Girzyński oddał 13 tysięcy za przejazdy do Sejmu. Jest oświadczenie Jurgiela

Poseł Zbigniew Girzyński zwrócił do Kancelarii Sejmu pieniądze pobrane z tytułu ekwiwalentu za podróże służbowe samochodem prywatnym. Chodzi o ponad 13 tys. zł. Przyznał, że w tej sprawie popełnił błąd, za który przeprasza. Krzysztof Jurgiel zaś twierdzi, że nie pobrał ani złotówki na przejazdy.

Były poseł PiS na konferencji prasowej w Sejmie mówił, że zwrócił już całość pobranych z Kancelarii Sejmu środków na sześć podróży zagranicznych na łączną kwotę 13 tys. 467 zł.

20 delegacji

Jak tłumaczył, rozliczał te delegacje jako wyjazd samochodowy, a leciał samolotem.

Poseł deklarując podróż samochodem droższą niż ewentualna podróż lotnicza otrzymuje z Kancelarii Sejmu ekwiwalent ceny biletu lotniczego. Girzyński mówił, że traktował otrzymane środki jako ryczałt na podróż odbywaną we własnym zakresie - jak dodał - "najczęściej samochodem, ale nie zawsze".

Łącznie - jak mówił Girzyński - odbył 20 delegacji zagranicznych, za które pobrał taki ekwiwalent.

"Popełniłem błąd"

W ocenie Girzyńskiego przepisy w zakresie rozliczania podróży poselskich "były mocno niejasne, niejednoznaczne". - I sam fakt, że - jak dzisiaj wiemy - Kancelaria postanowiła je w tym zakresie zmienić, doprecyzować, wprowadzić rozwiązania, które będą miały charakter jednoznaczny i nie będą budziły wątpliwości, jest poniekąd potwierdzeniem tego, że nie było mojej złej wiary w tym, by w taki a nie inny sposób postępować - zaznaczył poseł.

- Przepraszam. Ja w tej sprawie popełniłem błąd, ponieważ te przepisy interpretowałem w taki sposób, w jaki wydawał mi się właściwy, ale nie sprawdziłem tego dokładnie. Błąd popełnili też ci, którzy te przepisy w taki sposób interpretowali i nie robili nic w tym czasie, by te wątpliwości rozwiać - podkreślił.

Dalsze losy polityczne

Według Girzyńskiego "przepraszam" to jest słowo, które przechodzi przez gardło niezwykle trudno. - Nie było polityka, z którym rozmawiałem pytając się także o radę, który doradzał mi, by go użyć, a wszyscy odradzali. Ale ja mimo tego chciałem tego słowa użyć, bo uważam, że jestem je wszystkim winien - mówił poseł. Girzyński zrezygnował z członkostwa w partii i klubie PiS 4 grudnia.

Pytany, czy chce wrócić do PiS, odpowiedział, że "od strony formalnej z Kancelarią Sejmu sprawa jest wyjaśniona, a jeśli chodzi o kwestie polityczne, sprawę środowisko będzie jakoś tam rozpatrywało". - Nie będę w tej materii czynił żadnych nacisków, każdą decyzję uszanuję - dodał.

Girzyński odszedł z PiS po zastrzeżeniach, jakie pojawiły się w odniesieniu do rozliczania przez niego zagranicznych wyjazdów służbowych. Wcześniej inni posłowie tej partii - Adam Hofman, Mariusz Antoni Kamiński i Adam Rogacki - zostali z niej wyrzuceni po nagłośnieniu faktu, że pobrali z Kancelarii Sejmu zwrot kosztów przejazdu prywatnym samochodem, podczas gdy podróż odbyli tanimi liniami lotniczymi.

Jurgiel: nieprawdziwe informacje na mój temat

Poseł PiS Krzysztof Jurgiel oświadczył, że nieprawdziwe są informacje na temat jego przejazdów samochodem w związku z wykonywaniem mandatu posła w czasie, gdy był ministrem rolnictwa. Na konferencji prasowej w Sejmie powiedział, że miał rzekomo pobrać w tym celu z Kancelarii Sejmu 40 tys. zł; informacje te - według Jurgiela - są rozpowszechniane przez marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego i wiceministra zdrowia Sławomira Neumanna.

- To nie jest prawda. Pełniąc funkcję ministra rolnictwa, nie pobrałem żadnej złotówki z Kancelarii Sejmu na przejazdy służbowe związane z wykonywaniem mandatu posła. W związku z tym wystąpiłem do nich z wezwaniem o sprostowanie - podkreślił.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

"Wszyscy w sali weselnej płakali". Mąż naprawdę zaskoczył swoją żonę>>

Więcej o: