Tłumy chcą ucałować ''cudowną'' dłoń św. Marii Magdaleny. "Relikwie to przemysł. Namnożyły się, więc Kościół..."

Od soboty po Polsce podróżuje dłoń św. Marii Magdaleny. Rzekomo zachowuje temperaturę ciała i ładnie pachnie. W świątyniach tłumy chcą ucałować relikwię. - Wydawać by się mogło, że im więcej w naszym życiu racjonalności, tym mniejsze zapotrzebowanie na tego typu przeżycia religijne. A to nieprawda - skomentował w w Radiu TOK FM Jarosław Makowski, filozof i teolog.

Bogato zdobiona szkatułka, a w niej - kilka przedmiotów, w tym jeden przypominający rękawicę z "okienkiem". Przez nie widać, co jest w środku - uschnięta dłoń, która rzekomo utrzymuje temperaturę ludzkiego ciała oraz... ma wydzielać przyjemny zapach.

Dopchać się do relikwii może być trudno - w samą niedzielę podczas trzech kolejnych liturgii w praskiej cerkwi prawosławnej tłumy wiernych przeciskały się do niej, by ją ucałować. Dłoń będzie jeszcze można zobaczyć m.in. we Wrocławiu i Łodzi.

"Sama stałam w kolejce do zęba Buddy...''

Popularność tej relikwii w Polsce to nie jest odosobniony przypadek. Kościół katolicki ma do nich zamiłowanie. Jak przypomniał w TOK FM Jarosław Makowski, filozof i teolog, niedawno kard. Stanisław Dziwisz wręczał kroplę krwi Jana Pawła II Robertowi Kubicy, który wraca do pełnej sprawności po wypadku podczas rajdu samochodowego. - Wydawać by się mogło, że im więcej w naszym życiu racjonalności, tym mniejsze zapotrzebowanie na tego typu przeżycia religijne. A to nieprawda - wskazywał Makowski.

Relikwie mają w różnych religiach długą tradycję. Prof. Maria Libiszowska-Żółtkowska, socjolożka religii z UW, wskazywała, że nie są one domeną chrześcijaństwa. - Sama odstałam swoje w kolejce do zęba Buddy na Sri Lance - mówiła.

Podkreślała, że pierwsze chrześcijańskie świątynie powstawały w miejscach pochówku apostołów i męczenników za wiarę. - Od początku budowle sakralne miały aspekt znajdowania się w miejscach uświęconych pochówkiem osób uznanych za święte - zaznaczyła.

"Potem przerodziło się w rodzaj przemysłu"

Dawniej relikwie pomagały Kościołowi organizować życie religijne prostych ludzi. - To Kościół interpretował i mówił, jak należy przeżywać religijność, a relikwie działały na wyobraźnię ludu - wyjaśniał Makowski.

- Na początku miało to charakter wyjątkowy i ekskluzywny. Potem przerodziło się w rodzaj przemysłu. Stąd wystąpienie Marcina Lutra, który powiedział: Dość relikwiom i odpustom - mówił Makowski. - Luter śmiał się, że gdyby wziąć wszystkie szczątki krzyża, na którym umarł Jezus, można by z nich zrobić kilka krzyży - dodał. Szczątki świętych były też pożądane przez średniowiecznych władców jako wyznacznik prestiżu.

"Człowiek potrzebuje zobaczyć, dotknąć"

Jednak dziś rola relikwii nie maleje. - One zaspokajają potrzebę namacalności - mówiła prof. Libiszowska-Żółtkowska. - Bóg jest czymś abstrakcyjnym, a człowiek potrzebuje zobaczyć, dotknąć, a jeszcze lepiej mieć kawałek kości czy ubrania. Teologowie nie lubią o tym mówić, ale relikwia, medalik, szkaplerz, krzyż, spełniają funkcję amuletu, dodają nam siły, mocy, dają poczucie, że jesteśmy bliżej Boga - mówiła. I nie ma znaczenia, że moc relikwii jest sprzeczna z wiedzą naukową, nie ma nawet znaczenia, czy relikwia jest autentyczna. - To kwestia wiary - przekonywała socjolożka.

Nie wszystkie relikwie są jednakowo pożądane. Najważniejsze są te pierwszego stopnia - to szczątki doczesne świętych, kawałek kości lub włosa. Relikwie drugiego stopnia to coś, co było blisko świętej osoby, a zatem ubrania bądź przedmioty codziennego użytku. Relikwie trzeciego stopnia to przedmioty, które święty dotknął lub otarł się o nie. - Możemy przyłożyć obrazek do ręki św. Magdaleny i to będzie relikwia trzeciego stopnia - mówiła prof. Libiszowska-Żółtkowska.

"To lud decyduje, co będzie czcił"

Jak mówił Makowski, początkowo Kościół był przychylny relikwiom. - Pomagają władać wyobraźnią wiernych. Jednak z czasem wymknęły się spod kontroli. Namnożyło się ich, a Kościół jako monopolista nie lubi podszywających się pod niego religijnych hochsztaplerów - podkreślał publicysta. Dlatego Kościół katolicki zakazuje handlu relikwiami i nakłada ograniczenia na ich przemieszczanie.

Jednak pełna kontrola jest praktycznie niemożliwa. - Religijność ludowa jest pozainstytucjonalna. To lud decyduje, co będzie czcił, jaki przedmiot uzna za wartościowy. Kościół próbuje na to nałożyć swoje sankcje, ale to ludzie i ich wiara mają tutaj ogromne znaczenie - skwitował teolog.

Więcej o: