Mama: dzieci chorują przez pleśń na ścianie. Urzędnicy: przydział za miesiąc albo za pół roku

Sufit i ściany w mieszkaniu Moniki Wilk z Brzeska są czarne od grzyba. Pleśni po powodzi, która dwa razy zalała budynek, trudno się pozbyć. Mama trójki rodzeństwa zwróciła się z prośbą o pomoc do urzędników. Ci jednak nie zostawiają kobiecie złudzeń - nowe lokum dostanie dopiero, gdy coś się zwolni - podaje Gazeta Krakowska.

Monika Wilk wraz trójką dzieci i mężem mieszka w 30-metrowym lokalu należącym do miasta. Mieszkanie jest jednak w takim stanie, że stwarza zagrożenie dla zdrowia jej dzieci.

Choroba powraca

Córki pani Moniki chorują na astmę. Rodzina miesięcznie wydaje 400 zł na lekarstwa. - Jak mi braknie pieniędzy, idę do znajomej apteki, gdzie wiem, że oddam, jak tylko będę miała jakieś pieniądze - opowiada w w TVP Kraków Monika Wilk.

Niedawno dzieci zakończyły kilkudniową terapię antybiotykami. - Inhalacje u nas to codzienność, inaczej się nie da funkcjonować - mówi w Gazecie Krakowskiej mama.

Powodem jest grzyb

Problem jednak cały czas powraca, ponieważ w ich mieszkaniu jest wielki grzyb na ścianach. - Wchodzi się i śmierdzi, bo wilgoć paruje - mówi Monika Wilk.

Rodzina cały czas wdycha to wilgotne, zgrzybiałe powietrze, co powoduje, że choroba u dzieci cały czas się zaostrza. - Astmy oskrzelowe, choroby alergiczne zaczynają się najczęściej w wieku dziecięcym. Przebywanie w takim środowisku zagrzybionym może powodować, że ujawnienie tych chorób jest szybsze i one przebiegają agresywniej - komentuje sprawę w TVP Kraków dr Agata Smolucha, pulmonolog.

Pleśń jest wszędzie

Pleśń pokrywa nawet sufit. Lokal dwukrotnie był cały zalany. - Podczas powodzi woda sięgała tu sufitu, ściany do tej pory oddają wilgoć - opowiada kobieta. Stan lokalu nie był jednak problemem dla urzędników, którzy przydzielili je rodzinie jako komunalne.

Co więcej, lokal spełniał wcześniej inną funkcję. Administrator budynku zdecydował się, żeby przerobić magazyn na mieszkanie. - Ze względu na technologię, w jakiej budynek był kiedyś wykonany, trudno jest doprowadzić go do stanu pełnego komfortu zamieszkiwania - wyjaśnia Stanisław Pacura z Miejskiego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej w Brzesku.

Za mało mieszkań komunalnych

Rodzina Wilków zwróciła się z prośbą do urzędników o przydział nowego mieszkania. Jednak lokali komunalnych jest za mało, a lista oczekujących jest bardzo długa. - Mieszkań niestety jest niewiele, może się jednak okazać, że pani Monika dostanie przydział za miesiąc, ale równie dobrze może oczekiwać jeszcze pół roku - mówi w "Gazecie Krakowskiej" Krzysztof Ojczyk, przewodniczący Rady Miejskiej w Brzesku i członek społecznej komisji mieszkaniowej.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: