"Suwaka" nie będzie. PO przestraszyła się kobiet na listach wyborczych

Ustawa "suwakowa", która miała promować kobiety w polityce, utknęła w sejmowej zamrażarce - podaje "Rzeczpospolita". Problemem są nie tylko nieścisłości prawne w projekcie, ale też niechęć posłów i - co zaskakuje - posłanek PO.

W 2010 r. wprowadzono zasadę, że 35 proc. kobiet na listach wyborczych zarezerwowanych jest dla kobiet. Okazało się jednak, że mimo tego rozwiązania liczba parlamentarzystek nie wzrosła znacząco. Środowiska kobiece wyszły więc z propozycją "suwaka", czyli naprzemiennego umieszczania na listach kobiet i mężczyzn.

Posłowie sceptyczni, posłanki nie chcą konkurencji

Jeszcze wiosną Donald Tusk zapowiadał, że sprawa jest "rozstrzygnięta" i ustawa niebawem wejdzie w życie. Zdaniem "Rzeczpospolitej" dziś to wątpliwe.

Projekt ma wady, które mogą uniemożliwić dalsze nad nim prace, w dodatku niektórzy wskazują na jego niekonstytucyjność. Ustawie niechętni są też posłowie PO, którzy przewidują problemy z układaniem list wyborczych na nowych warunkach.

Paradoksalnie do "suwaka" sceptycznie podchodzą też niektóre posłanki - obawiają się, że przybędzie im konkurencji. W rezultacie projekt trafił do sejmowej zamrażarki, choć na jego uchwalenie jest coraz mniej czasu - zmian w prawie wyborczym można dokonywać najpóźniej pół roku przed wyborami.

Cały artykuł w "Rzeczpospolitej".

Więcej o: