"Platforma wierzyła w geniusz wodza. A wódz rzucił wyzwanie własnej armii". Baczyński i Paradowska o Tusku

Donald Tusk, wyjeżdżając do Brukseli, przerwał polityczną wojnę pozycyjną i poderwał do walki siedzące w okopach PO i PiS - przekonują w "Polityce" Janina Paradowska i Jerzy Baczyński. Ich zdaniem partia rządząca polega na "geniuszu swojego wodza". "Nikt się nie spodziewał, że wódz rzuci wyzwanie także własnej armii" - zauważają.

W najnowszej "Polityce" Janina Paradowska i Jerzy Baczyński piszą o sytuacji na polskiej scenie politycznej po wyborze Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Zauważają, że to najwyższe europejskie stanowisko, jakie dotychczas sprawował Polak. "Są chwile, kiedy nie trzeba bać się odrobiny patosu. Przy naszej mocno strywializowanej polityce taka chwila oddechu jest obywatelom bardzo potrzebna" - wskazują.

"Wielka wojna ojczyźniana powinna rozegrać się do końca"

Publicyści podkreślają, że wcześniej sceptycznie odnosili się do pomysłu wyjazdu Tuska do Brukseli. Ich zdaniem u progu wielomiesięcznej kampanii przed wyborczym maratonem premier nie powinien opuszczać kraju, a "wielka wojna ojczyźniana między PO i PiS powinna rozegrać się do końca".

"Nie po to przez niemal dekadę toczył walkę o rząd polskich dusz z Jarosławem Kaczyńskim, aby teraz, przed finałem, oddawać pole. Jednak Donald Tusk nie po raz pierwszy pokazał, że 'lubi zaskakiwać', że kierując się własną intuicją i kalkulacją, potrafi wybrać opcje podwyższonego ryzyka" - piszą Paradowska i Baczyński.

"PiS-owi wyrwano spod nóg jednocześnie dwa dywaniki"

Zdaniem publicystów "Polityki" polska polityka znalazła się w fazie wojny pozycyjnej. PO i PiS okopały się, choć opozycja ostatnio zdobywała teren, a Platforma wydaje się ospała i przekonana o geniuszu wodza, który poprowadzi ją do zwycięstwa. Jednak "nikt się nie spodziewał, że wódz rzuci wyzwanie także własnej armii". Tusk, wybierając Brukselę, przywrócił swojej armii inicjatywę i usunął "sprzed luf przeciwników dobrze wstrzelane cele". Jednocześnie postawił ją przed sporym wyzwaniem, pozbawiając mocnego przywództwa.

"PiS znalazło się w sytuacji osoby, której wyrwano spod nóg jednocześnie dwa dywaniki" - przekonują Paradowska i Baczyński. Platforma dzięki niedawnemu prosocjalnemu wystąpieniu Tuska miała bowiem przejąć PiS-owskie hasło Polski solidarnej. Znika również sam Tusk jako "zasadniczy i jedyny punkt odniesienia dla latami budowanych strategii". W tej sytuacji, zdaniem publicystów "Polityki", PiS dało "pokaz bezradności", a nawet "na moment ogłupiało".

"Nie ma nic gorszego jak nieustanne spekulacje"

Publicyści przyznają, że polskiej polityce brakować będzie filara, jaki stanowił dla niej Tusk. Niebawem jednak wszyscy gracze otrząsną się z szoku po decyzji premiera i zaczną na nowo tworzyć polityczne układanki. Jednak, zdaniem Paradowskiej i Baczyńskiego, nie sposób dziś przewidzieć, jak będą one wyglądały. "Niewiele wiemy o reakcji opinii publicznej na wybór Tuska: czy pomaga on PO, czy też to dezercja na wygodną posadkę w Brukseli?" - piszą.

Na razie czekamy na wybór nowego premiera, co zdaniem "Polityki" powinno nastąpić możliwie szybko. "Nie ma nic gorszego w czasach stabloidyzowanej polityki jak nieustanne spekulacje. A tu spirala już się nakręca" - ostrzegają publicyści.

Cały komentarz w najnowszej "Polityce".

Więcej o: