Lawina kościelnych "rozwodów". Ogórek: Kościół musi nadążać za zmianami

Stwierdzenie nieważności małżeństwa to żmudny proces, jednak decyduje się go przejść coraz więcej Polaków. - Doskwiera im brak możliwości uczestniczenia w życiu Kościoła po rozstaniu z małżonkiem - tłumaczy dr Magdalena Ogórek.

Lawinowo rośnie liczba wniosków do kościelnych sądów o stwierdzenie nieważności małżeństwa - w 2013 r. w Polsce złożono ich prawie 15 tys. - podaje "Dziennik Polski". Ks. dr Zbigniew Rapacz uważa, że pośrednią przyczyną "rozwodów" jest emigracja zarobkowa Polaków, która niszczy więzi rodzinne.

Historyk kościoła dr Magdalena Ogórek zauważa, że chodzi o rozszerzenie listy kryteriów, które umożliwiają stwierdzenie nieważności, o wolę, a właściwie jej brak podczas zawierania małżeństwa. - Jednak dla wielu par, które deklarowały wiarę katolicką, określenie, że ich wybór był nieważny, jest bardzo trudnym procesem - mówi.

Małżeństwa udziela sobie para

- Jak to jest, że o trwałym i nierozerwalnym małżeństwie mówimy w sądzie kościelnym, że nigdy nie istniało? - pytała Zuzanna Radzik z "Tygodnika Powszechnego" i tłumaczyła: - Małżeństwo to nie są wspólne dzieci, łóżko, ślub i wesele. Małżeństwo oznacza, że dwie osoby wiedziały, co sobie obiecują i wyraziły wolę życia razem przez całe życie.

Podkreśliła jednocześnie, że często zawiera się małżeństwa pod presją rodziców czy księdza, który grozi, że nie ochrzci dziecka. - Nie rozumiemy fundamentalnego założenia, że małżeństwa udzielają sobie dwie osoby - dodała.

Wyłączenie z życia Kościoła

- Ogromny problem mają osoby, które żyją w kolejnych, niesakramentalnych związkach, dalej czynnie uczestniczą w życiu Kościoła, ale nie mogą np. przystąpić do komunii - stwierdziła Ogórek.

Jej zdaniem duża ilość unieważnień wynika z tego, że wielu osobom doskwiera brak możliwości korzystania z życia kościelnego.

Teolog przypomniała również o niemieckim episkopacie, którzy zaproponował, by w przypadku par w niesakramentalnym związku biskup diecezjalny podejmował decyzję, czy rodzina może brać udział w obrzędach. - Gdyby u nas wprowadzono taką ulgę, to nie wiem, czy mielibyśmy taki wysyp unieważnień - dodała.

Radzik przypomniała, że osoby szukające możliwości często są już po rozwodach cywilnych i od lat żyją w kolejnych związkach. - Szkoda, że nie przychodzą z tym od razu - zauważyła.

Co łaska

Ekspertki poruszyły też temat wydatków na kościelną procedurę. Publicystka "TP" przypomniała, że pokutuje przekonanie, że "kto ma kasę, ten ma większą szansę na unieważnienie". - Papież nie bez przyczyny zwrócił uwagę na kwestie nadużyć wysokiego urzędnika. To jest tak - wiemy, że pogrzeb należy się każdemu, ale ktoś powie, że trzeba zanieść kopertę. Ta zła sława kroczy za unieważnianiem małżeństw kościelnych - powiedziała Ogórek i dodała, że w województwie mazowieckim średnio trzeba zapłacić ok. 2200 zł, a najdrożsi prawnicy inkasują nawet po kilkanaście tysięcy.

Teolog wyraziła nadzieję, że Watykan "odczaruje złe słowa i naleciałości".

Papież na współczesne problemy

- Kościół instytucjonalny i duchowy - żeby nie wypaść z roli kulturotwórczej - musi nadążyć za zmianami w przestrzeni duchowej. Papież Franciszek swoim pontyfikatem pokazał, że jest papieżem na współczesne problemy Kościoła - oceniła Ogórek.

- Wpadamy we Franciszkomanię - oponowała Radzik. - Te przepisy prawa kanonicznego zmieniły się w 1983 roku, ale nie nadążają za świadomością. Rocznie pojawia się 15 tys. wniosków i trend jest wzrostowy. To dobrze, ludzie zaczynają szukać drogi dla siebie - podsumowała.

Więcej o: