Dziennikarze natrząsają się z "przekazu dnia" PiS. "Palikot mówi bzdury jak zawsze"

Jerzy Urban w TVN to upadek, Palikot plecie bzdury, a powyborcze zamieszanie delegitymizuje władze - dziś usłyszycie takie słowa z ust polityków Prawa i Sprawiedliwości. Część dziennikarzy dostała pomyłkowo maila z "przekazem dnia" PiS i ochoczo upubliczniła go na Twitterze.

Dziś ok. godz. 10 dziennikarze polityczni dostali maila z "przekazem dnia" PiS. Najwyraźniej ktoś pomylił się przy wysyłaniu maila. Autentyczność przekazu potwierdził portal 300polityka.pl.

Dziennikarze natychmiast screeny zaczęli udostępniać na Twitterze.

Co powiedzą dziś posłowie? Mówić będą o Palikocie, o fałszowanych wyborach, delegitymizacji władzy i standardach białoruskich. Dostanie się też TVN za zaproszenie do studia Jerzego Urbana i - rykoszetem PO - na którą jak zapowiedział redaktor naczelny tygodnika "Nie" i b. rzecznik PZPR ma zamiar głosować.

Dziennikarzy bawi nie tylko wpadka biura prasowego, ale i sam przekaz.

Posłowie PiS zaczepiani przez dziennikarzy na sejmowych korytarzach wykręcali się od odpowiedzi na pytania, czy biuro prasowe partii jak sufler podrzuca im teksty. "Ja od rana pracuję, maili nie czytałem", "służby prasowe niczego nie narzucają, supozycja taka mnie bawi" - rzucali niechętnie. W końcu jedna z posłanek powiedziała reporterowi TVN24. - A dlaczego pan się dziwi. Czy inne partie stosują inne sposoby osiągania jednolitości przekazu. - Ja nie rozumiem tej ekscytacji na korytarzach - mówił rzecznik PiS - Doszło do ludzkiej pomyłki - tłumaczył rzecznik PiS Marcin Mastalerek. I dodawał, że wszyscy się tym zajmują w sytuacji ''sfałszowania wyborów''. Dodał również, że wpadki zdarzają się wszystkim, również dziennikarzowi TVN, który w dość wulgarny sposób komentował czystość stołu w studiu (chodzi o Kamila Durczoka - red.). - Zadzwoniłem do niego i powiedziałem: stary, nie przejmuj się. Pomyłki się zdarzają wszystkim - mówił wyrozumiały Mastalerek.

Zobacz wideo

Tzw. przekaz dnia to nie jest pisowski wynalazek. Stosuje go większość partii. Ma to sprawić, by posłowie jednej frakcji mówili w różnych mediach jednym głosem.

Więcej o: