Ogórek kandydatką na prezydenta - trafny wybór? "Tak, nareszcie zmiana" vs "I na tym kończą się plusy" [DWUGŁOS]

Ogłaszając kandydaturę Magdaleny Ogórek, Leszek Miller zaskoczył nie tylko wyborców, ale i komentatorów politycznych. To zaskoczenie miłe czy przykre? Oto dwa komentarze naszych redaktorów.

Magdalena Ogórek, doktor nauk humanistycznych, historyk Kościoła, komentatorka telewizyjna, jest kandydatką SLD w wyborach prezydenckich - poinformował dziś Sojusz . Decyzję tę komentują Piotr Markiewicz, szef TokFM.pl i Monika Margraf, wydawca strony głównej Gazeta.pl.

Piotr Markiewicz: SLD wystawiło najlepszego z możliwych swoich kandydatów

To niemal pewne, że pani Magdalena Ogórek tych wyborów prezydenckich nie wygra. Ale SLD, wystawiając ją, wykonało najlepszy z możliwych ruchów. Skoro już ktoś ma przegrać z Bronisławem Komorowskim (jego wygraną wieszczą komentatorzy i pokazują ją sondaże), to dlaczego nie skorzystać z szansy na wprowadzenie świeżego wizerunku partii?

Co chwilę słyszymy narzekania, że u władzy są ciągle ci sami, że nic się nie zmienia, że nie da się nikogo "oderwać od koryta". A tu pojawia się nagle Magdalena Ogórek. Świetnie wykształcona, niezwykle kulturalna, młoda, powściągliwa i bez żadnych obciążeń przeszłością. Osoba, która bez udziału w polityce świetnie radzi sobie zawodowo. Odpowiedź na wszystkie utyskiwania nt. "zabetonowania" polityki.

A żeby w polityce się coś zmieniło, zmianę trzeba wprowadzić, a nie tylko o niej mówić. To zrobiło m.in. PiS, wystawiając do pierwszego szeregu Andrzeja Dudę. To robi teraz SLD. I to powinien zrobić PSL.

Jaki jest argument przeciw pani Ogórek (pomijając argumenty seksistowskie, stosowane przez ludzi, którzy głupieją na widok ładnej kobiety)? Że nie jest doświadczona. Tylko trochę szkoda, że za zaletę w polityce zaczęliśmy uznawać powiązania partyjne i umiejętność prowadzenia gier politycznych, a nie realną wiedzę o świecie czy doświadczenie w administracji państwowej.

Uważam, że wybory wygra Bronisław Komorowski. Chciałbym jednak, żeby pozostali kandydaci zdobyli jak największe poparcie. Tak się dzieją zmiany.

Monika Margraf: Nowa twarz - na tym kończą się plusy

Wenderlich, Szmajdzińska, Łybacka - te nazwiska chodziły na giełdzie potencjalnych kandydatów SLD na prezydenta. Start dr Magdaleny Ogórek to nie lada niespodzianka. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wszyscy komentowali, co mówi Leszek Miller. I nie dowierzali: to prawda czy news z ASZdziennika?

Gdy spojrzeć na sytuację w SLD (krótka ławka, klęska w wyborach samorządowych i ogólny marazm), wybór błyskotliwej, znanej z telewizji i posiadającej tytuł naukowy komentatorki zamiast jednego z przykurzonych, partyjnych działaczy może wydać się trafny. To powiew nowości. W kampanii Ogórek na pewno da sobie radę, będzie się wyróżniać, być może stanie się bardziej rozpoznawalna niż jej mylony z przewodniczącym "Solidarności" konkurent z PiS. Skoro kandydat SLD i tak nie wygra, to przynajmniej partia wypromuje nową twarz.

Na tym kończą się plusy. Po wyborach u wyborców lewicy pozostanie niesmak, że znów nie potraktowano ich poważnie. W innej sytuacji zabrzmiałoby to jak frazes: start w wyborach prezydenckich to nie kandydowanie na sołtysa, wymaganie od kandydata, by był inteligentny i na czymś się znał, to za mało. Prezydent - choć nie ma władzy premiera - to głowa państwa. Ubieganie się o ten urząd powinno być ukoronowaniem albo chociaż kulminacją kariery politycznej, a nie jej startem. Duże partie stawiały do tej pory na kandydatów, którzy posiadali dorobek w działalności publicznej i którym wyborcy już zaufali. Tymczasem Magdalena Ogórek w ostatnich wyborach nie dostała się do Sejmu.

Nie wiadomo więc, czy jej start będzie chociaż początkiem udanej kariery politycznej, czy może Ogórek nie powtórzy losu profesora Glińskiego.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: