Sprawa "sfałszowanych" wyborów to drugi Smoleńsk? "Zamach się znudził. Potrzebne jest nowe paliwo, by rozwalać państwo" [KOMENTARZE]

Lansowanie tezy o sfałszowaniu wyborów przypomina to, co działo się po katastrofie smoleńskiej - zauważają kolejni publicyści. "Nie łudźmy się, że wyroki sądów coś tu zmienią, tak samo jak smoleńskiej wojny nie zakończył raport Jerzego Millera" - pisze w "Rzeczpospolitej" Michał Szułdrzyński.

"Sytuacja związana z wyborami samorządowymi zaczyna przypominać to, co się działo po katastrofie smoleńskiej" - pisze w "Rzeczpospolitej" Michał Szułdrzyński. I zauważa, że wokół sprawy wyborów tworzy się nowa oś politycznego podziału, niezwykle podobna do tej smoleńskiej, może poza woltą SLD. W rezultacie "elektorat PiS zamiast zastanawiać się, dlaczego ich ulubiona partia nie będzie rządzić w samorządach, przeżywa wzmożenie moralne i szykuje się do protestu".

"Zamach i Smoleńsk już się znudziły"

Szułdrzyński nie jest w swoim spostrzeżeniu odosobniony. Na analogię z katastrofą smoleńską wskazuje już wielu komentatorów. "Mówiąc o sfałszowaniu wyborów, Kaczyński wszedł na tę samą ścieżkę co po katastrofie smoleńskiej" - pisał w "Gazecie Wyborczej" Jacek Żakowski .

Porównania tego użył Daniel Passent w "Polityce" . "Brakuje tylko krzyża" - ocenił gorzko.

Podobnie mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Władysław Frasyniuk . "Zamach i Smoleńsk już się znudziły, więc potrzebne było nowe paliwo, aby rozwalać państwo. No i jest: teza, że sfałszowano wyniki wyborów".

W ostatnich dniach tego porównania używali też politycy, choćby Robert Kwiatkowski i Janusz Palikot z Twojego Ruchu.

Dwie katastrofy

Skąd publicystom nasuwają się te analogie? Wskazują, że zarówno w przypadku katastrofy smoleńskiej, jak i awantury wokół wyborów, ujawniła się słabość państwa. A do tego po raz kolejny zawiniły brak odpowiednich procedur, bylejakość i wychodzenie z założenia, że "jakoś to będzie". Passent zauważył, że w obu przypadkach poleciały głowy - po Smoleńsku rozformowano wojskowy pułk lotniczy, a po wyborach "rozformowała się" PKW - sędziwie gremialnie podali się do dymisji.

Po Smoleńsku kontestowano oficjalne ustalenia śledczych badających katastrofę. Teraz wskazuje się na wyborcze fałszerstwa. Prawica mocno eksponuje "smoleńskich naukowców" dowodzących o "wybuchu" czy "zamachu" na prezydencki samolot, choć większość środowiska naukowego odcięła się od takich hipotez. Teraz niemal wszyscy prawnicy i konstytucjonaliści wskazują, że powtórzenie wyborów jest niemożliwe z punktu widzenia prawa. Mówią o tym m.in. dr Ryszard Balicki z UW, prof. Marek Chmaj ze SWPS, prof. Czesław Martysz z UŚ oraz dr Ryszard Piotrowski i prof. Piotr Winczorek z UW. Zbigniew Girzyński z PiS przekonując o konieczności powtórzenia elekcji podpierał się jednak opinią prof. Jana Majchrowskiego, prawnika z UW, byłego eksperta Generalnego Komisarza Wyborczego.

Rozłam na prawicy. Tak dystansowali się od Stankiewicz i Brauna >>>

Wokół wyborów jest też konsekwentnie budowane napięcie. Już podczas problemów z liczeniem głosów pojawiały się opinie, że coś jest nie tak. Sondaże exit poll wskazywały na wyraźne zwycięstwo PiS. - Mam nadzieję, że PKW nie ogłosi innych wyników, niż pokazał sondaż. To byłby skandal - mówił następnego dnia po wyborach Zbigniew Kuźmiuk z PiS w Poranku Radia TOK FM.

Po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów, mniej korzystnych dla PiS, Jarosław Kaczyński stwierdził z całą mocą: - Wyniki wyborów, ogłoszone przez PKW, uważamy za nieprawdziwe, nierzetelne, żeby nie użyć słowa sfałszowane - mówił.

Prezes PiS zabrał się za "ratowanie sytuacji", spotykając się w sprawie wyborów z Leszkiem Millerem i zapowiadając interwencje w OBWE i Unii Europejskiej. Choć odciął się od okupujących siedzibę PKW, na 13 grudnia zapowiada demonstracje. - To będzie obywatelski marsz z różami, który będzie mówił o sprzeciwie wobec wyborów - zapowiadał Kaczyński.

- Czeka nas nowa odsłona znanej od paru lat wojny polsko-polskiej między PiS i PO - stwierdziła w Poranku Radia TOK FM Anna Gielewska z "Wprost". - Deklaracje współpracy obu partii to był wypadek przy pracy - zaznaczyła.

Odmęty szaleństwa

Szułdrzyński sprawę porównywania wyborów samorządowych do katastrofy smoleńskiej stara się jednak nieco zniuansować. Sugeruje, że atmosfera wokół elekcji tak zgęstniała, że niemożliwa staje się konstruktywna dyskusja na temat nieprawidłowości. Jego zdaniem Ewa Kopacz i Bronisław Komorowski każdego, kto powątpiewa w wyniki wyborów, stawiają na równi z wołającymi o fałszerstwie i pogrążonymi w "odmętach szaleństwa".

"Wszystko stanęło na głowie" - pisze publicysta. "Okupacja PKW przez grupę prawicowych oszołomów staje się ważniejsza od skandalu, do jakiego w związku z niedziałającym systemem informatycznym dopuścili sędziowie z komisji" - podkreśla.

"Nie łudźmy się, że wyroki sądów coś tu zmienią"

"Zagrożeniem dla demokracji stają się nie ci, którzy narazili na szwank autorytet wyborów, ale ci, którzy stawiają pytania" - stwierdza wreszcie Szułdrzyński. I dodaje, że pytania i wątpliwości powinny pojawić się w głowie "każdego rozsądnie myślącego". Przecież 2 mln nieważnych głosów i rekordowe 24 proc. poparcia dla PSL muszą skłaniać do refleksji - sugeruje.

Zdaniem Szułdrzyńskiego okupacja PKW, gorące dyskusje i zapowiadane protesty to dopiero początek. "Nie łudźmy się, że wyroki sądów coś tu zmienią, tak samo jak smoleńskiej wojny nie zakończył raport Jerzego Millera" - kwituje.

Stało się. Mamy kolejny, ważny podział polskiego społeczeństwa [BLOG]

Więcej o: