"Unijni politycy są jak hipopotamy w balecie". "The Economist" o wyborze Tuska i Mogherini

"Sposób, w jaki w Unii Europejskiej rozdziela się najwyższe stanowiska, bywa porównywany do delikatnego tańca. Jednak w swej nieporadności przypomina raczej piruety hipopotamów" - pisze "The Economist". Tygodnik analizuje m.in. wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Jego zdaniem polski premier ma spore ambicje i niezbyt przystaje do swej funkcji.

"Sposób, w jaki w Unii Europejskiej rozdziela się najwyższe stanowiska, bywa porównywany do delikatnego tańca. Jednak w swej nieporadności przypomina raczej piruety hipopotamów z disneyowskiej 'Fantazji'" - pisze "The Economist" .

Tusk i Mogherini stanowiska zawdzięczają unijnym układankom?

Brytyjski tygodnik analizuje nominacje Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej i Federiki Mogherini na szefową unijnej dyplomacji. Oba stanowiska, wprowadzone w Traktacie lizbońskim pięć lat temu, miały usprawnić podejmowanie decyzji w Unii. Czytamy jednak, że kiedy przychodziło do ich obsadzenia, zamiast pytań o realne kompetencje skupiano się raczej na wypełnianiu zbędnych biurokratycznych procedur.

To właśnie dzięki nim stanowiska dostali Tusk i Mogherini - przekonuje "The Economist". Bo niemal od początku wiadomo było, że co najmniej jedno stanowisko musi przypadać kobiecie, a jedno zarezerwowane jest dla socjaldemokratów.

Tusk? Trudno interpretować

Jak poradzi sobie ten duet? - pyta tygodnik. "Mogherini jest zanurzona w polityce zagranicznej od lat, ale swój urząd piastuje dopiero sześć miesięcy. Mianując ją, przywódcy państw zachodnich przewrotnie dają znak, jak zazdrośnie zamierzają bronić własnych prerogatyw w polityce zagranicznej" - czytamy. Dlatego Mogherini zdaniem tygodnika będzie mogła zająć się "drugorzędnymi" kwestiami, które zbytnio nie dzielą Unii: reformą europejskiego korpusu dyplomatycznego, Bałkanami czy redefiniowaniem długofalowej strategii unijnej względem wschodnich i południowych sąsiadów.

Według "The Economist" trudniej interpretować powołanie Tuska. Bo choć jako szef RE ma budować mosty ponad podziałami wewnątrz Unii, "w przeciwieństwie do poprzednika nie jest typem budowniczego konsensusu". Tygodnik zauważa, że w drodze na szczyty polskiej polityki musiał pokonać wielu przeciwników.

Tusk nie zadowoli się rolą administratora na zapleczu"

"Poświęcając rolę przywódcy dużego europejskiego kraju, nie zadowoli się rolą administratora na zapleczu" - czytamy. Może więc szukać bardziej wpływowej roli w polityce zagranicznej niż jego poprzednik, co będzie oznaczać ścisłą współpracę z Mogherini. "Wymowne, że nie wahał się przed przyjęciem europejskiego stanowiska" - wskazuje "The Economist".

Tygodnik przedstawia też ostatnie kadrowe roszady w Unii z szerszej perspektywy. Choć sukcesy eurosceptyków w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego jasno pokazały niezadowolenie wyborców, na szefa Komisji Europejskiej właśnie wybrano przedstawiciela starej szkoły europejskiej biurokracji Jeana-Claude'a Junckera. A w obliczu rosyjskich zapędów na Ukrainie jako szefową unijnej dyplomacji obsadzono Mogherini, w Polsce oskarżaną o prorosyjskie sympatie.

"I znów mamy hipopotamy w baletowych spódniczkach"

Zdaniem "The Economist" te dziwne ruchy stają się bardziej zrozumiałe, jeśli spojrzeć na kłopoty Unii: wewnętrzne, czyli kryzys gospodarczy, i zewnętrzne, czyli kłopoty z Rosją. Paradoksalnie sprawiają one, że UE nie potrzebuje silnego przywództwa, zresztą kryzys w strefie euro osłabił europejskie instytucje kosztem głów państw i to one reagowały na sytuację na Ukrainie.

"W złożonej organizacji, takiej jak UE, osiągnięcia powstają dzięki kompromisom, a te mają swoją cenę. I znów mamy hipopotamy tańczące w baletowych spódniczkach" - kwituje "The Economist".

Cały tekst na stronach "The Economist" >>>

Więcej o: