Doznał zawału, nie zgodził się na operację. Dziś leży w śpiączce. Zmuszać do leczenia? "Nie. To kwestia niewiedzy"

Po rozległym zawale 63-letni lublinianin nie zgodził się na operację tętnicy. Lekarze musieli zrezygnować z zabiegu - tak stanowi prawo. Następnego dnia mężczyzna dostał wylewu i może umrzeć. Czy należy zmuszać do leczenia, by zapobiec takim tragediom? Prof. Paweł Łuków, etyk z UW, przekonuje, że nie. - To efekt niewiedzy i zacietrzewienia - mówi. I tych efektów może być coraz więcej.

63-latek z Lublina z rozległym zawałem serca trafił do szpitala . Kardiolodzy stwierdzili, że niezbędne jest udrożnienie tętnicy. Ku ich zdziwieniu pacjent nie zgodził się na operację. Nie przekonała go nawet poproszona o interwencję żona. Medycy zrezygnowali więc z zabiegu, a dzień później mężczyzna doznał wylewu. Teraz leży w śpiączce.

Prof. Paweł Łuków, bioetyk z UW, zaznacza w rozmowie z Tokfm.pl, że takie rzeczy po prostu się zdarzają. W obliczu braku zgody pacjenta na zabieg lekarz nie ma pola manewru, jeśli chce działać zgodnie z prawem i standardami lekarskimi. Zaznacza, że dziś centralnym prawem w medycynie jest to do decydowania pacjenta o własnym losie. - O ile jest zdolny do podejmowania decyzji, przyjmujemy społecznie, że jest najbardziej kompetentną osobą do ustalenia, co jest dla niego najlepsze - wyjaśnia prof. Łuków.

Zdaniem etyka, nie jest to kwestia pytania, co bardziej cenimy: życie czy wolność jednostki do samostanowienia. - Dla wielu ludzi są rzeczy ważniejsze niż życie. W Polsce dla wielu wierzących jest to np. zbawienie. Wobec tego ustalanie z góry priorytetów raczej nie wchodzi w grę - przekonuje.

Komisje etyczne w szpitalach?

Zdaniem prof. Łukowa trudno więc o postulowaną zmianę prawa. Bo jedyną alternatywą było przyznanie, że jakaś grupa osób wie lepiej od pacjenta, co będzie dla niego dobre. Pojawia się też problem, kto miałby to być. Lekarze? Rodzina?

- Stosowne byłoby większe włączenie specjalistów, którzy wspomagaliby tego rodzaju decyzje - mówi etyk. - W krajach zachodnich każdy szpital ma na pokładzie komisję etyczną, która pomaga właśnie w takich trudnych sytuacjach - dodaje.

"Efekt niewiedzy i zacietrzewienia"

Jednak żadna rada etyków nie pomoże w zderzeniu z radykalnym zwolennikiem medycyny alternatywnej. Także wspomniany lublinianin według relacji żony omijał lekarzy szerokim łukiem. - To raczej kwestia edukacji publicznej - wyjaśnia prof. Łuków, zaznaczając, że zmiany w prawie na nic się tu zdadzą. Przypomina zmarłe niedawno dziecko będące pod opieką znachora czy wprowadzenie podyplomowych studiów z homeopatii na państwowej uczelni medycznej.

- Istnieje sporo osób, które nie mają wiedzy na temat tego, w jaki sposób działa medycyna. To efekt niewiedzy i zacietrzewienia - mówi prof. Łuków. I zaznacza, że nie można nikomu odmówić prawa do wyboru metod leczenia, jakie mu odpowiadają. O ile są legalne.

- Powinniśmy sobie uświadomić, że dostęp do opieki zdrowotnej to przywilej, nie obowiązek - wskazuje etyk. A zamiast zmiany prawa poleca więcej zdrowego rozsądku.

Czy pacjent może odmówić leczenia, nawet jeśli ryzykuje pogorszeniem stanu swojego zdrowia?
Więcej o: