Skąd Państwo Islamskie ma pieniądze? "Wcześniej od bogatych Saudyjczyków i Katarczyków. Dziś samo kontroluje pola naftowe"

- Dziś Państwo Islamskie nie potrzebuje zewnętrznych sponsorów. Jest samowystarczalne. Ze wszystkich pól naftowych kontrolowanych na terenie Syrii i Iraku jest w stanie zebrać około 100 mln dol. miesięcznie. Handlują zrabowanymi zabytkami, przejęli złoża minerałów - wyjaśnia dr Patrycja Sasnal z PISM. Choć jak przyznaje, jeszcze w 2012 r. bardzo istotne były pieniądze płynące z Zatoki Perskiej.

Gdy ISIS, jak w 2012 r. nazywało się dzisiejsze Państwo Islamskie, było organizacją walczącą przeciwko Baszarowi al-Assadowi w Syrii, wsparcie finansowe z Zatoki Perskiej miało dla niego kluczowe znacznie. - W tym czasie bogaci Katarczycy, Saudyjczycy, Kuwejtczycy czy Emiratczycy mogli finansować ISIS. Przyznaje to między wierszami nawet rzeczniczka departamentu stanu USA - mówi dr Patrycja Sasnal z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jak zaznacza Sasnal, należy pamiętać, że sponsorami były prywatne osoby, a nie same rządy tych państw, które nie miały powodu wspierać dżihadystów. - Przecież dżihad w wydaniu Al-Kaidy, a taką afiliację miał wtedy ISIS, polega na obalaniu rządów współpracujących z USA, czyli właśnie rządów Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Kataru - zwraca uwagę ekspertka PISM.

Państwo Islamskie to samozwańczy kalifat proklamowany w czerwcu przez muzułmańską organizację ekstremistyczną na kontrolowanych przez nią terytoriach północnego Iraku i Syrii. Wcześniej dżihadyści funkcjonowali pod nazwą Islamskie Państwo Iraku i Lewantu.

Kilkanaście osób z fortunami

Najpewniej to finansowe wsparcie wynikało ze skrajnych religijnych przekonań bogaczy, którzy uznali, że właśnie tak najlepiej spożytkują część swoich fortun. - Nie mówimy o dużej liczbie osób, ale wystarczy nawet kilkanaście takich postaci, ale z ogromnymi pieniędzmi, żeby pomagali rosnąć tej organizacji - mówi Sasnal. Dodaje, że zaledwie kilka dni temu departament skarbu USA i ONZ uznały kilku Kuwejtczyków za sponsorów terroryzmu. Jednak nie łatwo określić, kto faktycznie przesyła pieniądze dżihadystom. Jedyną metodą jest monitorowanie transferów pieniędzy. Próbują je sprawdzać m.in. Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi.

Jednak jak podkreśla ekspertka PISM, takie finansowanie było istotne jedynie na początku istnienia Państwa Islamskiego. Dziś egzystencja IS nie zależy już od pieniędzy płynących z zewnątrz. - Od tego czasu przejęto olbrzymie pola naftowe w Syrii, zrabowano liczne antyki, które następnie sprzedawano na czarnym rynku za pośrednictwem Turków - wyjaśnia. Najprawdopodobniej dżihadyści odsprzedawali władzom w Damaszku syryjską ropę z zajętych przez siebie terytoriów.

Sasnal przypomina również, że w styczniu i lutym pokojowo przejęto prowincję Anbar w Iraku, która może nie jest roponośna, ale bardzo bogata w złoża minerałów. - Jednak bezwzględnym momentem przełomowym było opanowanie Mosulu w czerwcu, gdzie okradli główne banki, zdobyli mnóstwo sprzętu wojskowego, z tego co wiem, opanowali również kilka mniejszych pól naftowych w Iraku. Dziś się szacuje, że miesięcznie ze wszystkich swoich pól naftowych są w stanie zebrać około 100 mln dolarów. Oni dziś nie potrzebują zewnętrznych sponsorów. Są samowystarczalni - podsumowuje dr Patrycja Sasnal.

Więcej o: