Marne perspektywy SLD przed przyszłorocznymi wyborami. Zaklinanie rzeczywistości

?Sojusz miał 23 prezydentów pod własnym szyldem lub sympatyzujących z partią. Dziś ma ich 15 i twierdzi, że to dobry wynik? - według Elizy Olczyk powyborczy krajobraz pokazuje, że SLD będzie w trudnej sytuacji przed przyszłorocznymi wyborami. Część działaczy może odejść z partii Leszka Millera.

Bilans SLD po wyborach samorządowych nie zachwyca. 8,8 proc. poparcia w wyborach do sejmików. Mniej prezydentów, burmistrzów, wójtów.

Ale jak zauważa Eliza Olczyk, po drugiej turze wyborów liderzy Sojuszu Lewicy Demokratycznej próbują pokazać, że wypracowali sukces. "Sojusz miał 23 prezydentów pod własnym szyldem lub sympatyzujących z partią. Dziś ma ich 15 i twierdzi, że to dobry wynik. Podczas poniedziałkowej konferencji Miller przekonywał, że w wyborach samorządowych jest wiele wyznaczników udanych wyborów, a jego partia jest pod względem liczby prezydentów miast na drugim miejscu" - pisze publicystka "Rzeczpospolitej".

Mniej nie znaczy więcej

Zaklinanie rzeczywistości nie pomoże - skoro SLD przegrał wybory prezydentów w miastach uznawanych do lat za bastiony lewicy, to trudno mówić o sukcesie. Na tej liście są m.in. stolica czerwonego Zagłębia - Sosnowiec, Włocławek i Gorzów Wielkopolski.

"Według danych z poniedziałkowego popołudnia Sojusz zdobył około 50 stanowisk wójtów i burmistrzów, a radnych w całej Polsce może mieć łącznie około 3 tys., czyli dwie trzecie tego, co miał w poprzedniej kadencji. Dlatego działacze SLD odetchnęli z ulgą, bo mimo wszystko większą część bazy społecznej udało się ocalić od pogromu" - uważa Olczyk.

Według dziennikarki "Rz" słabe wyniki wyborów samorządowych mogą się skończyć odejściem z Sojuszu części działaczy. Nie napawają też optymizmem przed przyszłorocznym - trudnym - wyborczym rokiem. "Wybory prezydenckie i parlamentarne będą trudniejsze do zorganizowania i przeprowadzenia, bo zaplecze partii w kraju znacznie się skurczyło" - przewiduje Eliza Olczyk.

Więcej o: