Posypią się wysokie kary dla właścicieli przychodni? Prawie 70 postępowań po tym, jak zamykali gabinety

Sześćdziesiąt siedem - tyle dokładnie postępowań wszczął rzecznik praw pacjenta po styczniowym zamieszaniu z zamkniętymi gabinetami lekarzy rodzinnych.

Chodzi o sytuacje, gdy w związku z zamknięciem poradni chorzy nie mogli dostać swojej dokumentacji medycznej. A to przewinienie zagrożone bardzo dotkliwymi karami. Jednym z dowodów w tych sprawach są zdjęcia zamkniętych drzwi przychodni, zrobione przez samych pacjentów.

Niektórzy lekarze nie otwierali na początku stycznia gabinetów w związku ze sporem, który mieli z Ministerstwem Zdrowia.

"Pacjent bezwzględnie ma prawo"

Sygnałów o tym, że pacjenci mają problem z dokumentacją, było ponad 80. Części z nich nie udało się potwierdzić, ale w zdecydowanej większości rzecznik zdecydował się wszcząć postępowanie o naruszenie zbiorowych praw pacjenta.

Nie chodzi więc o indywidualne sprawy Iksińskiego czy Nowaka, bo wtedy rzecznik mógłby jedynie stwierdzić naruszenie prawa. Tutaj jest inaczej. - W przypadku zbiorowych praw pacjenta rzecznik wydaje decyzję administracyjną i ma możliwość nałożenia kar na świadczeniodawców. Kar, które mogą wynieść nawet 500 tysięcy złotych, jeśli chodzi o problem z dostępem do dokumentacji - mówi Marzanna Bieńkowska z biura rzecznika. I dodaje, że każdy pacjent bezwzględnie ma prawo do otrzymania swojej dokumentacji. Nie musi to być w chwili zgłoszenia się, natychmiast, ale w możliwie krótkim czasie.

Były problemy choćby z zaszczepieniem dziecka

Pacjenci, którzy nie mogli dostać dokumentacji medycznej, mieli problem choćby z zaszczepieniem dziecka. Takich zgłoszeń było najwięcej. - Dzieci były poumawiane na szczepienie, termin był wyznaczony i rodzice dzwonili do nas, nie wiedząc co mają robić - mówi Bieńkowska. Przyznaje, ze sytuacja ze szczepieniami byłą szczególnie trudna, bo tak naprawdę lekarz nie powinien wydać karty szczepień rodzicowi - sam powinien ją dostarczyć do innego świadczeniodawcy. - To był jakby taki podstawowy problem - dodaje Marzanna Bieńkowska.

Pacjenci informowali, że mają problem i przysyłali zdjęcia

W tej chwili rzecznik zbiera dowody na naruszenie zbiorowych praw pacjenta. Sprawy, które prowadzi, dotyczą różnych świadczeniodawców w całej Polsce. W ramach tych dowodów ma już m.in. zdjęcia zamkniętych gabinetów - zdjęcia które przesyłali sami pacjenci, zawiadamiając rzecznika, że gabinet w miejscowości X był nieczynny i nie mogli dostać swoich dokumentów, a byli np. umówieni u lekarza specjalisty i potrzebowali jakichś danych, choćby wyników badań.

- Mieli też trudności z wypisywaniem leków. I był problem również właśnie z receptami - słyszymy w biurze rzecznika. Część sygnałów, które wpływały, dotyczyła też codziennych zachorowań i problemów z dostępem do lekarza. - W tej chwili zbieramy materiał dowodowy, który musi potwierdzić to, że pacjenci będąc w przychodni zastali zamknięte drzwi i nie mieli żadnej możliwości złożenia wniosku o udostępnienie dokumentacji medycznej - wyjaśnia Marzanna Bieńkowska.