Giertych: Powinniśmy zatrzymać Polańskiego. W Polsce nikt nie wypuściłby sprawcy gwałtu na 13-latce [U LISA]

Nie cichną echa wizyty Romana Polańskiego w Warszawie i wywołanego nią wniosku USA o aresztowanie reżysera. - W Polsce nikt nigdy nie wypuściłby za kaucją sprawcy gwałtu na 13-letniej dziewczynce - przekonywał w programie ?Tomasz Lis na żywo? w TVP2 Roman Giertych. - Nie miałabym odwagi powiedzieć: tak, powinniśmy wydać - oponowała Ewa Wanat.

Przypomnijmy: w zeszłym tygodniu władze USA wystąpiły do Polski o aresztowanie 80-letniego dziś Polańskiego, który formalnie jest poszukiwany przez Interpol i objęty międzynarodowym nakazem poszukiwania w celu aresztowania i ekstradycji. W 1977 r. reżyser został zaocznie uznany przez sąd w Los Angeles za winnego uprawiania seksu z nieletnią Samanthą Gailey (obecnie Geimer). Przed ogłoszeniem wyroku potajemnie opuścił USA, obawiając się, że sędzia nie dotrzyma warunków zawartej z nim ugody.

USA skierowały wniosek w związku z informacją, że Polański przybył do Warszawy na uroczystość otwarcia Muzeum Historii Żydów Polskich.

"W USA jest inaczej: możesz wyjść za kaucją, ale jeśli uciekniesz..."

- Oczywiście powinno się go wydać Amerykanom z kilku zasadniczych powodów. Ci, którzy go bronią, podkreślają, że pogodził się z ofiarą, że mu wybaczyła - tłumaczył Roman Giertych. - Otóż Polska jest jednym z tych krajów, który zdecydował się na to, żeby gwałt był ścigany z urzędu, bo bywają takie sytuacje, iż ktoś, kto ma milion dolarów, unika kary i dogaduje się z ofiarą finansowo. Nie może być tak, że ten, kto może zapłacić ofierze gwałtu, jest bezkarny. Ten argument, że Polański pogodził się z ofiarą, powinien w ogóle zniknąć z tej sprawy - przekonywał gość Tomasza Lisa.

- Trzeba też pamiętać o różnicy w prawie: w Polsce nikt nigdy nie wypuściłby za kaucją sprawcy gwałtu na 13-letniej dziewczynce. W naszym kraju taki człowiek zostałby natychmiast aresztowany i do momentu usłyszenia wyroku nie miałby prawa wyjść na wolność. System amerykański jest inny: możesz wyjść za kaucją, ale jeśli uciekniesz, będziemy cię ścigać do końca twojego życia - mówił mecenas.

Giertych przekonywał też, iż nieprawdę jest, że sprawa Polańskiego uległa w Polsce przedawnieniu. Zdaniem mecenasa na mocy umowy międzynarodowej ten czyn przedawni się w naszym kraju dopiero wtedy, gdy stanie się to w Ameryce. - W takiej sytuacji, gdy USA wysłały nam formalny wniosek, myśmy złamali tę umowę. Powinniśmy go zatrzymać i przekazać tę sprawę do decyzji sądu, a przynajmniej zakazać mu opuszczania kraju - podkreślił b. minister.

"Nie miałabym odwagi powiedzieć: tak, powinniśmy go teraz wydać"

- W przypadku Polańskiego mimo upływu lat nie zniknęło meritum sprawy, bo na to patrzą inne ofiary przemocy seksualnej oraz jej sprawcy. Jeżeli ci, którzy teraz dopuszczają się przemocy seksualnej, molestowania czy gwałtu, słyszą taką dyskusję, którzy są autorytetami bronią Polańskiego... - przekonywała Ewa Wanat. - Ja to trochę rozumiem, ale abstrahując od Polańskiego, inni sprawcy przemocy mogę mieć poczucie, że można zgwałcić 13-letnią dziewczynkę i są ku temu jakieś okoliczności łagodzące - zaznaczyła.

Dziennikarka dodała też, że jej zdaniem przemoc seksualna oraz przemoc wobec dzieci nie powinny ulegać przedawnieniu; często jest tak, że ofiary dopiero po latach znajdują w sobie dość siły, by dochodzić swoich praw.

Wanat zgodziła się jednak z poglądem, że reżyser już odbył swoją pokutę, przez lata żyjąc jako osoba ścigana i napiętnowana. - Nie miałabym w tej chwili odwagi powiedzieć: tak, powinniśmy go teraz wydać - przyznała.

"Meritum sprawy już dawno zniknęło w medialnym i politycznym show"

Innego zdania był pisarz Janusz Głowacki. - Nie wiem, czy pamiętamy o tym, że w USA, które polują na Polańskiego tak, jakby był zbrodniarzem wojennym albo szefem gangu narkotykowego, wybiera się sędziów i prokuratorów. Np. sędzia ze stanu Kalifornia nie miałby najmniejszej szansy znaleźć się na pierwszych stronach gazet, gdyby nie to, że jest taka sprawa: Roman Polański. Złapać go, potem powiesić jego głowę w gabinecie - mówił.

- Coś takiego jest, że w Polsce z jednej strony demonstruje się nieskazitelność moralną, a tam - straszliwe wzmożenie moralne. Ono polega na tym... Boże, o czym my mówimy, to było prawie 40 lat temu, to jest zupełnie inny człowiek. Nie ma już o czym mówić, meritum sprawy już dawno zniknęło w medialnym i politycznym show - przekonywał Głowacki.

Pisarz odniósł się też emocjonalnie do wypowiedzi Ewy Wanat. - Nie wiem, dlaczego pani wygłosiła taką przemowę na temat ofiar... Jaki to ma, na litość boską, związek z Polańskim? Jeżeli pani mówi, że trzeba go napiętnować, jeżeli wierzy, że koniecznie trzeba go wsadzić do więzienia, aresztować, skatować, może jeszcze ściąć mu głowę... Czy dla sprawy nie jest wystarczające to całe piekło, które toczy się wobec niego również przy udziale pani czy panów mecenasów... - nie dawał sobie przerwać pisarz.

Głowacki zakwestionował też użycie słowa "gwałt" wobec przypadku Samanthy Geimer. Chodzi mi o to, czy to należy zakwalifikować jako wykorzystanie seksualnie czy gwałt. I jeszcze jedno: czy Polański został w ogóle skazany? Jest jakiś wyrok w tej sprawie? - próbował tłumaczyć reżysera. Jego wypowiedź wielokrotnie przerywali Wanat i Giertych, którzy chcieli wiedzieć, co oznaczają jego wątpliwości i dlaczego kwestionuje ten termin.

"W Polsce nie przedawniają się tylko zbrodnie przeciwko ludzkości"

- Takie postawienie sprawy zabija tę dyskusję, bo nikt z nas jak tutaj siedzimy nie uważa, że można rozgrzeszyć Polańskiego, że są okoliczności łagodzące. To jest pytanie o filozofię prawa: w Polsce uważamy, że jeśli od jakiegoś zdarzenia upłynął taki, a nie inny czas, to wtedy ten człowiek nie powinien być ścigany - mówił w odpowiedzi do słów poprzedników senator i prawnik Aleksander Pociej.

- To oczywiście nie oznacza, że powinno mu się wybaczyć. Ale w naszym kraju nie przedawniają się tylko zbrodnie przeciwko ludzkości - przekonywał gość Tomasza Lisa.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: