Władze USA nie chciały zapłacić okupu za dziennikarza. Ekspert: To nie bezduszność. Wszystkie kraje powinny stosować taką politykę

Terroryści żądali od amerykańskiego rządu i rodziny zamordowanego dziennikarza wielomilionowego okupu. Władze USA mają jasne stanowisko: nie płacić i nie negocjować z terrorystami. Czy to dobrze? - Po co porywać, jeśli nie otrzymuje się pieniędzy? - zastanawiał się na antenie TOK FM dr Kacper Rękawek. Dodał jednak, że terrorystów zachęcają rządy państw, które wpłacają okupy za swoich obywateli.

Porywacze zamordowanego przez terrorystów Państwa Islamskiego Jamesa Foleya od jesieni ubiegłego roku wysyłali do agencji prasowej, w której pracował, oraz do jego rodziny e-maile z żądaniami. Na tydzień przed zabójstwem w detalach opisali, jaki los czeka dziennikarza, jeśli ich oczekiwania nie będą spełnione.

Wedle informacji "The New York Times" porywacze kierowali żądania nie tylko do bliskich uprowadzonego, od których domagali się 132 mln dolarów. Podobnej kwoty (okrągłych 100 mln dolarów) żądali od amerykańskiego rządu. Władze USA odmówiły jednak negocjowania z porywaczami.

- Po jednej stronie mamy wszystkie te państwa, które podobno płacą okupy, chociaż najczęściej o tym nie mówią. Po drugiej stronie mamy natomiast Amerykanów i Brytyjczyków, którzy mówią, że nie płacą, bo z terrorystami się nie negocjuje - mówił dr Rękawek. Ekspert podkreślił, że strategia USA i Wielkiej Brytanii nie oznacza bezduszności. - Chcą polegać na lokalnych sojuszach lub swoich siłach specjalnych, które mają takich zakładników odbijać - tłumaczył.

Takie postępowanie ma zniechęcić terrorystów do porwań. - Po co porywać, jeśli nie otrzymuje się pieniędzy? Morderstwo tylko zwraca na terrorystów oczy całego świata - zastanawiał się dr Rękawek.

Kto jest winny śmierci dziennikarza?

Prowadząca audycje Agnieszka Lichnerowicz przytoczyła opinię Davida Rohde, który sam był porwany w Afganistanie. Dziennikarz Reutersa wini za egzekucję Jamesa Foleya europejskie rządy i zarzuca, że to ich niekonsekwencja powoduje, że terroryści dokonują porwań, bo wiedzą, że mogą na tym zarobić. Amerykanie są jego zdaniem w najgorszej sytuacji, bo terroryści zachęceni przez pieniądze Europejczyków porywają, a Amerykanie nie płacą.

Dr Rękawek zauważył, że Stany Zjednoczone mogą próbować odbijać zakładników lub wymuszać reakcję lokalnych struktur bezpieczeństwa danego kraju przy użyciu nacisków politycznych i gospodarczych. - Wiele krajów nie ma takiej możliwości. Trudno sobie wyobrazić, żeby Estonia desantowała siły specjalne na Bliski Wschód, żeby kogoś odbijać - stwierdził i dodał: Dobrze by było, gdyby wszyscy stosowali jedną politykę i nie ustępowali terrorystom.

Na Bliskim Wschodzie to nie robi wrażenia

Ekspert zauważył, że egzekucja Foleya wyjątkowo szokuje opinię publiczną. - Dyskutujemy o tym, bo to biały, amerykański dziennikarz. Wcześniej były egzekucje setek jazydów, szyitów, mniej radykalnych sunnitów i komentarzy było znacznie mniej - stwierdził.

Rękawek uważa, że na lokalnej publice egzekucja obywatela amerykańskiego robi znacznie mniejsze wrażenie. - Oni bardziej przejmują się tym, co dzieje się z ich pobratymcami. Nas to przeraża, ale to nie zmieni sytuacji na froncie w Iraku, w Syrii, nie zmieni stosunku zwolenników czy przeciwników Państwa Islamskiego do tego państwa tam na miejscu - tłumaczył. - To jest zupełnie inna płaszczyzna. Musimy sobie zdać sprawę z horroru innych działań terrorystów. Ta egzekucja to kropla w morzu. To nie jest coś, co zaważy o sytuacji - dodał.

Podkreślił przy tym, że osoby zajmujące się tym tematem mówią, że widziały coś takiego w Iraku już 10 lat temu. - Ta organizacja w jakimś stopniu wyrosła z Al-Kaidy. Dziesięć lat temu te egzekucje też nas przerażały, ale nie jestem pewien, czy miały bezpośrednie przełożenie na sytuację - podsumował.

Więcej o: