Polacy lepiej rozumieją Rosję? Chrabota: Więcej skromności. Brak nam think tanków, nie powstają książki

- Trochę na wyrost mówimy o lepszym rozumieniu Rosji przez Polaków, w naszym podejściu potrzeba trochę więcej skromności - mówił w Poranku Radia TOK FM Bogusław Chrabota, szef "Rzeczpospolitej". - Poczucie, że wiemy więcej, zwalnia nas z pracy, z rozumienia Wschodu. I to jest niebezpieczne - przekonywał Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej".

Jan Wróbel w Poranku Radia TOK FM pytał zaproszonych publicystów o "odwieczny spór". - Czy Polska lepiej rozumie Wschód, bo była ujarzmiona przez Rosję tak długo, że siłą rzeczy rozumie ją lepiej?

Bo co Niemcy czy Francuzi wiedzą o ujarzmianiu przez Rosję? A może to nasze wyobrażenie, bo lepiej się znają ci, którzy mają analityków i pieniądze, a nie byli ujarzmiani? - zastanawiał się prowadzący.

Polacy nie znają Rosji?

- W Polsce właściwie nie powstała żadna dobra książka na temat Rosji - stwierdził Bogusław Chrabota, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej". - Taka, która próbuje zrozumieć duszę rosyjską. Taką książkę, "listy z Rosji", w XIX wieku napisał Astolphe de Custine - mówił publicysta. Przyznał, że nad Wisłą powstało "sporo dobrych książek" na temat komunizmu. - Ale czy są lepsze od tych, które powstały w USA czy Niemczech? Wątpię - stwierdził.

Po chwili postanowił jednak zwrócić honor polskim autorom i zauważył, że ciekawe publikacje wydali Wacław Radziwinowicz i Krystyna Kurczab-Redlich. - One bardzo dokładnie pokazują przekrój rosyjskich problemów. Robią to doskonale. Ale to nie jest znajomość polityki rosyjskiej, to nie jest analiza doktryny politycznej, gremiów intelektualnych, polityki Kremla. Niedawno wydana doskonała książka "Putinizm" została napisana przez Holendra - mówił Chrabota.

"Brak nam think tanków"

- Trochę na wyrost mówimy o lepszym rozumieniu Rosji, w naszym podejściu potrzeba trochę więcej skromności. My lepiej Rosję czujemy, bo mamy bliższy kontakt, jesteśmy ich kolegami, przyjaciółmi, bo mieliśmy z nimi dobre relacje w czasie komunizmu - kontynuował naczelny "Rz". - Do dziś jest spory sentyment do dobrej, tradycyjnej kultury rosyjskiej. A Rosjanie uważają się też za specjalistów od Polaków - dodał.

- Brak nam think tanków, instytucji, które dogłębnie analizują świat i skupiają intelektualistów - ocenił Chrabota. Wróbel wskazał choćby na OSW, którego były szef zasiada w rządzie. - Czy dorobek tych instytucji jest poważny? - pytał Chrabota.

"Nie możemy zakładać, że Francuz czy Niemiec nie rozumie Rosji"

- Misyjność na Wschodzie wpędza nas w ślepy zaułek - powiedział Zbigniew Parafianowicz, szef działu zagranicznego "Dziennika Gazety Prawnej". - Poczucie, że wiemy więcej, zwalnia nas z pracy, z rozumienia Wschodu. I to jest niebezpieczne. Nie możemy sobie na to pozwolić, nie możemy zakładać, że Francuz czy Niemiec nie rozumie Rosji czy Ukrainy. Te kraje też mają swoje interesy, wywiady, dyplomację. Już mówiłem w TOK FM, że Fundacja Adenauera ma większy budżet niż wszystkie polskie NGO's-y na Wschodzie razem wzięte - wskazywał publicysta.

Jednak zdaniem Agnieszki Romaszewskiej-Guzy, dyrektorki Biełsat TV, faktem jest, że Zachód "nie zna się na Rosji, niezależnie ile by nie miał think tanków". - Oni odmawiają przyjęcia do wiadomości pewnych rzeczy. Ale i my w Polsce nie rozumiemy Rosji w szerokim sensie. Owszem, jest fascynacja kulturą, ale nie ma głębszej znajomości. Poczucie zagrożenia w tym przypadku jest bardzo dobrym doradcą. Kraje Zachodu tego poczucia w ogóle nie mają i lekceważą istnienie jakiegoś problemu, często dramatycznie nie wiedzą, co się dzieje na Wschodzie - mówiła.

"Student nie wiedział, że istnieje Białoruś"

Zastrzegła, że nie chodzi o Rosję. - Oni wiedzą, że Rosja istnieje. Ale kilka lat temu spotkałam młodego zachodniego studenta, który nie wiedział, że istnieje Białoruś i nie załatwił sobie wizy, kiedy chciał jechać na wschód pociągiem. I miał problem - powiedziała.

Romaszewska-Guzy podkreślała, że dla Zachodu Rosja potrafi być tak ważnym partnerem, że zupełnie zaniedbują kraje pokroju Ukrainy.

Więcej o: