Ma 89 lat, choruje, z trudem się porusza. Ale trafiła na listę wyborczą KNP. "W głowie się nie mieści"

"Schorowana kobieta znalazła się na liście wyborczej KW Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikke. Jest po trepanacji czaszki i nie wychodzi z domu, nieświadomie podpisała zgodę na kandydowanie" - donosi "Dziennik Łódzki", pisząc o bulwersującej sprawie pani Ireny Dziekan ze Skierniewic.

Kiedy kobieta usłyszała od dziennikarzy, że jej nazwisko znajduje się na skierniewickiej liście kandydatów do Rady Miasta, bardzo się zdziwiła.

- Jestem schorowana, ledwo chodzę i nie zamierzam kandydować do żadnej rady. A już na pewno nie z partii Korwin-Mikkego - mówiła " Dziennikowi Łódzkiemu ". Szybko okazało się, że 89-letnia Dziekan na listę wpisała się sama, ale nie do końca świadomie - sądziła bowiem, że na prośbę koleżanki podpisuje jedynie listę poparcia dla jednego z lokalnych kandydatów - Tomasza Słowińskiego z Nowej Prawicy.

Słowiński przekonywał jednak w rozmowie telefonicznej z dziennikarzami, że nie ma sobie nic do zarzucenia, bo "pani Irena zgodziła się kandydować na radną i podpisała stosowną zgodę".

Kwestia parytetów?

Wedle gazety obecność 89-latki na liście wyborczej Słowiński tłumaczył... parytetami. "Wszystkie komitety spotykają się z problemem parytetu w wyborach, dlatego również my szukaliśmy kobiet na nasze listy, które mają ugruntowaną pozycję społeczną i dobrą opinię wśród mieszkańców Skierniewic. (...) Pani Irena (...) wspierała nas dobrym słowem i dlatego została poproszona o wsparcie naszych list jako kandydatka" - napisał Słowiński w liście do redakcji.

Na szczęście po interwencji dziennikarzy sprawa została wyjaśniona: kandydat KNP odwiedził panią Dziekan, omówił z nią nieporozumienie i przyjął od "kandydatki mimo woli" podpisaną przez niąd rezygnację z kandydowania.

Dyrektor skierniewickiej delegatury Krajowej Komisji Wyborczej Wanda Lebioda, którą "Dziennik Łódzki" poprosił o komentarz, powiedziała krótko: "W głowie się to nie mieści". I trudno się z tym komentarzem nie zgodzić...

Fałszerstwa i martwe dusze

Warto jednak pamiętać, że podobnych, ale znacznie bardziej bulwersujących historii jest znacznie więcej. O ile bowiem w przypadku pani Dziekan mogło dojść do pomyłki czy nieporozumienia, o tyle np. w Szczecinie wyjaśnianiem "zaskakujących" nazwisk figurujących na listach musiała zająć się prokuratura.

Przypomnijmy, że na dokumentach dostarczonych przez komitet Twojego Ruchu Miejskiej Komisji Wyborczej miały znajdować się dane osobowe i podpisy kilku nieżyjących osób. Fałszerstwa odkryto podczas weryfikacji dokumentacji wyborczej w MKW. Jako pierwsze poinformowało o tym Radio Szczecin. W grę wchodziły również innego rodzaju uchybienia - wpisywanie na listy poparcia osób, które na to nie wyraziły zgody. Oprócz kradzieży danych ktoś podrabiał podpisy - w portalu Gazeta.pl pisaliśmy o tej sprawie na początku października.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Lubisz aplikację Gazeta.pl LIVE? Zagłosuj na nas!

Więcej o: