Minister edukacji pisze list do rodziców. Nauczyciele: Burzy krew w naszych żyłach!

Joanna Kluzik-Rostkowska, szefowa MEN, napisała list otwarty, przypominając rodzicom, że w czasie ferii świątecznych mogą pozostawić dzieci pod opieką szkoły. - Pani minister przypomina o tym w taki sposób, że burzy to krew w naszych żyłach. Czemu ma to służyć? - pytał w Radiu TOK FM Grzegorz Gruchlik ze Związku Nauczycielstwa Polskiego.

"Drodzy rodzice, pamiętajcie, że macie prawo, by nauczyciele zaopiekowali się waszym dzieckiem podczas przerwy świątecznej" - napisała w liście otwartym Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji. Jej wezwanie oburzyło środowisko nauczycielskie. - Mamy wyjątkowo długi czas pomiędzy ostatnią lekcją w szkole 19 grudnia a powrotem do szkoły 7 stycznia i to jest ten czas, kiedy bardzo wielu rodziców pyta "co ja mam zrobić ze swoim dzieckiem, ponieważ ja ten okres urlopu, czy świąt mam znacznie krótszy" - wyjaśniała później szefowa MEN .

- To nas wzburzyło - przyznał Grzegorz Gruchlik, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, w audycji Pawła Sulika w Radiu TOK FM. Gruchlik podkreślał, że to Kluzik-Rostkowska jest odpowiedzialna za organizację roku szkolnego, a więc także długość ferii. - Trochę nas dziwi fakt, że teraz nagle pisze do rodziców i prosi o informację, które szkoły nie będą pracowały. Pomieszanie pojęć - ubolewał związkowiec. Dodał, że minister mogła nieco skrócić przerwę i problemu by nie było.

"Czemu ma służyć ten list?"

Gruchlik podkreślał, że obowiązek opieki nad dzieckiem ani na chwilę nie został zniesiony i szkoły są go świadome. - Jednak pani minister przypomina o nim w taki sposób, że burzy to krew w naszych żyłach - podkreślał. - Zastanawiamy się, czemu ma służyć ten list. Burzy nas jego forma, sposób, w jaki pani minister pisze do rodziców, apelując, by składali informacje na temat braku działań dyrektorów szkół podejmowanych na rzecz dzieci - mówił. Zdaniem ZNP bowiem Kluzik-Rostkowska ma zachęcać do donosicielstwa.

Sulik zauważył jednak, że w liście nie ma mowy o donosach, a jedynie "wątpliwościach", które rodzice mogą rozwiać, dzwoniąc pod podany numer telefonu. Gruchlik stwierdził jednak, że nie ma zamiaru rozmawiać o poszczególnych sformułowaniach z listu.

Z redakcją kontaktowali się jednak rodzice, wskazując, że dyrektorzy zniechęcają do pozostawienia dzieci. "Lepiej nie" - słyszą, kiedy pytają, czy mogą pozostawić pociechę w szkole podczas ferii. Jednak zdaniem Gruchlika szkoła ma obowiązek zaopiekowania się dzieckiem i zawsze to robi. Czasem zależy to jednak od samozaparcia rodzica. - Musimy budować samoświadomość wśród rodziców - podkreślił.

Gdzie są przywileje?

Jedna ze słuchaczek, która zadzwoniła do studia, stwierdziła, że nauczyciele unikają pracy i bronią przywilejów. - Z przykrością odbieram taki telefon - westchnął Gruchlik. - Zastanawiam się, gdzie widzi te przywileje. Chciałbym wiedzieć, co ta pani ma na myśli - mówił.

Sulik dopytywał więc, dlaczego tak wiele osób widzi przywilej na przykład w wolnych dla nauczycieli wakacjach. Gruchlik winę widzi po stronie mediów. - Sam pamiętam kilka lat temu artykuł w lokalnej prasie. Dziennikarz opisywał, że nauczyciel ma 83 dni urlopu. To absolutna nieprawda. Ten okres to ferie zimowe i letnie, i to nie są 83 dni. To ok. 52 dni, jeśli się liczy dni pracujące - wskazywał. Dodając, że podczas wakacji także są szkoły otwarte.

Gość Radia TOK FM zaznaczył, że w Karcie nauczyciela nie ma mowy o żadnych przywilejach. - Karta nauczyciela jest dokumentem, który określa pragmatykę zawodową, prawa i obowiązki nauczyciela - skwitował.

Więcej o: