

Jaceniuk: "Straszliwego zamachu dokonali rosyjscy terroryści"

Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Andrij Łysenko twierdzi, że "miejsce tragedii znajduje się poza zasięgiem ukraińskiej artylerii takiego typu". Oświadczył również, że ostrzał prowadzono "z moździerza, który jeździł po mieście". Wersję o ciężarówce z moździerzem, z której przeprowadzono ostrzał w dzielnicy Leninowskiej w Doniecku i odjechała w stronę centrum miasta, potwierdza doniecka prokuratura.

Łysenko o ostrzał oskarżył prorosyjskich separatystów. Tego zdania jest też szef ukraińskiego rządu Arsenij Jaceniuk: - Rosyjscy terroryści znowu dokonali straszliwego zamachu przeciwko wartościom ogólnoludzkim. Odpowiedzialność za to spoczywa na Federacji Rosyjskiej - powiedział podczas obchodów Dnia Jedności Ukrainy. MSZ w Kijowie ogłosił też, że bez wsparcia udzielanego separatystom przez Rosję na Ukrainie nie ginęliby cywile.

Lotnisko odbite, starcia z armią rosyjska na całym froncie

Wznowienie regularnych walk między separatystami a armią ukraińską trwa od 11 stycznia. Do najcięższego starcia doszło na donieckim lotnisku. Separatyści próbowali wyprzeć siły ukraińskie z okolic nowego terminalu. To ostatni przyczółek ukraińskich sił w Doniecku. 17 stycznia ukraińskie "cyborgi" rozpoczęły ofensywę z użyciem czołgów. Dziś pojawiły się doniesienia o ich przegranej. Informację o kapitulacji wojsk ukraińskich miało potwierdzić dowództwo batalionu "Azow". Walka toczyła się też o drogi dojazdowe do punktów na lotnisku. Przez to ucierpiały okoliczne miejscowości jak Awdiejewka czy Piski.

Regularne starcia, tym razem z armią rosyjską, trwają również w innych częściach Donbasu, m.in. w okolicach węzła drogowego Debalcewe, Wołnowachy oraz Mariupola, a w obwodzie ługańskim wzdłuż tzw. Trasy Bachmuckiej. Według ukraińskiego prezydenta Petro Poroszenki, już 9 tys. rosyjskich żołnierzy przekroczyło granicę z Ukrainą.

Mapa punktów zapalnych w Donbasie. Stan z wczoraj:

Według Marka Menkiszaka z Ośrodka Studiów Wschodnich intensyfikacja walk "jest następstwem fiaska przygotowań do szczytu w Astanie [gdzie przywódcy Rosji i Ukrainy mieli wraz z liderami państw UE prowadzić rozmowy pokojowe - przyp. red.]. W tej sytuacji zapewne Kreml doszedł do wniosku, że jedynie groźba poważnej eskalacji konfliktu zbrojnego, odpowiedzialnością za którą powinien zostać obarczony Kijów, będzie w stanie przełamać polityczny impas i skłoni UE, a zwłaszcza Niemcy, do pogodzenia się z faktycznym niewypełnieniem przez Rosję porozumienia mińskiego".

O tym, gdzie trwają obecnie walki na Ukrainie, czytaj tu>>>

O sytuacji na donieckim lotnisku, czytaj tu>>

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: