"Boję się, że Tusk będzie 3 dni w tygodniu spędzał w Polsce, zajmując się lokalnymi sprawami. W PO widać strach, że ją osieroci"

W Polsce dużo osób cieszy się tak z wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, jakby Wałęsa dostał drugiego Nobla. A przecież my dziś tak naprawdę nie wiemy, czy to będzie sukces czy nie - mówił w radiu TOK FM Paweł Kowal. Europoseł kreślił możliwe optymistyczne i pesymistyczne scenariusze.

- Odkorkował pan szampana po tym, jak Donald Tusk został przewodniczącym Rady Europejskiej? - pytał na wstępie swojego gościa Piotr Najsztub. - Ucieszyłem się, pogratulowałem mu, ale staram się mieć do tego takie anglosaskie podejście. W Polsce za dużo osób potraktowało to tak, jakby Wałęsa dostał drugiego Nobla. A trzeba na to stanowisko patrzeć przez pryzmat zadań - odparł Paweł Kowal. Europoseł zaznaczył, że jeszcze za wcześnie na oceny, czy ten wybór okaże się sukcesem czy nie.

Tusk dobrym rejentem UE?

- Wszyscy podświadomie zakładamy, że już odniesiono mniejszy lub większy sukces. A lepiej zapytać, jakie są warianty sukcesu? - mówił Kowal. Jak stwierdził, pierwszy scenariusz to taki, w którym Tusk sprawdza się jako "rejent Unii Europejskiej". - Wcale nie jest tak łatwo wszystkich tych ludzi pogodzić, sprawić, by się dogadali, spisać ich ustalenia. Ważne będzie, czy Donald Tusk okaże się dobrym administratorem tego gremium. Kobiety, mężczyźni, różne kultury, różne partie polityczne, ich otoczenia - trzeba będzie pogodzić wiele interesów. A jeżeli jeszcze politycznie wykorzysta to stanowisko, to dopiero będzie sukces - stwierdził Kowal.

Jak zaznaczył, Rada Europejska ma wyznaczyć kierunek Unii, a przewodniczący nie może sam z siebie za dużo narzucić. - Ale jeśli jest sprytny i umie być dobrym psychologiem, potrafi z każdym dwa słowa zamienić i okazać zaufanie, wysłuchać, może mieć duże osiągnięcia - mówił Kowal. Dodał, że jednym z pól działania może być forsowanie unii energetycznej, własnego pomysłu Tuska. - Wcześniej krytykowałem tę wizję, a teraz właściwie zmieniam zdanie. Z tej pozycji szefa Rady będzie miał możliwość działać w tej sprawie - stwierdził Kowal.

"Żeby komuś w PO nie przyszło do głowy..."

Kowal zwrócił uwagę również na możliwe negatywne scenariusze. - Boję się, że komuś w PO przyjdzie do głowy, że Donald Tusk nie może zostawić partii osieroconej i będzie 3 dni w tygodniu spędzać w Polsce, zajmując się sprawami lokalnymi. Albo komuś przyjdzie do głowy, żeby jeździł po powiatach i robił kampanię samorządową. Widzę, że w Platformie ciągle jest taki strach, że on tu się musi nami nadal zajmować, i to przyznam mnie niepokoi - wyznał Kowal. Stwierdził, że Tusk musi od początku jasno ustalić w tej kwestii priorytety. - W Europie jest tak, że nikt nic nie powie, ale wszyscy to zauważą. Widziałem kilka osób z różnych partii, które właśnie tak obciachowo się zachowywały - mówił w rozmowie z Piotrem Najsztubem.

Zaznaczał, że Tusk będzie miał na nowym stanowisku pełne ręce roboty i po prostu nie będzie miał czasu zajmować się sprawami krajowymi. - Będzie czytał raporty dotyczące działania wszystkich obszarów Unii. Będzie musiał nauczyć się np. rolnictwa, w Polsce o rolnictwie wypowiada się tylko odpowiedni minister, w Europie tak nie ma, rolnictwo jest jednym z najważniejszych tematów. Do tego jeszcze wszystkie tajne informacje dotyczące Unii. On będzie miał dostęp w wiele bardzo poważnych kwestii. Będzie musiał reprezentować Unię na świecie - wyliczał europoseł.

Ma rządzić, a nie robić testy z gramatyki

Kowala rozzłościły komentarze dotyczące umiejętności językowych premiera. - Co to w ogóle za pomysł, żeby przepytywać go publicznie ze znajomości języków? Jest premierem Polski, ma mocny mandat potwierdzony przez 28 przywódców państw - to się liczy. Ma mandat polityczny, a nie do tego, żeby uczyć języka czy robić testy z gramatyki - irytował się europoseł. Dodał, że było i jest wielu znaczących polityków europejskich, którzy mówili tylko w swoim języku i to nie stanowiło żadnego problemu.

Więcej o: