Łukaszenka: "Jeśli Krym jest rosyjski, to trzeba oddać całą Rosję i Europę Kazachstanowi i Mongolii"

- Ludzie nie powinni ginąć. W żadnym przypadku nie możemy dopuścić do eskalacji konfliktu na Ukrainie - powiedział prezydent Aleksander Łukaszenka. Przy tym, za winnych wojnie uważa Wiktora Janukowycza i Zachód. Kolejny raz wyraził też gotowość wysłania swoich wojsk na Ukrainę, by "rozdzielić walczących".

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka powiedział w wywiadzie dla wielojęzycznego kanału informacyjnego Euronews , że eskalacji wojny na Ukrainie nie będzie, bo "w tej wojnie nie może być zwycięzców". Dodał, że kontynuacja konfliktu przyniesie szkodę każdej stronie.

"Białoruskie siły pokojowe" gotowe wyruszyć na Ukrainę?

Białoruski prezydent wyraził też chęć pomocy w zlikwidowaniu tego konfliktu. - Dla mnie to straszne, że Rosja nie wierzy Zachodowi, a Zachód Rosji - powiedział. - Jestem gotów użyć swoich sił zbrojnych, żeby rozdzielić walczące strony - dodał.

Na pytanie dziennikarza Sergio Cantone, czy ma na myśli udział białoruskich sił zbrojnych w roli misji pokojowej na południowym wschodzie Ukrainy, Łukaszenka odpowiedział: - Nie wiem jeszcze, jak będzie nazywać się ta misja, ale coś na kształt tego.

Łukaszenka dodał też, że stoi na stanowisku szybkiego zreformowania Ukrainy. Cantone spytał, czy ma na myśli federalizację. W odpowiedzi usłyszał: "być może".

Winny Janukowycz i Zachód

Łukaszenka jasno wskazał też winnych konfliktu na wschodniej Ukrainie. - Prezydent jest odpowiedzialny za pokój, stabilność i bezpieczeństwo w państwie. To Janukowycz jest winny za to, co się stało. Nie przedsięwziął wszystkich środków zapisanych w Konstytucji, by zachować bezpieczeństwo narodu ukraińskiego - mówił.

Zauważył też, że w kontynuacji wojny swoje interesy mają międzynarodowe siły, które są bardzo wpływowe, a "szukać ich trzeba na zachód od granic Ukrainy". - To nie Ukraińcy walczą przeciw Ukraińcom, i nie Rosjanie. Ich rękami walczą wielkie światowe siły - mówił.

- Amerykanie już oświadczali, że na demokrację w Ukrainie wydali już 5 miliardów dolarów. Jak to rozumieć? - pytał. Prezydent podkreślił też, że jeśli konflikt się przedłuży, to będzie to oznaczać poważne konsekwencje dla Europy i dla całego świata.

Specjalne obozy dla bojowników na południu Białorusi

Łukaszenka zaznaczył, że dla niego wydarzenia na Majdanie były przewrotem państwowym. Gdyby protesty się nie odbyły, według białoruskiego prezydenta, zmiany i tak by nadeszły, ale pokojowo.

- A co się zmieniło po "spontanicznych wydarzeniach" na Majdanie? Nic się nie zmieniło - mówił. - Wśród przywódców Majdanu byli ludzie motywowani politycznie, chcący zagarnąć władzę. Bądźmy szczerzy, na Ukrainie jest 45 milionów ludzi. Chcecie mi wmówić, że na Majdanie pojawiła się większość? To była mniejszość, która zagarnęła władzę od tchórzy niepotrafiących obronić ani państwa, ani narodu - dodał.

Powiedział też, że na Majdanie walczyli szkoleni specjalnie bojownicy. - Wiemy, kim są sponsorzy, którzy przygotowują bojowników. Na Majdan przyszli ludzie, z których część była przygotowana w ukraińskich obozach operacyjnych. Wiem, o czym mówię, bo podobne obozy były stworzone na południu Białorusi, koło granicy z Ukrainą - dodał.

Wywiad z prezydentem Łukaszenką dostępny w całości po rosyjsku:

 

"Może wrócimy do czasów panowania mongolsko-tatarskiego?"

Na koniec wyraził też jasno swoje stanowisko w kwestii aneksji Krymu. - Nie chcieliśmy rozpadu ukraińskiego państwa. Tu wielu ludzi mówi, że Krym niegdyś niesprawiedliwie przeszedł w ukraińskie ręce, że to rosyjskie terytorium. Ale to nieprawidłowe podejście - powiedział.

- Może wrócimy w takim razie do czasów panowania mongolsko-tatarskiego? Wtedy należałoby oddać Kazachstanowi i Mongolii praktycznie całe terytorium Rosji, zachodniej i wschodniej Europy. Oprócz Białorusi, bo nas nie tknęli - tłumaczył.

- Nie można sobie przerysowywać granic. Przecież przyjęliśmy bardzo dużo międzynarodowych aktów prawnych, które ustalają stabilność granic. Tak nie można - dodał.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: