Zanim dżihadyści zabili dziennikarza Jamesa Foleya, żądali wielomilionowego okupu za jego życie

Porywacze Foleya od jesieni ubiegłego roku wysyłali do agencji prasowej, w której pracował oraz do jego rodziny e-maile z żądaniami. Na tydzień przed zabójstwem w detalach opisali, jaki los czeka dziennikarza, jeśli ich oczekiwania nie będą spełnione.

O kontaktach terrorystów z rodziną i pracodawcą dziennikarza opowiedział w CNN Philip Balboni, stojący na czele agencji GlobalPost, w której pracował Foley. Jego wypowiedzi cytuje " NY Daily News ".

Wedle Balboniego pierwsze "poważne" wiadomości dżihadyści skierowali do bliskich dziennikarza jesienią 2013 roku. Na początku miały być w nich zawarte żądania o politycznym i finansowym charakterze. Jednak e-mail nadesłany w ostatnim tygodniu był utrzymany w wyjątkowo agresywnym tonie i zawierał groźbę zamordowania Foleya.

- Wiadomość była pełna jadu i przepełniona wściekłością na USA. Była śmiertelnie poważna - mówił Balboni.

Władze USA nie zapłaciły okupu

Wedle informacji "The New York Times" porywacze kierowali żądania nie tylko do bliskich uprowadzonego, od których domagali się 132 mln dolarów. Podobnej kwoty (okrągłych 100 mln dolarów) żądali od amerykańskiego rządu. Władze USA odmówiły jednak negocjowania z porywaczami.

Biały Dom zapewnił jednak, że dołożył wszelkich starań, by uratować dziennikarza - tego lata amerykańskie siły specjalne przeprowadziły nawet próbę jego odbicia, jednak misja zakończyła się fiaskiem - niestety, Foley nie został odnaleziony.

Foley był niezależnym dziennikarzem. Został uprowadzony w listopadzie 2012 r. w Syrii. Jego matka Diane Foley w oświadczeniu zamieszczonym w internecie napisała, że jej syn "oddał życie, próbując ukazać światu cierpienia narodu syryjskiego". "Był wyjątkowym synem, bratem, dziennikarzem i człowiekiem" - dodała.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: