Zamieszanie w światku mody. Wywiad w "MaleMen" to plagiat. Gazeta oskarża swojego rozmówcę

"W poważnym magazynie pojawia się "wywiad". Niemal każde zdanie brzmi znajomo" - pisze na swoim blogu Roman Zaczkiewicz, znawca mody męskiej. Wskazuje, że pismo "MaleMen" mogło splagiatować jego wcześniejszy tekst. Gazeta przyznaje się do błędu, ale oskarża swojego rozmówcę. A on sam w sprawie na razie się nie wypowiada.

"W poważnym magazynie pojawia się "wywiad" [zatytułowany "Zmierzch elegancji" - red.] ze stylistą i historykiem ubioru. Niemal każde zdanie brzmi dziwnie znajomo, zupełnie jakby napisało się je samemu. Czy to sen, czy może skecz Monty Pythona?" - tymi słowami zaczyna się wpis z bloga Szarmant.pl , który wywołał w sieci spore poruszenie. Wpis zamieszczono 21 stycznia.

Jego autorem jest Roman Zaczkiewicz, znawca i miłośnik mody męskiej, prowadzący w Warszawie sklep, w którym można zakupić m.in. muszki, poszetki i krawaty.

Kompilacja artykułów

"Kiedyś zmierzch elegancji był dla mnie jednym z kluczowych tematów, wielokrotnie podejmowanym na łamach bloga. Z zaciekawieniem przeczytałem wstęp do artykułu z profilu "MaleMen" na Facebooku i poczułem się nieswojo. Słowa wydawały się dziwnie znajome. Wszedłem na stronę internetową gazety" - pisze dalej Zaczkiewicz.

"Moim oczom ukazał się wywiad udzielony rzekomo przez Roberta Kiełba sekretarz redakcji Kai Burakiewicz. Była to niemal niezmodyfikowana kompilacja dwóch tekstów ("Bal na Titanicu - Zmierzch klasycznej męskiej elegancji" oraz "Męska elegancja: rys historyczny od XIX w."), które opublikowałem na blogu w 2011 roku (odpowiednio 3 maja i 1 października), od czasu do czasu przetykana pytaniami, jakie miała zadawać dziennikarka" - czytamy na jego stronie.

Teksty niemal identyczne

W dalszych częściach tekstu autor bloga porównuje trzy wybrane fragmenty wspomnianego wywiadu w "MaleMen" ze swoimi artykułami. Treści te są właściwie takie same:

Przykład plagiatuPrzykład plagiatu Fot. Szarmant.pl

 

Na górze tekst Zaczkiewicza, na dole "Male Men". Fot. Szarmant.pl

Ze wszystkimi przykładami można się zapoznać na blogu Zaczkiewicza >>>

"Co w takim razie zrobić dalej? Jest mi autentycznie przykro, że moja twórczość została w ten sposób wykorzystana. (...) Chciałbym parsknąć śmiechem, ale akurat do śmiechu mi nie jest. Wygląda na to, że "MaleMen" potraktował tytuł "Zmierzch elegancji" zbyt dosłownie. Na razie czekam na wyjaśnienie ze strony redakcji i innych osób uczestniczących w procesie "twórczym" i redakcyjnym wywiadu" - kończy swój wpis autor bloga.

Redakcja się tłumaczy

O wpisie Zaczkiewicza błyskawicznie zrobiło się głośno w internecie. Sprawa szybko też stała się przedmiotem zainteresowania w modowym światku. Nic więc dziwnego, że redakcja "MaleMen" zareagowała jeszcze tego samego dnia .

"Wywiad ze stylistą i historykiem ubioru Robertem Kiełbem został przeprowadzony drogą mailową i odpowiedzi na pytania Kai Burakiewicz, które okazały się plagiatem, zostały wysłane przez Roberta Kiełba jako jego własne. Wierzyliśmy, że wszystkie wypowiedzi naszego rozmówcy należą do niego, a nie są kopią wpisów z bloga pana Romana Zaczkiewicza" - czytamy w jej oświadczeniu na Facebooku.

W dalszych słowach redakcja "MaleMen" przeprasza Zaczkiewicza. Pisze, że ufała Kiełbowi, ale odtąd nie będzie z nim już współpracowała. Podkreśla, że została wprowadzona przez swego rozmówcę w błąd.

Gazeta skontaktowała się także z samym pokrzywdzonym. - Redaktor naczelny dzwonił też do mnie z przeprosinami, zdobył się przynajmniej na taki gest - przyznał w rozmowie z nami Zaczkiewicz.

Oświadczenie 'MaleMen'Oświadczenie "MaleMen" fot. facebook.com

 

Oświadczenie "MaleMen". Fot. Facebook.com

Czytelnicy powątpiewają

Tłumaczenie gazety nie przekonało jednak wszystkich jej czytelników. Oprócz głosów wsparcia i zadowolenia z szybkiej reakcji, pojawiają się głosy powątpiewania. "Wywiad drogą mailową??? Czy to jeszcze jest wywiad? Czy to jest jeszcze dziennikarstwo?" - pisze jedna z osób komentujących oświadczenie "MaleMen" na Facebooku.

"Ale jak to wyglądało, bo jakoś trudno mi sobie to wyobrazić? Pani Kaja zadała jedno pytanie, wysłała, a Pan stylista skopiował fragment artykułu i odesłał? Pani Kaja następnie wysłała drugie pytanie, a stylista skopiował kolejną część artykułu? I tak, co było dosłane nowe pytanie, to dokopiowywał fragment? Bo to nie wygląda na wywiad z wcześniej przygotowanymi pytaniami" - zastanawia się inny czytelnik. Podobnych komentarzy jest więcej.

Czytelnicy wskazują, że także inne wywiady z Kiełbem mogły być plagiatami. Redakcja już zapowiedziała przejrzenie wszystkich artykułów, w których komentarza udzielał stylista. Treści, które mogą być plagiatami, zniknęły już ze strony internetowej "MaleMen".

Czekamy na komentarze

Wszelkie wątpliwości chcieliśmy rozwiać poprzez kontakt z głównymi oskarżonymi - Kiełbem i Burakiewicz. Po kilku próbach udało nam się dodzwonić do stylisty. Przyznał, że wie o całej sprawie, ale wraca teraz z podróży zagranicznej i jeszcze nie zdążył zapoznać się ze wszystkimi zarzutami pod swoim adresem. Zamierza wydać oświadczenie w tej sprawie. Zadeklarował, że niezwłocznie nam je prześle.

Jeśli chodzi o kontakt z "MaleMen", osoba pracująca w redakcji pisma poinformowała nas, że grafik redaktora naczelnego jest bardzo napięty. Na rozmowę będzie się można umówić najwcześniej 23 stycznia. Wysłaliśmy także e-maila do Burakiewicz z prośbą o pilny kontakt. Wciąż czekamy na odpowiedź.

Dla Zaczkiewicz sprawa nie jest jeszcze zamknięta. - Będzie ona kontynuowana, ale jeszcze nie chcę zdradzać dalszych posunięć. Oczywiście, poinformowałem naczelnego "MaleMen", że rozważam dalsze postępowanie - powiedział nam.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: