Uniknęli śmierci w katastrofie airbusa AirAsia. Zrządzeniem losu dwie rodziny nie wsiadły do samolotu

?Niektórzy mogą to nazwać ślepym trafem, inni boską interwencją. Jakkolwiek na to patrzeć, dwie rodziny z powodu nieprzewidzianych okoliczności nie poleciały feralnym lotem QZ 8501? - pisze CNN i przytacza historię ludzi, którzy uniknęli śmierci w katastrofie airbusa AirAsia.

Inge Goreti Ferdiningsih zaplanowała rodzinne wakacje w Singapurze już dziewięć miesięcy temu. Jej siostra obiecała zaopiekować się ich ojcem, więc Inge Goreti bez wyrzutów sumienia zamówiła bilety lotnicze dla siebie, swojego męża i ich dzieci w wieku 10, 7 i 5 lat. Cała rodzina wprost nie mogła się doczekać wizyty w parku wodnym Sea World - podaje CNN .

Jednak dzień przed startem airbusa AirAsia, którym mieli lecieć, siostra zadzwoniła do Inge Goreti i przekazała, że ich ojciec trafił do szpitala. Lekarze zdiagnozowali u niego żółtaczkę. - Musieliśmy odwołać rezerwację biletów. Chciałam być z moim tatą w szpitalu - mówi kobieta. - To Bóg czuwał nad nami. To prawdziwy cud, że nie poleciliśmy tym samolotem - dodaje.

Życie uratowało zapominalstwo

Drugiej rodzinie życie uratowało zwykłe zapominalstwo. Pani Christianawati miała lecieć do Singapuru z rodziną swoją i swojego brata. To on był odpowiedzialny za rezerwację biletów, ale zapomniał przed wylotem sprawdzić swoją skrzynkę mailową. Co ważne, czekała w niej wiadomość od AirAsia. Linie informowały o zmianie godziny lotu. Airbus miał wystartować dwie godziny wcześniej, niż początkowo planowano.

Kiedy linie lotnicze nie dostawały odpowiedzi od brata pani Christianawati, dzwoniły do niego, ale dwukrotnie nie zdążył odebrać telefonu. - A więc, nie wiedząc o zmianie godziny lotu, zjawiliśmy się na lotnisku, gdzie poinformowano nas, że się spóźniliśmy. Byliśmy wściekli - mówi kobieta. Później usłyszeli o katastrofie samolotu. - Może to był plan Boży? A może tylko zwykłe szczęście w nieszczęściu? - zastanawia się Christianawati.

Historia feralnego lotu

Bez względu na to, co sprawiło, ze obie rodziny nie wsiadły na pokład airbusa, tych 15 osób jest żywych i ma się dobrze - podkreśla CNN.

Airbus A320-200 należący do przewoźnika AirAsia zniknął z radarów o godz. 6.17 (0.17 czasu polskiego) 28 grudnia, lecąc w gęstych chmurach burzowych z indonezyjskiego miasta Surabaja do Singapuru. Na jego pokładzie były 162 osoby.

Podczas feralnego lotu pilot za zgodą kontroli lotów zmienił kurs, żeby ominąć front burzowy. Wkrótce potem zwrócił się o zgodę na zwiększenie wysokości do 38 tysięcy stóp (ponad 11 580 metrów). Zgody tej nie otrzymał od razu, ponieważ w pobliżu leciały na tym pułapie inne maszyny.

Gdy kilka minut później kontrola lotów zezwoliła mu na zwiększenie wysokości najpierw do 34 tys. stóp (ponad 10 360 metrów), pilot już nie odpowiedział. Szczątki samolotu zlokalizowano na Morzu Jawajskim, zaledwie 10 kilometrów od miejsca, gdzie utracono z nim kontakt.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Bieńkowska, Putin, wybory... [NAJLEPSZE MEMY ROKU] >>>

Więcej o: