Współtwórca Straży Miejskiej: Wykazuje wybujałe ambicje, że chciałaby zwalczać "wielką" przestępczość

- My w Polsce bardzo nie lubimy, gdy ktoś pilnuje porządku i pilnuje nas - mówi prof. Jan Widacki, prawnik i jeden ze współtwórców ustawy, która w 1991 powołała do życia straż miejską. I pomimo kolejnej fali oburzenia na strażników, twierdzi, że z perspektywy lat ta formacja się sprawdziła.

Michał Fal, Gazeta.pl: Jeden z wywiadów z panem zatytułowany jest "Wymyśliłem straż miejską". Czy może pan opowiedzieć o tym, jak wyglądało to "wymyślanie"?

Prof. Jan Widacki*: W czasie transformacji ustrojowej byłem ekspertem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego przygotowującym projekty ustaw policyjnych. Nie uważam się oczywiście za jedynego autora, jestem współautorem, pracowaliśmy w szerszym gronie i to była wspólna koncepcja. Przygotowywaliśmy reformę policji i w duchu standardów europejskich doszliśmy do przekonania, że powinna powstać formacja policyjna podległa samorządowi. Taka służba w różnych krajach nosi różne nazwy - policja municypalna, policja miejska, myśmy wymyślili określenie "straż miejska".

Czy prace nad powołaniem takiej formacji wzbudzały wówczas kontrowersje?

- Prace toczyły się raczej w warunkach konsensusu. Nie mieliśmy wątpliwości, że taka formacja powinna była powstać. Wzorowaliśmy się na innych krajach. Początkowo w ustawie o policji nową formację zdefiniowano jako "straż miejską", a w 1997 roku powstała osobna ustawa o "strażach gminnych".

Jak widzieliście wówczas zadania tej formacji?

- Miała to być formacja przeznaczona do zajmowania się drobnymi naruszeniami porządku, które są jednak dla mieszkańców uciążliwe i kłopotliwe. Oczywiście można powiedzieć, że te same zadania można powierzyć policji

No właśnie, to jeden z częstych zarzutów wobec straży miejskiej.

- Tylko że w takiej sytuacji istnieje obawa, że policja będzie w pierwszej kolejności realizować zadania priorytetowe, czyli związane z walką z najcięższą przestępczością, nie przykładając należytej uwagi do "drobnych" wykroczeń. I to do takich zadań właśnie powołana jest straż gminna.

Wróćmy do waszych prac z 1990 roku.

- Pisząc projekty ustaw, konsultowaliśmy się z innymi komisjami. Byliśmy w nieustannym kontakcie z komisją, która pracowała nad reformą samorządów, bo to trzeba było jakoś zgrać. Ponieważ do zadań samorządu gminnego należało zapewnienie porządku, to uważaliśmy, że do realizacji tego celu potrzebne są jakieś instrumenty. Takim instrumentem miała być właśnie straż gminna. To się trochę potem rozharmonizowało, bo do zadań gmin dopisano zapewnienie bezpieczeństwa, którego wcześniej tam nie było. Tymczasem straż gminna wciąż miała tylko kompetencje do ścigania naruszeń porządku. A pamiętajmy, że sfera bezpieczeństwa obejmuje także przestępstwa. I w tej chwili według mnie jest problem - bo albo trzeba zmienić ustawę o samorządzie, albo zmienić ustawę o strażach gminnych. Bo prezydent, burmistrz czy wójt, mając obowiązki w zakresie ochrony bezpieczeństwa, nie ma odpowiednich instrumentów do realizacji tych obowiązków.

Uważa pan, że straż miejska powinna mieć większe uprawnienia?

- Osobiście jestem temu przeciwny. Obserwując działania straży miejskiej w Krakowie, gdzie mieszkam, i przyglądając się kolejnym komendantom, miałem wrażenie, że bardzo często formacja ta wykazuje wybujałe ambicje, że chciałaby zwalczać "wielką" przestępczość.

To źle?

- Przecież oni nie są do tego przygotowani, nie takie jest ich zadanie. Proszę sobie wyobrazić - był w Krakowie taki komendant, bardzo ambitny, który chciał stworzyć w straży miejskiej oddział antyterrorystyczny... Mało tego - pamiętam, że za jego rządów straż miejska po cywilnemu fotografowała narkomanów przy kawiarni w rynku. To są przecież działania operacyjno-rozpoznawcze, którymi powinna zajmować się policja. Tak więc z jednej strony straż miejska chciałaby poszerzać sobie uprawnienia i zakres kompetencji, ale z drugiej strony, jeśli owe kompetencje miałyby się dublować z kompetencjami policji, to powstaje pytanie - po co w ogóle jest straż miejska?

No właśnie. Może błędem było tworzyć służbę, która z definicji przeznaczona jest tylko do mniej "prestiżowych" spraw. Wyobrażam sobie, że pracujący tam ludzie są skazani na poczucie niedowartościowania, że muszą być trudności z doborem odpowiednich kadr - bo kto zdolny i ambitny będzie chciał zajmować się tylko wypisywaniem mandatów?

- Ale musimy pamiętać, że ściganie wykroczeń jest równie ważnym zadaniem, co ściganie przestępczości zorganizowanej. Choć może mniej "efektownym". Jeśli nie będziemy reagować na drobne zakłócenia porządku, to za chwilę będą problemy z poważniejszymi przypadkami naruszenia prawa.

W modelu ochrony bezpieczeństwa i porządku każdy ma swoje miejsce - jeśli chodzi o bezpieczeństwo państwa, to jest przede wszystkim kompetencja ABW. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo powszechne, to jest głównie kompetencja policji. Jeżeli zaś mówimy o porządku publicznym, to leży on w rękach straży - nie tylko gminnych, ale wszelkich innych - granicznej, ochrony kolei, rybackiej, leśnej, łowieckiej. Tu każdy obszar działania jest ważny.

Dlaczego zatem straż miejska jest służbą raczej nielubianą przez Polaków? Skąd tyle nawoływań i petycji w sprawie jej likwidacji. Skąd referenda w tej sprawie w polskich miastach?

- No tak, Polacy nie lubią straży miejskiej, ale tak samo nie przepadają za kontrolą skarbową. Proszę pamiętać, że przeciętny Polak nie ma na co dzień do czynienia z policją kryminalną i jej działaniami, natomiast jak dostanie mandat za złe parkowanie, to dostanie go z rąk straży miejskiej. To zrozumiałe, że straż miejska ma wielu wrogów. Ktoś, kto źle zaparkował i dostał mandat, jest zapewne niezadowolony i się irytuje, bo uważa, że są poważniejsze sprawy, a strażnicy zajmują się akurat jego samochodem. No ale nie zapominajmy i o tym kimś, kto nie może wyjechać z garażu przez czyjeś źle zaparkowane auto. Po kogo dzwoni? Po straż miejską. Jest to służba niewdzięczna, bo w działaniu straży miejskiej "styk" funkcjonariusz - zwykły obywatel jest dość szeroki i dla karanych za wykroczenia dosyć uciążliwy. Natomiast nie ulega wątpliwości, że taka formacja jest potrzebna.

Czyli strażnicy są skazani na powszechną niechęć?

- Niestety tak. W ten sam sposób, w jaki urzędy skarbowe są skazane na niechęć. Bo nikt nie lubi płacić podatków.

Ale wobec straży miejskiej jest też chyba sporo całkiem merytorycznych zarzutów: słabe wyszkolenie, korupcja, brak profesjonalizmu.

- Na pewno strażnicy miejscy są słabiej wyszkoleni niż policjanci, ale myślę, że ich wyszkolenie jest adekwatne do zadań. Strażnik miejski nie musi umieć zabezpieczać miejsca zabójstwa, nie od tego jest.

Ale przydałoby się na przykład, żeby był sprawny fizycznie, by mógł kogoś dogonić. A chyba nie zawsze tak jest.

- Oczywiście. Ale myślę, że straże miejskie w różnych miastach bywają przygotowane gorzej lub lepiej. To zależy m.in. od tego, jak się straż podzieli zadaniami z policją, jakiego ta formacja ma komendanta, jakie są jego relacje z prezydentem czy burmistrzem. Jest cały szereg czynników. Zresztą proszę zauważyć, że choć nie ma obowiązku tworzenia straży miejskiej, to jednak straże są w 99 procentach gmin. To najlepszy dowód, że ta formacja jest potrzebna, że spełnia powierzone jej zadania.

Ale co najmniej w kilku miastach władze zlikwidowały straż miejską. I policja najwyraźniej radzi sobie z utrzymaniem porządku na ulicach.

- Ale to znów zależy od tego, czym w tym konkretnym miejscu zajmuje się policja. Jeśli nie ma do czynienia z poważniejszą przestępczością, to może się skutecznie zajmować ściganiem drobnych wykroczeń. Przypuszczam, że w mniejszych miastach tak może być. Natomiast nie wyobrażam sobie, żeby w dużych miastach policja z całą energią ścigała wykroczenia, bo funkcjonariusze mają poważniejsze zadania.

Czy po tych 25 latach od powołania straży gminnych jest pan zadowolony z efektów? Tak właśnie widzieliście wtedy tę formację?

- Myślę, że generalnie straż miejska się sprawdziła. Nierozwiązany jednak pozostaje problem, o którym już mówiłem, związany z kompetencjami - 25 lat temu samorząd gminny miał wśród swoich zadań zapewnianie porządku, dziś - także bezpieczeństwa. A straż miejska nie ma do tego odpowiednich uprawnień.

A jak skomentuje pan pojawiające się co jakiś czas w mediach czy sieci informacje o karygodnych zachowaniach strażników? One zawsze powodują ogromny wybuch niezadowolenia i kolejne żądania likwidacji tej formacji. Tak samo było po ujawnieniu nagrania ze Szczecinka .

- Rozumiem oburzenie, ale nie można na podstawie pojedynczych zdarzeń medialnych budować modelu funkcjonowania organów państwa, nie można zmieniać ustaw. To się z politycznych przyczyn czasem robi, ale to nie jest dobra praktyka. Oczywiście, wśród setek czy tysięcy podejmowanych codziennie interwencji straży gminnych trafiają się i takie, które zasługują na potępienie. I od tego jest prokuratura, sądy, policja i w końcu burmistrz, żeby się takimi sprawami zajmować.

Sądzi pan, że nie ma szans, by postrzeganie straży miejskiej przez Polaków się zmieniło?

- Uważam, że to jest kwestia poziomu społeczeństwa. Weźmy choćby USA - tam, jeśli jest przepis, że na autostradzie nie można z samochodu nic wyrzucać, to nikt nic nie wyrzuca. A jeśli już ktoś zobaczy, że inna osoba wyrzuca z auta pustą puszkę czy butelkę, to od razu dzwoni na policję. Tymczasem my w Polsce bardzo nie lubimy, gdy ktoś pilnuje porządku i pilnuje nas. W wielu innych krajach istnieje przekonanie, że o ten porządek należy dbać wspólnie. Tam na kogoś, kto źle zaparkuje samochód, szybko się donosi. A u nas ktoś, kto zostanie ukarany mandatem, cieszy się raczej współczuciem.

* Prof. Jan Widacki - prawnik, profesor nauk prawnych, dyplomata, z ramienia SLD poseł na Sejm VI kadencji. W czasie rządów Tadeusza Mazowieckiego został powołany na stanowisko wiceministra spraw wewnętrznych. Brał udział w pracach nad tzw. ustawami policyjnymi, które w czasie transformacji ustrojowej reformowały polską policję.

Zobacz też: Bulwersująca interwencja Straży Miejskiej w Szczecinku

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Lubisz aplikację Gazeta.pl LIVE? Zagłosuj na nas!

Więcej o: