Były proboszcz i jego partnerka skazani za fałszerstwo. Wyrok niski, bo... spłacają kredyt

Były proboszcz z Torunia i będąca jego partnerką nauczycielka zostali skazani na cztery miesiące więzienia w zawieszeniu. Oboje sfałszowali dokumenty potrzebne do zaciągnięcia kredytu - informuje ?Gazeta Pomorska?. - Ten proces przypomina inkwizycję - bronił się w sądzie duchowny.

Tadeusz P., były proboszcz z parafii na toruńskich Bielawach i Ewa P., nauczycielka i partnerka duchownego, stanęli przed sądem za fałszowanie dokumentów - podaje "Gazeta Pomorska" .

"Należność spłacana, bank nie poniósł szkody"

Były proboszcz sfałszował pieczątkę na zaświadczeniu z kurii o dochodach, które potrzebował wraz z partnerką do wzięcia kredytu. Choć prokurator domagał się bardziej surowego wyroku, skończyło się na karze czterech miesięcy więzienia w zawieszeniu i grzywnie.

Sędzia zauważył, że od księdza i nauczycielki należy oczekiwać wysokich standardów etycznych. Przyznał jednak, że szkodliwość społeczna popełnionego przez parę czynu była niewielka, bo ostatecznie kredyt otrzymali na podstawie innych dokumentów. - Należność spłacana jest regularnie, bank nie poniósł więc szkody - dodał sędzia.

"Ten proces przypomina inkwizycję"

Mimo groźby stosunkowo niskiego wyroku, były proboszcz twardo bronił się przed sądem. Nie przyznał się do winy, choć wcześniej uczynił to w prokuraturze. Jego zdaniem został zmuszony do tego przez kanclerza kurii. - Przebywałem wtedy w zamkniętym gospodarstwie rolnym, rodzaju kościelnego więzienia. Obiecano mi, że wyjdę stamtąd, gdy przyznam się do winy - tłumaczył.

- Kuria o wszystkim wiedziała. Ksiądz kanclerz chce moim kosztem coś ukryć. Ten proces przypomina inkwizycję, ale jest jeszcze bardziej perfidny - mówił duchowny.

Nauczycielka w kajdankach

Sprawa ciągnęła się od trzech lat. Wszystko przez to, że w uzasadnieniu pierwszego, niemal identycznego wyroku, wskazano pomyłkowo zbyt wysoką karę. Sąd apelacyjny nakazał powtórzyć proces, choć tylko częściowo, w kwestii wysokości kary.

Nauczycielka długo nie stawiała się na rozprawy, aż trafiła do aresztu. Do sądu doprowadzono ją w kajdankach.

Były proboszcz mieszka wraz z nauczycielką i ich wspólną córką. Jest suspendowany, czyli zawieszony w kościelnych obowiązkach.

Chcesz wiedzieć szybciej o zmianach w rządzie i wyborze nowego premiera? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: